Słonik i prezenty

„Ja w jego wieku potrafiłem godzinami bawić się zabawkami zrobionymi z najprostszych rzeczy. Miałem zaledwie kilka samochodzików i każdy z nich traktowałem jak swój skarb. Ba! Sam umiałem robić różne fantastyczne rzeczy do zabawy, wystarczyła odrobina wyobraźni. A moje dziecko ma pokój pełen kolorowych, niesamowitych zabawek – klocków, pojazdów, robotów, misiów – mnóstwo tych rzeczy jest na pilota, na baterie, gra i buczy – ile ja bym dał za taki pokój  z zabawkami, gdy sam byłem dzieckiem! Tymczasem moje dziecko wcale nie umie się tym wszystkim bawić, kolejne zabawki po chwili idą w kąt, a moja pociecha wciąż dopytuje tylko o to, kiedy dostanie kolejną rzecz…” – to refleksja, pod którą mogłoby podpisać się wielu rodziców kilkulatków. Szczególnie trudnym momentem bywają święta, czy urodziny – gdy młody człowiek, niemal zasypany prezentami, wcale się z nich nie cieszy. Przeciwnie – po rozpakowaniu wszystkich wydaje się rozczarowany lub znudzony, albo marudzi o kolejne prezenty – bo przecież nie dostał wszystkiego, o czym marzył. Dorośli mogą pomyśleć wtedy, że nie dość dobrze zbadali potrzeby dziecka – bardzo się starali, jednak prezenty nie są idealnie takie, jakich dziecko oczekiwało. Inni mogą z kolei poczuć zniecierpliwienie lub wręcz irytację i pomyśleć, że ich dziecko nie potrafi odpowiedzieć wdzięcznością na starania opiekunów, że jego postawa jest roszczeniowa i że powinno doświadczyć negatywnych konsekwencji swojego nieładnego zachowania.

Spróbujmy jednak zrozumieć, co może dziać się w wewnętrznym świecie malucha, który dostał tyle wspaniałości, tak bardzo czekał na ten moment, a teraz wcale nie jest zadowolony i w ogóle nie czuje satysfakcji. No właśnie – może faktycznie nie dostał tego o czym marzył! Uprzedzając zniecierpliwione riposty, jakie nam, dorosłym, mogą przychodzić do głowy w obliczu takiego przypuszczenia, zastanówmy się nad tym, o czym tak naprawdę mógł marzyć nasz kilkulatek, a także - co pomagało nam – gdy byliśmy dziećmi, cieszyć się z otrzymanych prezentów.

Historia Słonika pokazuje, że nie potrafił on cieszyć się ze swoich prezentów, dopóki był z nimi sam. Gdy rozpakował już wszystkie i nie zostało już nic do rozpakowania, domagał się… kolejnej rzeczy, którą mógłby rozpakować. Napędzane ciekawością rozpakowywanie kolejnych zabawek to proces, z którego końcem trudno się kilkulatkowi pogodzić. W zaakceptowaniu faktu, że oto wszystko już zostało rozpakowane i nie ma już więcej niespodzianek do odkrycia, dziecko potrzebuje wsparcia, polegającego na łagodnym przekierowaniu dziecięcej uwagi z odkrywania zawartości kolejnych paczek na nadawanie znaczenia temu, co zostało już w owych paczkach odkryte. Tego właśnie dokonuje Mama Słonika, kiedy zaczyna zajmować się nowymi zabawkami razem z nim. Wcześniej równie dobrze mogłyby one być kolejnymi numerami z listy: pluszowy smok – jest, klocki – są, spycharka – jest, i tak dalej. Nowo otrzymane zabawki mogły zacząć cieszyć Słonika dopiero wtedy, gdy udało się nadać im znaczenie, innymi słowy – ożywić je.

Przy użyciu wyobraźni Słonik zaczął budować historię – taką, w której smok ma imię, doświadcza różnych perypetii i wraz z innymi zabawkami bierze udział w angażujących Słonika przygodach. Słonik układał tę ekscytującą opowieść zainspirowany pytaniem i niewielką zachętą ze strony Mamy. To właśnie – emocjonująca opowieść, dzięki której otrzymane zabawki ożyły – sprawiło, że były to najlepsze urodziny w życiu. I to właśnie jest tym, o czym tak naprawdę marzy kilkulatek. Domaga się figurki ulubionego bajkowego bohatera wraz z całą scenerią i wyposażeniem, albo zaawansowanego technologicznie zestawu do zabawy nie po to, by je rozpakować i samotnie „zająć się nimi” (jak czasem, zupełnie nietrafnie, wyobrażają sobie dorośli), lecz po to, by dzięki wymarzonej zabawce przeżywać fascynujące przygody.

W przygodach tych bajkowy bohater (z wyposażeniem) czy zestaw do gry są jedynie zastępowalnymi rekwizytami – niczym poszczególne składniki wspaniałego dania, które bez nadania im smaku przez wprawnego mistrza kuchni pozostaną jedynie mało atrakcyjnym zbiorem produktów spożywczych. W każdym kilkulatku drzemie mistrz wyobraźni, który – przy życzliwej obecności kogoś bliskiego i niewielkiej, zazwyczaj, zachęcie, umie z otrzymanych zabawek zbudować fascynujący świat, na długo dostarczający mu satysfakcji i radości. To nasza – dorosłych, rola, by pomagać dzieciom w odkrywaniu i rozwijaniu tej niezwykłej kompetencji.

 

Monika Tarnowska, terapeutka, koordynatorka Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży Intra

X