Sklepy, chleb, kropla wody i OIOM

W niedziele od dawna staram się nie wychodzić z domu (odpoczynek dla kręgosłupa). Wyjątkiem są dni, kiedy jadę na cmentarz. Czasami w niedzielę, gdy spodziewam się gości, to schodzę do cukierni.

W pierwszą niehandlową niedzielę (11 marca) otwarta była owa cukiernia i mały sklepik pod domem. Do cukierni poszłam po ciasto i przez ciekawość weszłam do sklepiku – interesowało mnie, czy jest chleb, bo przeważnie w dni, kiedy sklepy mają być zamknięte, ludzie wykupują chleb ,jakby robili zapasy na wojnę. O dziwo, chleb był i nikt go nie kupował. Ale w sklepie był tłok. Zadowoleni amatorzy piwa napełniali butelkami koszyki, a inni zawiedzeni, że nie ma wódki, zastanawiali się, gdzie ją kupić.

Wstyd, wstyd. I jeszcze raz wstyd! W czasach tzw. komunizmu, kiedy w niedziele sklepy były zamknięte, w niektórych otwartych małych cukierenkach, czy  punktach sprzedających drobiazgi nie spotykało się tłumów miłośników mocnych trunków. Niedziele były wtedy dniami, kiedy POD sklepami, OD WCZESNEGO RANA NIE stały kolejki ludzi po cukier, ser żółty, czy papier toaletowy.

Pod moim domem są Carrefour i Żabka, a trochę dalej Biedronka. Zapytałam sprzedających tam, czy są zadowoleni z wolnych niedziel. Odpowiedzieli, że TAK. Więc dobrze, że niedziele są dla nich wolne. W supermarketach pracownicy oprócz ciężkiej pracy fizycznej (np. noszenie kartonów z towarami i rozładowywanie ich) bardzo często pracują w ciągłym stresie, bo klienci chcą szybko zrobić zakupy i są nierzadko niecierpliwi i niegrzeczni. Potrzebne są, więc ekspedientkom i ekspedientom stałe dni wolne od pracy.  Istnieją, oczywiście zawody, gdzie w niedziele pracowanie jest niezbędne, ale nie w handlu. A my, postarajmy się na wszelki wypadek , mieć w zapasie, np. ryż, czy kaszę gryczaną – i z głodu nie umrzemy.

Wczoraj była druga niedziela bez handlu i robiąc zakupy w sobotę nie słyszałam narzekania klientów, że jutro do Biedronki, czy Carrefoura nie pójdą.

Zastanawiałam się, jak zakończyć ten tekst trochę na wesoło i przypomniałam sobie, że kiedyś byłam na oddziale intensywnej opieki medycznej  i gdy obudziłam się, to zobaczyłam na szafce kubek z wodą, a bardzo chciało mi się pić, Udało mi się sięgnąć po ten kubek i wypiłam trochę wody.  Zaraz przybiegła pielęgniarka, zabrała kubek i powiedziała, że nie mogę pić więcej niż kilka kropli. Wyszeptałam: „dlaczego?”. Usłyszałam, że tracę energię i że jak jest to dla mnie za duży wysiłek. Zmęczona zamknęłam oczy i mimo pisku podłączonej aparatury – zasnęłam, a właściwie, wróciłam do pięknego świata, gdzie picie, jedzenie i ciało nie są potrzebne.

Oszczędzajmy, przeto energię i nie pijmy i nie jedzmy zbyt dużo!

Przy okazji wspomnę, że w szpitalu nauczyłam się oszczędzać nie tylko energię, co przydaje się też zdrowym, ale i pokonywania znikomych sił organizmu. Dawniej, gdy spieszyłam się, np. wychodząc z domu, to biegałam po mieszkaniu, bo w ostatniej chwili przypominałam sobie, że może czegoś zapomniałam. (Pewnie i innym tak się zdarza.) Nauczyłam się, aby potrzebne mi rzeczy zbierać systematycznie,  poruszając się po najkrótszych odległościach. Spróbujcie Państwo! Jeśli nawet macie dużo energii i jesteście silni, to szkoda tracić tę energię i siłę na niepotrzebne i często denerwujące działania. Lepiej energię przeznaczyć na zrobienie czegoś miłego, lub ….. na odpoczynek.

 

 

Krystyna Poznańska - Ostrowska

X