Samookaleczanie u nastolatków przestało być nośnym tematem. „To wcale nie znaczy, że zrozumieliśmy problem i wiemy, jak reagować”

- Niedawno mój nastoletni pacjent wybrał nacięcie na rękach jako sposób poradzenia sobie z sytuacją zakazu i złości, ponieważ mama nie pozwoliła mu wyjść na  imprezę. Pacjent doskonale rozumiał swoją mamę i wiedział, dlaczego dostał zakaz, a jednocześnie czuł się sfrustrowany. Powiedział: „Nie mogę się złościć na mamę, ona chce dla mnie dobrze, to chociaż na siebie się wściekłem”- mówi Małgorzata Matwiejczyk, psychoterapeutka z Poradni dla Dzieci i Młodzieży Ośrodka Intra.

Marianna Fijewska: Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu znacznie częściej mówiło się o samookaleczaniu wśród dzieci i młodzieży. Dziś do przestrzeni publicznej docierają tylko przypadki, które zakończyły się tragicznie. Czy fakt, że temat przycichł, oznacza, że problem jest coraz mniejszy?

Małgorzata Matwiejczyk: Niestety nie. Problem samookaleczania wciąż istnieje i jest dość powszechny. Co więcej, fakt, że o samouszkodzeniach ciała wśród nastolatków mówi się mniej, wcale nie oznacza, że społeczeństwo zrozumiało ten problem ani że nauczyło się na niego reagować.

W jaki sposób nastolatki okaleczają swoje ciało?

Zdecydowanie najczęściej robią to poprzez nacinanie ciała różnymi ostrymi przedmiotami. Zwykle zaczynają na rękach: nadgarstkach i przedramionach. Potem często wybierają takie miejsca, których nie widać na pierwszy rzut oka np. uda, brzuch. Rzadziej dochodzi do rozdrapywania wcześniej powstałych ran, przypalania skóry czy gryzienia.

Z jakiego powodu nastolatki decydują się na taką autoagresję?

Sam akt samouszkodzenia ma na celu redukcję napięcia i jest formą ekspresji cierpienia. Za słowem cierpienie idzie bardzo dużo emocji- smutek, stres, melancholia, samotność… „Musiałem natychmiast coś ze sobą zrobić, żeby poczuć się inaczej”- tak nastolatki zwykle relacjonują swój stan zaraz przed samookaleczeniem. Dopiero w trakcie terapii uczą się mówić o tym więcej i dokładniej. Kluczowe w procesie terapeutycznym jest to, by zrozumieli, co się z nimi dzieje, co i dlaczego odczuwają. Powoli uczą się, jak mogą redukować napięcie, szukać pomocy, gdy cierpią oraz radzić sobie w trudnych sytuacjach w bardziej konstruktywny sposób.

Czy istnieją jakieś typy osobowości nastolatków, które są podatne na samookaleczanie?

Trudno mówić o konkretnych typach osobowości w przypadku nastolatków, ponieważ ich osobowość cały czas się kształtuje. Istnieją jednak niewątpliwe czynniki ryzyka, które zwiększają prawdopodobieństwo samookaleczania, np. trudności w grupie rówieśniczej, poczucie izolacji, samotność, wycofanie, problemy i konflikty rodzinne, duże zmiany, jak rozwód rodziców albo zmiana szkoły na taką, w której dziecku znacznie trudniej się odnaleźć.

Kilka razy słyszałam twierdzenie, że jedną z przyczyn samookaleczania jest nieumiejętność wyrażania złości na zewnątrz. Czy to prawda?

Może tak być, ale nie jest to reguła. Temat wyrażania złości jest na pewno ważny w terapii młodej osoby z problemem samouszkodzeń, jednak w każdej historii można go widzieć i rozumieć trochę inaczej. Jedne nastolatki są zamknięte i wycofane, inne głośno krzyczą i manifestują swoje zdanie. Każdy z nich w temacie złości potrzebuje się nauczyć czegoś innego. Powiedziałabym, że do samookaleczania prowokuje niewyrażone cierpienie, a nie niewyrażona złość.

Jak młodzi pacjenci opowiadają o swoim pierwszym razie, gdy uszkodzili ciało? Co było bezpośrednią przyczyną tego, że spróbowali?

Bezpośrednią przyczyną pierwszego samookaleczenia jest zwykle ciekawość. Nastolatek czyta w sieci lub dowiaduje się od znajomych, że takie działania „przynoszą ulgę” i postanawia spróbować. Pierwszy raz rzadko jest spektakularny, zwykle nikt go nie zauważa, a nastolatek ma pole do dalszych eksperymentów. Po jakimś czasie i przy innych “sprzyjających” okolicznościach ten schemat utrwala się.

A co jest najczęstszą przyczyną kolejnych razów?

Powtarzam coś, jeśli czuje, że  to działa. Tak samo z nacięciami. Przynoszą jakąś ulgę, zmianę itp. Przychodzą kolejne problemy rówieśnicze, np. kłótnia, nieprzyjemny wpis w internecie, ale także domowe konflikty- zakazy i nakazy narzucane przez rodziców, które budzą frustrację, złość i powodują napięcie. Nawarstwiają się trudne do nazwania uczucia, brakuje sposobów proszenia o pomoc i rozwiązywania trudności. Rodzi się cierpienie, które domaga się działania.

Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez rodziców, którzy widzą, że ich dziecko ma problem z autoagresją i samookalecza się?

Rodzice zaczynają się bać i kontrolować dziecko w sposób, który jest dla niego frustrujący, więc paradoksalnie sprzyja kolejnym aktom autoagresji. Wśród najczęstszych zachowań rodziców jest m.in. potajemne sprawdzanie telefonu, chowanie ostrych przedmiotów, przegrzebywanie śmietników lub prośby typu: „Musi być ci bardzo gorąco, załóż koszulkę z krótkim rękawkiem”. Dziecko wie, że takie działania mają na celu skontrolowanie go, a jednocześnie nie są to obawy wyrażone wprost, co złości i powoduje poczucie braku wolności oraz braku zaufania. Moja praca z rodzicem i dzieckiem polega zwykle na „odpakowaniu” tego tematu, by obie strony mogły mówić wprost.

Gdy byłam w szkole, wiele moich koleżanek płytko nacinało skórę żyletkami, bo „taka była moda”. Czy tego rodzaju tłumaczenie powinno uspokoić rodzica, czy każde samookaleczenie, bez względu na skalę i przyczynę, powinno być powodem wizyty u specjalisty?

Każde uszkodzenie ciała wymaga tego, by się nad nim zatrzymać i porozmawiać. Błędem byłoby myślenie, że w tym wieku każdy się tnie, więc to na pewno nic takiego. Gdy rodzic zobaczy na ciele dziecka ślady po samouszkodzeniu, powinien podjąć rozmowę na ten temat. Jeśli dziecko będzie chciało rozmawiać, to świetnie. Być może rzeczywiście było to jednorazowe działanie powodowane ciekawością. Wtedy warto obserwować, pytać. Jeśli jednak na chęć rozmowy młody człowiek reaguje złością, zamknięciem i wycofaniem, jest to sygnał, że coś się dzieje i poleciłabym wizytę u psychologa.

W jaki sposób pracuje się z nastolatkiem, który się okalecza?

Najważniejsze jest stworzenie bezpiecznej atmosfery i pozytywnej relacji. Jako psycholog wiem, że należy na pacjenta spojrzeć szeroko i zobaczyć go w kontekście jego rodziny i rówieśników. Samookaleczenia to przecież objaw, że dzieje się coś bardzo trudnego. W czasie spotkań staram się zrozumieć świat przeżyć wewnętrznych młodej osoby, a gdy ona widzi moje zainteresowanie, zazwyczaj się otwiera. Dzięki temu możemy wspólnie sprawdzić, co dokładnie jest źródłem jej cierpienia, które wyraża się w samookaleczaniu. Próbujemy nazywać uczucia i uczyć się wyrażania emocji oraz radzenia sobie z nimi. Kolejnym etapem pracy jest zaproszenie do gabinetu rodzica lub rodziców, którzy również powinni zrozumieć, dlaczego ich dziecko robi to, co robi. To bardzo ważne, by dorosły zaczął widzieć nastolatka. Tylko w taki sposób może wytworzyć się między nimi bliska relacja, która będzie jednocześnie chronić przed kolejnymi aktami autoagresji.

 

X