Rozważania o zmianie

Sytuacja wyjściowa: człowiek jest niezadowolony z czegoś w swoim życiu. Dochodzi do wniosku, że chciałby to zmienić. Czy to zrobi? I kiedy to zrobi?

Zmiana może dotyczyć wszystkiego. Pracy, mieszkania, czy też wyglądu zewnętrznego. Ktoś chciałby przestać palić albo zacząć wcześniej kłaść się spać. Ktoś inny chce coś zmienić w swoim małżeństwie. Opanować swoją wybuchowość. Przestać pić tyle piwa. Albo może nie brać proszków uspokajających.

W jaki sposób ludzie powstrzymują się przed dokonaniem zmiany?

Niektórzy specjalizują się w tworzeniu błędnych kół. Pan Michał w wyniku terapeutycznej pracy nad sobą, ze w znalezieniu kobiety swojego życia przeszkadza mu nadmierne uzależnienie od matki. Zdecydował, że musi zacząć bardziej samodzielne życie. Jednak w wieku 34 lat nie mógł się wyprowadzić, bo nie miał pieniędzy na wynajęcie mieszkania. Mógłby mieć, gdyby zmienił pracę, ale aktualna praca, choć mało płatna, dawała mu możliwość kontaktu z ludźmi, przede wszystkim kobietami. Stwarzało to nadzieję, na znalezienie sobie partnerki. Nie mógł jej jednak znaleźć, gdyż był zbyt uzależniony od matki. Chciał się wyprowadzić, ale nie miał pieniędzy. W polu logiki pana Michała nie było dobrego wyjścia z sytuacji. Można było tylko czekać na jakąś zewnętrzną zmianę okoliczności.

Inny sposób na powstrzymanie się przed zmianą, to użycie słowa „kiedyś”. „Kiedyś” to kraina, do której odsyłamy nasze marzenia. Dzięki temu możemy optymistyczniej patrzeć na rzeczywistość. Co prawda jakieś elementy naszego życia są nie do zniesienia, ale to tylko teraz tak jest – „kiedyś” będzie inaczej. Zamiana „kiedyś na „teraz” wiąże się u wielu osób ze spełnieniem pewnych warunków. Myślą sobie: „Spełnię moje marzenia, gdy będę miał więcej pieniędzy. Albo gdy będę w świetnej formie. Albo gdy pozałatwiam wszystkie ważne sprawy. Albo gdy będę miał naprawdę dużo czasu”. Patrząc chłodnym okiem łatwo zauważyć, że ten obraz przyszłej przestrzeni życiowej, w której zrobimy to wszystko, o czym teraz jedynie marzymy – jest zupełnie nierealistyczny.

Opór przed zmianą ma również aspekt racjonalny. Każda zmiana bowiem niesie ze sobą (choćby przejściowe) pogorszenie aktualnej sytuacji. Mówiąc inaczej, pogorszenie sytuacji jest po prostu kosztem zmiany. Nawet jeśli przeprowadzimy się z szałasu do pałacu czeka nas okres pogorszenia i destabilizacji – trzeba będzie się nauczyć chodzić innymi ścieżkami. Wielu osobom rzeczy znajome, choćby nie lubiane, wydają się bezpieczniejsze od nie znanych. Każda zmiana burzy to bezpieczeństwo i oznacza wkroczenie w sferę podwyższonego ryzyka.

Jak zatem dochodzi do decyzji o zmianie? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie analizując powody, dla których pacjent zgłasza się do psychologa. Jest to bowiem pierwszy krok ku zmianie, efekt przemiany „kiedyś” w „teraz”.

W trakcie pierwszej rozmowy rutynowo pytamy: „Dlaczego przyszedł pan właśnie teraz?”. Najczęstsza przyczyna, to „kropla przepełniająca czarę”. Czasem ta ostatnia „kropla” jest bardzo znacząca – ktoś dostał ataków lęku, został pobity, sam kogoś uderzył. Częściej jednak ostatnie doświadczenie jest nie tyle bardziej dramatyczne, co po prostu kolejne. Jedna z moich pacjentek, księgowa, od kilku lat miała nieustanne konflikty z córką. Po kolejnej awanturze doszła do wniosku, że „tak dłużej być nie może” i zgłosiła się do mnie. Na moje pytanie, czy ich ostatnia sprzeczka była ostrzejsza od poprzednich, odpowiedziała, używając zawodowego porównania: „Nie decydująca była ogólna wysokość sumy, nie ostatnia wypłata”. Idąc tym tropem, możemy powiedzieć, że podstawowym warunkiem zmiany jest otwarcie konta danej sprawy w naszej świadomości. Jeszcze nie wiemy, czy będziemy zmieniać pracę albo czy i kiedy odmówimy wreszcie kolejnej przysługi sąsiadce. Nie wiemy, czy i kiedy coś zmienimy, ale czujemy, ze stan obecny nam nie odpowiada. Otwieramy więc konto tej sprawy i zaczynamy zbierać na nim informacje o wydarzeniach i emocjach. Mówiąc inaczej, pilnie i systematycznie zaczynamy obserwować jakiś wycinek naszego życia. Nie lokalizujemy tej sprawy w nierealnej przestrzeni „kiedyś” – mamy na uwadze „teraz”.

Taka bieżąca samoobserwacja pomaga w zdiagnozowaniu problemu – czy jesteśmy gotowi? Czy to już teraz? Co stanowi nasz limit – nieprzekraczalną granicę dyskomfortu psychicznego, za którą zmiana jest nie tyle pożądana, co niezbędna.

Tak więc do zmiany trzeba być gotowym. Tempo dojrzewania do zmiany jest sprawą indywidualną. Są ludzie, którzy dość płynnie wprowadzają korekty do własnego życia. Są też tacy, którzy żyją długi czas w stabilizacji i dopiero potężne nagromadzenie dyskomfortu życiowego skłania ich do zmiany, która wtedy z konieczności jest rewolucją. Ale może się też okazać, że człowiek nie ma limitu. Że im gorzej mu w życiu, tym łatwiej się do tego adaptuje, co musi oznaczać, że jest mu źle. Ten ostatni rodzaj oporu przed zmianą z pewnością wymaga profesjonalnej pomocy.

Tekst został opublikowany w miesięczniku „Charaktery”, nr 11, 1998 r.

X