Rodzic jest jak pilot samolotu – gdy pasażerowie wyczują jego strach, wpadną w panikę

- Dziecko potrzebuje zorientować się w nowej, zmienionej rzeczywistości, więc tym baczniej obserwuje swojego rodzica. Jeśli wyczuje napięcie, uzna, że sytuacja jest bardzo zagrażająca. W oczach młodszych dzieci rodzic jest jak pilot samolotu. Gdybyśmy, jako pasażerowie, zobaczyli pilota, który wychodzi z kabiny i w popłochu biega po pokładzie, bylibyśmy przerażeni - mówi psychoterapeutka Monika Tarnowska, kierownik koordynator Poradni dla Dzieci i Młodzieży Intra.

Marianna Fijewska: Od kilku dni wszyscy mierzymy się z ogromną destabilizacją. W bardzo trudnej sytuacji znaleźli się rodzice małych dzieci, którzy muszą pracować zdalnie, a jednocześnie przeżywają ogromne napięcie.  Wiele bliskich mi osób, obawia się, że „dłużej już w domu nie wytrzyma”, a jednocześnie wytrzymać musi. Co mogłabyś powiedzieć takim rodzicom?

Monika Tarnowska: Wszyscy mamy potrzebę, by być wśród ludzi i wspólnie przeżywać trudne chwile. Przecież każdy rodzic jest też czyimś dzieckiem i często w naturalny sposób, chciałby spędzić ten czas przy swoich rodzicach, a jednocześnie nie może tego zrobić. Ścieżka wsparcia, która do tej pory była czymś oczywistym, zostaje zablokowana- córka czy syn nie mogą trafić pod opiekę dziadków w obawie przez zarażeniem.

Prócz opieki nad dziećmi i pracy zdalnej, trzeba jeszcze ogarniać rzeczywistość, która bardzo szybko się zmienia. Zewsząd bombardują nas komunikaty o wzroście liczby zarażonych lub o najczęstszych objawach koronawirusa.

Warto być na bieżąco, ale jednak polecałabym, żeby wypracować sobie strategię ochrony przed komunikatami medialnymi. Przypominam, że mamy przesilenie wiosenne- wiele osób dostaje alergii i ciężko znosi zmianę pogody. Pojawia się kaszel i gorączka, które alarmują rodziców i rodzą pytanie: „Czy to nie TO?!”. Bombardowanie się kolejnymi czarnymi wiadomościami, które niestety bardzo często pisane są w taki sposób, by wzbudzić w nas jeszcze więcej negatywnych emocji, nie jest dobrą strategią. Przypomina mi to sytuację, w której w przedszkolu wszystkie dzieci grzecznie siedzą na dywanie, a jedynie dwoje z nich biega w koło, nie słuchając nauczycielki. W końcu nauczycielka nie wytrzymuje i na całe gardło krzyczy: „Nie biegaaać!”. Dzieci, które już od dawna siedzą, są przerażone i bezradne- przecież już bardziej usiąść nie mogą. Podobnie z ludźmi, którzy są bardzo ostrożni, nie wychylają nosa z domu i wciąż czytają, jak bardzo niebezpieczny jest koronawirus i jak uważnym trzeba być. A przecież już bardziej nie mogą zostać w domu.

 W jaki sposób najlepiej ograniczyć ekspozycje na medialne doniesienia? Czytałam gdzieś artykuł, w którym psycholog radził, by wydelegować jednego członka rodziny do codziennego przeglądania wiadomości na temat koronawirusa.

Nie polecałabym tej strategii. Co z tego, że tylko jedna osoba będzie czytała doniesienia na temat koronawirusa, skoro wszyscy pozostali będą czekać w napięciu, co ten jeden powie? Często jest tak, że im bardziej czegoś unikamy, tym bardziej się tego boimy. Skoro unikam informacji o koronawirusie i deleguję do tego jedną osobę, to znaczy, że jest to tak straszne, że mam czego unikać. Raczej proponowałabym wydzielić sobie np. dwie pory dziennie, w których będziemy sprawdzać informacje w sieci lub oglądać wiadomości.

Czy należy chronić dzieci przed takimi komunikatami?

Jak najbardziej. I siebie i dzieci. Zalew strasznych informacji, jak już powiedziałam, bardzo podbija poziom napięcie i sprawia, że czujemy się bezradni, jak te dzieci w przedszkolu, które wcale nie biegają, a muszą mierzyć się z gniewem swojej wychowawczyni. Rodzic, który przeżywa ogromny lęk, nie będzie dobrym wsparciem dla dziecka. Wręcz przeciwnie. Dziecko potrzebuje zorientować się w nowej, zmienionej rzeczywistości, więc tym baczniej obserwuje swojego rodzica. Jeśli wyczuje napięcie, uzna, że sytuacja jest bardzo zagrażająca. W oczach młodszych dzieci rodzic jest jak pilot samolotu. Gdybyśmy, jako pasażerowie, zobaczyli pilota, który wychodzi z kabiny i w popłochu biega po pokładzie, bylibyśmy przerażeni.

Jak rozmawiać z dziećmi na temat koronawirusa?

Rzeczowo i z opanowaniem. Czytałam znakomitą książeczkę dla dzieci, która powstała na potrzeby aktualnej sytuacji. Autor opisuje koronawirusa jako mikroba, który podróżuje po świecie i tam, gdzie się pojawi, wywołuje kaszel, gorączkę oraz (co bardzo ważne!) różne emocje. Nie możemy zapominać o tym, że temat koronawirusa już zrodził w naszych dzieciach uczucia- np. smutek, że mimo pięknej pogody, nie mogą spotkać się z przyjaciółmi. A dziecko ma wielką potrzebę, żeby w bezpiecznej atmosferze te uczucia wyrazić.

W jaki sposób można dać dziecku bezpieczną przestrzeń na wyrażenie emocji wokół aktualnej sytuacji?

Poprzez rozmowę albo zabawę- jak choćby rysowanie. Można poprosić dziecko o narysowanie buziek, które będą odzwierciedlały jego uczucia. Polecałabym też minimalizowanie poczucia bezradności, a maksymalizowanie poczucia sprawstwa. Koronawirus jest groźny, ale możesz zrobić różne rzeczy, które cię przed nim ochronią. Na przykład: „Myj rączki, tak długo, ile trwa zwrotka i refren twojej ulubionej piosenki”. To bardzo konkretna wskazówka, która pokaże dziecku, że ono też ma wpływ na sytuację. Ważne jest również zadbanie o jakąś stałość. Niech nasza doba nie wygląda za każdym razem inaczej, tylko dlatego, że siedzimy w domu. Postarajmy się, by różne punkty dnia następowały o tych samych porach. W oswajaniu nowej rzeczywistości i budowaniu pewnej, choćby tymczasowej, rutyny, pomocna jest szkoła online. Jeśli dzieci mogą spotykać się wirtualnie, korzystajmy z tego.

Powiedziałaś, że rodzic jest jak pilot na pokładzie samolotu, ważne, by nie straszył pasażerów, ale jak może uspokoić sam siebie?

Najlepiej porozmawiać z innymi dorosłymi, którzy są w domu- zwykle z partnerem lub partnerką- o tym, co robić w sytuacjach skrajnego napięcia.  Między rodzicami istnieją wypracowane strategie, które pomagają opanować sytuację. Każde z rodziców ma prawo opaść z sił, poczuć się smutne i bezradne. Warto wtedy powiedzieć o tym partnerowi i- albo uzyskać wsparcie od niego- albo poprosić o chwilę dla siebie i zadzwonić do innej bliskiej osoby, lub też odbyć konsultację online z psychoterapeutą. Mamy prawo w chwili słabości, powiedzieć, jak źle się czujemy, jak bezradni jesteśmy, jakie mamy obawy- ale nie róbmy tego przy naszych dzieciach.

X