Przestrzeń serca

Istotą feng shui, jest architektura świadomości, ogląd tego, jak tworzymy obraz siebie samych, jak sobie siebie wyobrażamy. Tak więc feng shui dotyczy bardziej ludzi niż rzeczy – mówi Wiliam Spear.

Wiliam Spear, Amerykanin mieszkający w Wielkiej Brytanii, jest nauczycielem feng shui – pochodzącej z Chin sztuki organizowania środowiska człowieka. Z jego wskazówek i ekspertyz korzystają osobistości świata biznesu i polityki. Zajmuje się tez pracą z ludźmi umierającymi, narkomanami, więźniami skazanymi na śmierć. Jest doradcą w dziedzinie makrobiotyki oraz prowadzi działalność humanitarną.

Krzysztof Jedliński: Co było w Pana życiu pierwsze: feng shui, psychoterapia, czy może jeszcze coś innego?

Wiliam Spear: Prawdopodobnie duch, nie psychologia jako taka. Od wczesnej młodości nurtowały mnie takie sprawy, jak sens życia. Studiowałem stare religie i filozofie, Księgę Przemian (I Ching), pisma Lao Tsy, ale tez dzieło Carla junga. Szukałem zasady, która by to wszystko łączyła. Nauki te mówią o pewnym związku świata wewnętrznego i zewnętrznego. I nie chodzi tylko o wewnętrzny świat stworzony przez ludzi mózg, ludzi umysł, ale o coś większego, jak świadomość, duch, coś, co jest poza światem i przestrzenią. Zatem początkiem była filozofia, a nie współczesna psychoterapia.

Współpracuje Pan z Elisabeth Kübier – Rosa, znaną badaczką procesu umierania, poświęcającą tez wiele czasu towarzyszeniu ludziom umierającym. Co Pana skłoniło do pójścia w jej ślady?

Myślę, że śmierć jest największą z przemian, przez które człowiek przechodzi.

Zajmuje się Pan więźniami skazanymi na śmierć, jest ekspertem i instruktorem feng shui oraz prowadzi działalność humanitarną. Kim Pan jest w swojej istocie?

(śmiech, chwila namysłu) Kim jestem? Po pierwsze, mam głębokie przekonanie, że tu, w tej chwili, jest tylko jedna osoba i jedna energia. A zatem mogę zobaczyć siebie w różnych miejscach i rożnych sytuacjach, w różnorodnych krajach i różnych ludziach. Równie dobrze w Soveto, w obozie dla uchodźców, jak w doskonalej restauracji ze sławnymi osobistościami. Jest taki poziom – Dalajlama nazywa to „equanimity” – na którym każdy jest tym samym. Lubię zatem wystawiać się na różnorodne sytuacje, aby przypomnieć sobie, że nie jestem niezwykłym bohaterem, że jestem zwyczajny. A po drugie, uważam, że nic nie dzieje się na zewnątrz, wszystko dzieje się wewnątrz. Nieskończoność to dla mnie głęboka przestrzeń wewnętrzna. Dlatego lubię badać przestrzeń, lubię dochodzić do granic i przekraczać je, patrzeć, co jest poza nimi. A zatem cokolwiek bym robił i dokądkolwiek bym się udał – jeszcze nie spotkałem czegoś, czego bym nie pokochał. A ponieważ to wszystko to jestem ja, zatem kocham siebie. Dlaczego nie maiłbym kochać siebie? A zatem dlaczego nie miałbym przezywać mojego życia jako manifestacji tej miłości? To, co mnie pociąga, to zniknąć samemu, i zachęcać wszystkich by kochali siebie i służyli innym.

To, co Pan mówi, jest też w wielu punktach bliskie chrześcijańskiej tradycji.

Jestem tego pewny. Bardzo poruszają mnie pisma apostołów i nauczanie Jezusa. Myślę, że Jezus kochał swoje życie i chciał pokazać ludziom, jak bardzo wszyscy są równi. Dlatego przebywał z przestępcami, żebrakami i prostytutkami. Jeśli wrócić do umierających, to chcę powiedzieć, ze bardon łatwo jest umierać, jeśli kocha się siebie. Jest to bardzo trudne, jeśli towarzyszą temu wątpliwości, czy postępowało się właściwie, czy może coś zrobić inaczej. Na przykład, kiedy spotkałem ostatnio Elisabeth Kübier – Ross, była po zawale serca. Fizycznie w dobrej formie, ale jakaś niewyraźna. Powiedziałem: „Wygląda na to, że będziesz jeszcze żyła?”. Odpowiedziała „Tak”. „O co zatem chodzi?” „Myślę, że nawaliłam” „Dlaczego” ‘Myślę, że są dwie lekcje do nauczenia w życiu: dawać miłość i przyjmować miłość. Dostawałam dobre stopnie z dawania miłości, ale nawaliłam z jej przyjmowania. Więc teraz leżę w łóżku, a wszyscy moi studenci przychodzą i mówią - Elizabeth, my się tak kochamy! A ja nienawidzę tego!”

Jako psychoterapeuta nie powstrzymam się przed zadaniem pytania o to, czy Pańskie zaangażowania mają rodzinne zakorzenienie?

Mój ojciec był ekscentryczną osobą, o szerokich zainteresowaniach. W domu było dużo muzyki, literatury, spotkań z ludźmi. Ale z drugiej strony moi rodzice mają bardzo rozwinięty honor narodowy, nawet szowinizm, który powoduje, że pewnych rzeczy nie kwestionują i przeciw temu się zbuntowałem.

Miał więc Pan do czynienia ze sztuką od wczesnych lat, a to, co Pan robi, przypomina właśnie jakąś sztukę.

Myślę, że dla Pana, obeznanego z rozwojem świadomości, jest to oczywiste, ponieważ jest to kreatywność wewnętrznego świata.

Co jest istotą feng shui?

Architektura świadomości. Jest to przewidywalny, werbalny sposób, w jaki ujawnia się jej rozwój, tak iż nasze wewnętrzne struktury, dają nam perspektywę zewnętrznego świata. Esencją fen shui jest ogląd tego, jak tworzymy obraz siebie samych, jak sobie siebie wyobrażamy. A następnie tworzymy świat zewnętrzny tak, aby stworzyć jak najwięcej równowagi i harmonii. Tak więc feng shui dotyczy bardziej ludzi niż rzeczy. W Azji przyjmuje się za oczywiste, że każdy posiada pewną świadomość, stąd więcej czasu spędza na rozmowie o stolach i krzesłach. To, co zewnętrzne uznaje się za normalne. Zachodnia tradycja jest dualistyczna – ludzie są wyżsi, niżsi, różni. Stąd jeśli na Zachodzie zaczynamy rozmowę o meblach, to feng shui jest używane, jako narzędzie siły – jak dzięki tej wiedzy uzyskać nad kimś przewagę. W Azji wiara w reinkarnację prowadzi do innego spojrzenia – ponieważ w następstwie pokoleń byłem kiedyś twoim ojcem, żoną lub bratem, dlaczego nie maiłbym traktować cię jak brata, jesteśmy więc jedną rodziną. Moim celem powrót do rozmowy o tym, w jaki sposób jesteśmy rodziną, w jaki sposób jesteśmy wspólnotą. Tym, czym byliśmy na początku, ale zapomnieliśmy. Nie ma żadnej racji, żeby feng shui nas dzieliło, powinno nas jednoczyć.

Jeśli dobrze rozumiem, feng shui jest zindywidualizowane – to co jest wewnątrz mnie, powinno się odbijać w tym, co na zewnątrz?

Tak, choć są pewne zasady wiodące, podobnie jak w Pańskiej dziedzinie. W psychologicznym procesie indywiduacji są pewne prawa, choć przebiega ona w różnych kierunkach.

Feng shui jest mądrością chińską. Nieraz się już okazywało, ze wschodnie mądrości drzemią tez gdzieś tutaj, na Zachodzie, zapomniane w dawnych tradycjach. Czy z feng shui jest podobnie?

Tak, choć Chińczycy w tym są wyjątkowi, że rozwinęli bardzo głęboko. Jednak w rzeczywistości jest to język każdej rdzennej ludności, który respektuje odniesienie do miejsca. Wszystkie kultury mają ten rodzaj języka, choć nie nazywają do feng shui. W przypadku kultury chińskiej mamy bardzo głęboką naukę oraz rozwinięte zasady i konkretne przykłady w postaci istniejących miast czy też zapisów historycznych.

A jak ma się przyroda do feng shui? Czy feng shui dotyczy tylko wytworów człowieka, czy i wobec natury można stosować jego kanony?

Tak, bo gdyby nie było ludzkiej świadomości, czy moglibyśmy odróżnić naturę od nas samych? Jeśli używa się feng shui na przykład do projektowania ogrodów, ma to swoje konsekwencje dopiero wtedy, kiedy ludzie przyjdą je oglądać. Ponieważ las już jest feng shui!

Czy można stosować feng shui na przykład w psychoterapii? Wiadomo przecież skądinąd, że rozmieszczenie ludzi w przestrzeni ma istotne znaczenie.

Tak, ale to stałoby się czymś bardzo wykalkulowanym. Trochę jak kojarzenie małżeństw przez komputer. Brakuje czegoś organicznego.

A zatem feng shui jest jakimś rodzajem spontaniczności?

Spontaniczność to bardzo trafne słowo. Ja mówię częściej o ekspresji siebie czy intuicji. Spontaniczność sugeruje coś więcej niż autorefleksja, sugeruje pewne zdarzenie, że coś zostało już zrobione. Oba słowa – intuicja i spontaniczność - eliminują czas. A naszą pierwszą naturą jest to, że nie jesteśmy ograniczeni przez czas.

To co Pan mówi, jest bliskie temu, co ja odczuwam w psychoterapii.

Z formułowanych przez Pana pytań widzę, ze Pa również robi wiele, by przenieść się na drugą stronę granicy, która oddziela od pacjentów.

Myślę, że to co Pan powiedział o miłości, też stosuje się do psychoterapii.

Mnie rzeczywiście bardziej interesuje budowanie duszy, niż budowanie domu.

Jest Pan pierwszy raz w Polsce. Jakie są Pana wrażenia?

Widzę tutaj bardzo dużą przestrzeń serca. Ludzie są bardziej żywotni i otwarci niż przypuszczałem. Dostrzegam bogactwo serca i mądrości. Uważam, że trudności – również widoczne – są jak kompost w ogrodzie, dzięki któremu mogą wyrosnąć kwiaty. Przybyłem do ogrodu, kiedy kwiaty zaczynają dopiero kwitnąć. Chciałbym być przydatny dla odżywiania ziaren, które już zostały zasadzone i być może pomóc zasadzić nowe ziarna. Uważam, że feng shui jest bardzo przydatną wiedzą, która daje wiele możliwości na przykład w planowaniu miast, rozwoju szkół, biznesu, handlu. Pomaga bowiem ludziom uznać, że rodzina, którą stanowimy, może funkcjonować w sposób kooperatywny, a nie w sposób konkurencyjny.

Dziękuję Panu za rozmowę

Tekst został opublikowany w miesięczniku „Charaktery”, nr 7, 1998 r.

X