Problem może pojawić się dopiero po pandemii. Rodzice zdadzą sobie sprawę, że nie są w stanie wygonić dziecka sprzed ekranu

„Konsekwencją skoncentrowania swoich potrzeb na jednej formie aktywności, jest ogromny międzyludzki dystans, izolacja niewymuszona pandemią, lecz brakiem umiejętności społecznych”

Marianna Fijewska: Jako członkowie zespołu Poradni dla Dzieci i Młodzieży Ośrodka Intra, postanowiliście zająć się tematem uzależnienia od ekranu. Mariusz to ty jesteś pomysłodawcą naukowego seminarium, którego celem jest wypracowanie spójnego z założeniami pracy humanistyczno-doświadczeniowej sposobu rozumienia tego uzależnienia i wypracowanie najlepszej strategii terapeutycznej. Co cię skłoniło do wyjścia z taką inicjatywą?

Mariusz Kibart, psychoterapeuta: Wszyscy wiemy, na czym polega zdrowy styl życia. Oczywiście jest milion koncepcji, czy lepiej biegać, czy uprawiać jogę, czy jeść więcej, czy mniej ryb, ale generalnie mamy świadomość, że ruch, kontakt z naturą oraz duża ilość warzyw i owoców to zdrowe nawyki. Jednocześnie zupełnie nie wiemy, na czym polega zdrowe korzystanie z ekranu, ponieważ postęp technologiczny nas wyprzedził. Moją misją jest przekazanie ludziom, że tablety, komputery i wszystkie inne elektroniczne dobra są reklamowane i łatwo dostępne, atrakcyjne i nawet konieczne w pracy oraz nauce, co wcale nie znaczy, że zawsze są bezpieczne. Chcę powiedzieć, że zdrowe korzystanie, oznacza korzystanie bez zatapiania się w ekran.

Dr Monika Tarnowska, koordynator Poradni, psychoterapeutka: Myślę, że jako gatunek ludzki nie ewoluowaliśmy do sytuacji, w której musimy poradzić sobie z takim natłokiem bodźców, z jakim mamy do czynienia w świecie mediów cyfrowych. Można powiedzieć, że nie jesteśmy do tej sytuacji przygotowani. Jako terapeuci chcemy wypracować skuteczne sposoby profilaktyki uzależnień od ekranu i przede wszystkim nauczyć rodziców, jak mogą chronić swoje dzieci. To bardzo ważne, by rodzic wiedział, że tablet to nie smoczek.

Czym charakteryzuje się praca w nurcie humanistyczno-doświadczeniowym w kontekście uzależnienia od ekranu?

Monika: Staramy się przeanalizować, co dzieje się w młodym człowieku, że decyduje się tak często sięgać po urządzenia elektroniczne. Skupiamy się na doświadczeniu człowieka, czyniąc jednocześnie założenie, że ma on dwie podstawowe potrzeby: autonomii, czyli wyodrębnienia się oraz bliskości, czyli relacji. Staramy się odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób aktywność przed ekranem zaspakaja te dwie potrzeby, jak na nie wpływa. To, co dotychczas udało się nam ustalić w ramach seminarium i co jest potwierdzone zarówno naszymi obserwacjami, jak i badaniami naukowymi, to to, że ekran przyzwyczaja mózg do kierowania uwagi na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Oducza nas snucia refleksji na temat własnych doświadczeń, potrzeb i stanów emocjonalnych. Konsekwencją jest to, że młode, rozwijające się osoby mają ogromne problemy ze rozumieniem swoich stanów wewnętrznych, nazywaniem ich oraz wyrażaniem siebie.

W jaki sposób objawiają się problemy, o których mówisz?

Mariusz: Tym, że młodzi, których mamy pod opieką, na większość pytań odpowiadają: „nie wiem”. Gdy pytam młodej osoby, co oznaczała dla niej dana sytuacja, jak się czuła podczas kłótni z mamą albo, co się w niej działo, gdy grała w grę, słyszę, „nie wiem”.

Jak pracować z pacjentem, który nie chce lub nie potrafi zajrzeć w głąb siebie?

Mariusz: To trudne zadanie. Rolą terapeuty jest bycie obserwatorem, towarzyszenie, dopytywanie. Przedstawię ci przekładowy dialog:

- Co robiłeś?

- Grałem.

- W co grałeś?

- W „Call of duty”.

- I jak się grało?

- Zginąłem.

- I jak było?

- Nie wiem.

- Podobało ci się to?

- No tak.

- A co dokładnie?

(…)

Pytania terapeuty muszą być stawiane z akcentem na oświetlanie wewnętrznych przeżyć podopiecznego, nadawanie kontekstu emocjonalnego.

Monika: Towarzyszenie młodemu człowiekowi, bez oceniania go, zwykle przynosi efekty. W gabinecie powoli buduje się kontakt, powstaje porozumienie i relacja, na bazie, której dochodzimy do niekiedy bardzo zaskakujących odkryć. Niedawno jeden z moich młodych, nadmiernie korzystających z ekranu pacjentów, zorientował się, że fabuła gry, w którą wsiąka, jest znakomitym, symbolicznym odzwierciedleniem jego trudnej rzeczywistości w świecie realnym. Odkrycie i nazwanie tego połączenia stanowiło świetne narzędzie do budowania kontaktu nie tylko podczas sesji. Odkryta analogia służyła też do rozpoczęcia komunikacji pacjenta z rodzicami, zaczął on bowiem rozwijać świadomość własnych przeżyć w związku z tym, co wydarza się w domu, a za tą świadomością pojawiła się jego gotowość do mówienia bliskim o jego odczuciach i oczekiwaniach.

Mariusz: Trzeba też dodać, że w całym procesie wychodzenia z uzależnienia, kluczowy jest rodzic. Nastolatek, a tym bardziej dziecko, nie jest w stanie sam ustalić, ile czasu powinien spędzać przed ekranem. Dla niektórych to, co powiem, może zabrzmieć, jak przesada, ale uważam, że tak samo, jak rodzice nie pozwalają dzieciom i nastolatkom palić papierosów, tak samo nie powinni pozwalać im spędzać wielu godzin przed ekranem. Rodzic ma prawo do egzekwowania wyznaczonego czasu, ma prawo zabraniać dziecku korzystania z komputera czy telefonu, jeśli w jego ocenie zaczyna być to szkodliwe.

Monika: Podoba mi się to porównanie, uważam, że jest bardzo trafne. Dodałabym tylko, że rodzic, który mówi, że nie wolno palić, a sam trzyma w ustach papierosa, jest mało wiarygodny. Podobnie z komputerem. Jak dziecko czy nastolatek ma zdrowo korzystać z ekranu, gdy jego rodzice spędzają przed nim 16 godzin dziennie?

Używacie terminu „wsiąkanie w ekran”- czy ten termin oznacza już uzależnienie?

Monika: Granica między uzależnieniem, a nieuzależnieniem w tym przypadku jest bardzo płynna. To kontinuum. Wszyscy korzystamy z ekranu, wszyscy mamy dni, w których przed komputerem czy telefonem spędzamy zbyt wiele czasu. W kontekście szkodliwości porównałabym korzystanie z ekranu do snucia marzeń. Każdy z nas marzy. Marzenia mogą pomagać nam w odkrywaniu tego, na czym nam zależy i przez to wspierać nas w osiąganiu celów, ale jeśli robimy to zbyt intensywnie, marzymy na jawie bez odnoszenia tych marzeń do aktywności w zewnętrznym świecie, wówczas marzenia zaczynają przeszkadzać. Podobnie z ekranem - jeśli korzystanie z niego zakłóca nasze codzienne funkcjonowanie w rzeczywistości niewirtualnej, jeśli zaburza codzienność, przeszkadza w realizacji zamierzonych celów… wtedy mamy do czynienia z korzystaniem problemowym.

Jakie są najczęstsze powody uzależnienia od ekranu?

Mariusz: To może być trudna sytuacja rodzinna albo trudna sytuacja z rówieśnikami. Dziecko lub nastolatek chce uciec od kłopotów, a ekran jest biletem do bardziej kolorowego świata. Są też powody intrapsychiczne - ekran rozładowuje napięcie, niweluje agresję, obniża poziom lęku, albo wzmacnia poczucie własnej wartości i dodaje pewności siebie. My jako psychologowie, zwłaszcza w podejściu humanistyczno-doświadczeniowym, musimy zwrócić uwagę na wszystkie te czynniki. Naszym zadaniem jest zbudowanie holistycznego obrazu podopiecznego, który będzie uwzględniał jego otoczenie, bagaż doświadczeń, lęki, obawy, napięcia itd. Mówię o tym, ponieważ spotykam się czasem ze spłycaniem problemu uzależnienia. Niejednokrotnie słyszałem, że ktoś ucieka w ekran, bo rodzice się rozwodzą albo ma niską pozycję w klasie. Tymczasem sytuacja jest dużo bardziej złożona.

Monika: Jak inaczej wytłumaczyć obecność w naszej poradni pacjentów, którzy mają kilkoro rodzeństwa, czyli teoretycznie funkcjonują w podobnym otoczeniu, w podobnych warunkach, a mimo to problem z ekranem ma tylko jedno z nich. To, w jaki sposób człowiek radzi sobie z trudnymi okolicznościami, każdorazowo stanowi efekt interakcji czynników środowiskowych oraz wewnętrznych właściwości osoby.

Według wielu polskich i światowych badań, pandemia nasiliła nasze poczucie lęku, a sami powiedzieliście, że wsiąkanie w ekran jest często próbą ucieczki przed trudnymi emocjami. Jaki wpływ na uzależnienia od ekranu ma pandemia? A może inaczej- wiadomo, że rzeczywistość pandemiczna stanowi żyzną glebę dla wszelkich uzależnień, zwłaszcza od ekranu. Moje pytanie brzmi, czy pandemia jest kluczowym czynnikiem, który z mniejszego problemu zrobił problem bardzo poważny?

Mariusz: Pandemia wyłącznie nasila proces, który dzieje się od dawna. Badania amerykańskie sprzed pandemii wskazały, że grupą najbardziej obarczoną ryzykiem depresji i samobójstwa są dziewczynki w wieku 11-14 lat. Tak nie było wcześniej. Ta tendencja rozpoczęła się w momencie pojawienia social mediów i nie ma nic wspólnego z pandemią. Chodzi oczywiście o wyidealizowany obraz kobiety i zagrożenie negatywnymi informacjami zwrotnymi dotyczącymi ich własnego wizerunku. Jeśli hejt trafi na dziewczynkę, która nie ma wystarczającego dla siebie oparcia ani ze strony bliskich, ani w grupie rówieśniczej, to zapewne wpłynie to na nią bardzo negatywnie i pandemia ma tutaj niewielkie znaczenie.

Monika: To są te interakcje czynników wewnętrznych i środowiskowych (w tym – kulturowych) , o których powiedzieliśmy wcześniej. Ale pandemia niesie za sobą katalizator w postaci zawężenia rzeczywistości nastolatków właściwie wyłącznie do tej wirtualnej. Młodzi nie spotkają się na lekcjach, nie pójdą po szkole na ciastko do kawiarni, ani pojeździć na desce. Ich świat stanął na głowie, a jedyne miejsce interakcji z rówieśnikami to właśnie internet. Co więcej, nauczanie online wymusza na uczniach wielogodzinne siedzenie przed ekranem, co jest nużące, a przez to -  wykańczające. System edukacji zdalnej kompletnie nie uwzględnia tego, że osiem lekcji w szkole to normalny, intensywny, zdrowy dzień nauki. Tymczasem osiem lekcji w sieci, to wycieńczające zadanie, które męczy do tego stopnia, że właściwie jedynym, na co ma się siłę, później jest właśnie dalsza aktywność internetowa. Scrollowanie tablic, oglądanie filmików, komentowanie- bo ta rzeczywistość nie wymaga, daje złudzenie regeneracji sił, faktycznie jednak pogłębia brak gotowości do zaangażowania się w jakąkolwiek nie-wirtualną aktywność.

Kasia Parusińska, psycholog pracująca w szkole i członkini zespołu Poradni INTRA, opowiedziała mi o autorskich badaniach, które przeprowadziła wśród uczniów. Wynika z nich, że scrollowanie związane jest z poczuciem pewnej bezradności czy bezsilności. Że młodzi spędzają czas w sieci, choć nie mają na to ochoty, ale na nic innego nie mają siły. Ja znam to uczucie. Zresztą myślę, że niemal każdy był w sytuacji, gdy z absolutnego braku energii scrollował media społecznościowe, bez najmniejszej na to ochoty. Bardzo nie lubię takich sytuacji i gdy zauważam, że to robię, zmuszam się do natychmiastowego odłożenia telefonu czy laptopa. Czy podczas pracy z uzależnionym nastolatkiem kładzie się nacisk na wypracowanie tego „momentu STOP”?

Mariusz: „Moment STOP”, jak to nazwałaś, jest celem terapeutycznym. Moja praca skupia się właśnie na tym, by nauczyć pacjenta identyfikowania tego momentu. Momentu, w którym jest się już po drugiej stronie lustra i trzeba włożyć spory wysiłek, by wrócić do rzeczywistości. Początkowo można nie mieć siły, by oderwać się od ekranu, jednak bardzo ważna jest już sama świadomość tonięcia. To trochę tak, jak z piciem alkoholu. Gdy po raz pierwszy, drugi i trzeci sięgamy po alkohol, nie wiemy, kiedy jesteśmy lekko odurzeni, a kiedy pijani. Wiedza dotycząca swojego stanu i tego, ile można wypić, przychodzi dopiero po jakimś czasie, jednak większość dorosłych osób tę wiedzę ma. Niestety, jeśli chodzi o ekran, taka wiedza jest przywilejem niewielu.

Monika: W dodatku badania z użyciem metod neuroobrazowania pokazują, że uzależnianie od ekranu poważnie zakłóca zdolność do hamowania niepożądanych zachowań. Czyli mamy do czynienia z błędnym kołem.

O jakich innych konsekwencjach uzależniania młodych ludzi od ekranu, moglibyście powiedzieć?

Monika: Moje ulubione badanie na ten temat nosi nazwę ABCD- Adolescent Brain and Cognitive Development. To badania podłużne, które rozpoczęły się w 2015 roku  na grupie 9 i 10-letnich dzieci. Celem badania jest obserwowanie ich rozwoju na przestrzeni lat, w tym - analizowanie interakcji między intensywnością korzystania z ekranu a przebiegiem rozwoju. Niedawno ukazały się pierwsze wnioski. Otóż dzieci, które korzystały z ekranu z największą intensywnością, miały znacznie więcej objawów zaburzeń eksternalizowanych, czyli zaburzeń z deficytem uwagi i zachowaniami destrukcyjnymi, takimi jak zachowania opozycyjne, nadpobudliwe, agresywne, czy antyspołeczne.

Czytałam też, że wiele badań klinicznych jednoznacznie koreluje aktywność przed ekranem z ADHD.

Monika: Nie ma się, co dziwić. Zgodnie z badaniami, dzisiejsze kreskówki znacznie różnią się od tych, które puszczano w telewizji kilkanaście lat temu. Są głośniejsze, bardziej kolorowe i szybsze, a kadry zmieniają się właściwie co chwila. Wszystko po to, by zapewnić dziecku bodźce, zatrzymać jego uwagę. Wyobraź sobie młodego człowieka, który, od kiedy tylko pamięta, jest biernym odbiorcą walczących o jego uwagę ekranów. W jaki sposób ma on wysiedzieć przez 45 minut w ławce, naprzeciw nauczyciela, który - choćby uczył najlepiej na świecie- jest znacznie bardziej statyczny, niż kreskówka albo gra?

Chciałabym wspomnieć o jeszcze jednych badaniach, tym razem przeprowadzonych metodą neuroobrazowania, z których wynika, że nadmierne korzystanie z ekranu może spowodować podobne uszkodzenia w rozwijającym się mózgu, co- uwaga- kokaina.

Monika: Mówi się, że narkotyk bierze mózg za zakładnika. Podobnie z rzeczywistością wirtualną, która obfituje w substytuty doświadczania: bycia w relacjach, uczestniczenia w dyskusjach, a nawet budowania sprawczości, bo przecież gry dają ogromne możliwości decydowania. To, co rzeczywistość wirtualna oferuje, dla wielu osób jest bardziej pociągające, niż „real”, ponieważ czują się w tym świecie tacy, jacy chcą być- lubiani, ładni, skuteczni – inni, niż poza ekranem. Wiele nadużywających ekranu osób ma w sobie przekonanie, że świat wirtualny jest piękny i kolorowy, albo, po prostu, znośny, a rzeczywistość nie-wirtualna jest szara, rozczarowująca i bardzo trudna.

Czy te zmiany, które zachodzą zwłaszcza w młodych ludziach, są do cofnięcia? Do naprawienia?

Monika: To zależy, jakie zasoby poznawcze, emocjonalne i środowiskowe ma młody, uzależniony człowiek. Badania ABCD, o których wcześniej wspomniałam, dowodzą, że dzieci spędzające najwięcej czasu przed ekranem, mają też mniej wykształconych rodziców, o niższym statusie ekonomicznym, co z kolei sugeruje mniejsze zasoby środowiskowe dostępne dla tych dzieci w walce z uzależnieniem. Wiemy jednak, że mózg jest plastyczny, a psychoterapia to proces „przemeblowywania” mózgu – budowania nowych połączeń nerwowych wskutek rozwijania innych, niż dotychczasowe, bardziej adaptacyjnych strategii radzenia sobie w świecie. Mózg uczy się zależnie od aktywności – im więcej konstruktywnych działań podejmuje osoba, tym większa szansa, że w przyszłości zachowa się konstruktywnie, a więc w sposób służący adaptacji. Odpowiedź na twoje pytanie brzmi zatem: „Tak i nie bez wysiłku”.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, którą zresztą wy również mogliście przeżyć w ostatnich miesiącach: Pełen lock down, małe mieszkanie, rodzina, od której chce się choćby na chwilę odpocząć i… ekran komputera. W rzeczywistości pandemicznej wsiąknięcie w ekran wydaje się czasem jedyną opcją ucieczki.

Mariusz: No właśnie! Żeby skutecznie walczyć z uzależnieniem od ekranu, trzeba przestać uciekać, zmierzyć się z nudą i frustracją. Pewien eksperyment pokazuje, że mózg człowieka patrzącego na białą pustą ścianę, wykazuje dużo większą aktywność, niż mózg człowieka wpatrzonego w ekran. Gdy odstawimy ekran, aktywność mózgowa wzrośnie, a osoba uzależniona nie będzie miała czym swojego mózgu „zająć”. Pojawi się coś w rodzaju objawów odstawienia, które trzeba będzie po prostu przeczekać.

Monika: Spotkanie z nudą jest bardzo trudne, bo oznacza również spotkanie z samym sobą, być może tym niespecjalnie lubianym sobą oraz z zabałaganioną rzeczywistością. Przychodzą lęki, stresy, obawy, złości. I choć jest to ciężkie do zniesienia, daje przestrzeń i gotowość na nowe doświadczenia. Wyłaniają się potrzeby, które nie są związane z ekranem, np. potrzeba rozmowy z kimś bliskim.

Przed nami jeszcze kilka, może kilkanaście pandemicznych miesięcy. Na horyzoncie pojawiła się nadzieja, wiemy już, że świat będzie wracał do normalności. Ja wiem, że jak tylko zrobi się bezpiecznie, rzucę komputer w kąt, rozpocznę serię spotkań z dawno niewidzianymi przyjaciółmi, będę chodzić do kina, na basen, do knajp… a ekran będę mieć przed sobą tylko wtedy, gdy będzie to konieczne ze względu na pracę. Czy nie sądzicie, że dzieci i młodzież zareagują podobnie? Że dziś wsiąkają, ale po pandemii będą spotykać się z rówieśnikami, latać po podwórkach, kinach i skateparkach?

Mariusz: Myślę, że dopiero po pandemii pojawi się prawdziwy problem, ponieważ rodzice zobaczą, że nie są w stanie wygonić dziecka sprzed komputera, że dziecko nie jest w stanie skupić się na nauce i wcale nie przejawia ochoty, by spotkać się z przyjaciółmi. Posłużę się brutalną metaforą, by lepiej to zobrazować. Pandemia ma różne fale: jest fala spotkań towarzyskich, np. ze względu na święta, która niesie za sobą falę zarażeń, a fala zarażeń niesie za sobą falę zgonów. Ten symboliczny okres zgonów, nastąpi dopiero po fali masowego zarażania, jaką bez wątpienia stanowił ostatni rok. Konsekwencją skoncentrowania swoich potrzeb na jednej formie aktywności, jest ogromny międzyludzki dystans, izolacja niewymuszona pandemią, lecz brakiem umiejętności społecznych.

Monika: Scenariusz, o którym mówisz Marianna, wydaje się piękny, dlatego cieszmy się i doceniajmy, gdy zobaczymy, że nasze dzieci reagują w ten sposób. Myślę, że paradoksalnie, to właśnie te dzieci i nastolatki, które teraz zgłaszają, że się nudzą, że mają dość, że szkoła online jest beznadziejna, te, które potajemnie planują spotkania z grupkami przyjaciół, a więc te dzieciaki, które mogą obecnie sprawiać swoim zachowaniem trudności dorosłym, mogą okazać się najbardziej odporne na skutki pandemicznej izolacji.

X