Poruszające wyznanie brytyjskiej pisarki. „Jako mała dziewczynka panicznie bałam się szaleństwa”

Peg Streep jest autorką książek popularno-naukowych dotyczących toksycznych relacji rodzinnych. Jako dziewczynka regularnie doświadczała przemocy ze strony swojej mamy. Dziś Streep cofa się do czasów dzieciństwa i na łamach Psychology Today opowiada o bolesnych przeżyciach.

Streep pisze, że jako dziecko bała się pająków, meduz, ciemności czy burzy, ale jedna rzecz przerażała ją najbardziej: szaleństwo. Sama myśl o tym, że może być chora psychicznie, sprawiała, że żołądek podskakiwał jej do gardła. Miała bowiem pewność, że jeśli rzeczywiście jest szalona, nikt jej nie pokocha, ani nawet nie polubi. Nigdy.

Pisarka wspomina, że w wieku 6 i 7 lat ta myśl naprawdę ją martwiła i nie pozwalała spać. Dziś uważa, że jej obsesyjny lęk wynikał z głębokiego przekonania, że jest jedyną dziewczynką na świecie, której nie kocha mama. „Skoro tak, to ze mną musi być coś nie w porządku”- myślała.

Wiele lat później odkryła, że czuła się w ten sposób, ponieważ jej mama manipulowała nią tak skutecznie, że Streep zaczęła wątpić w swoje przekonania dotyczące świata. Manipulacja wynikała z patologicznego stylu wychowania- matka była lekceważąca, niedostępna, wojownicza, zawodząca i skoncentrowana na sobie. Mimo tego to własne ona, jako rodzic, osoba dorosła i teoretycznie odpowiedzialna, dyktowała zasady i była swojego rodzaju oknem na świat dla córki. Dziecko od maleńkiego patrzy na rodzica, zadaje mu pytania i przygląda się jego działaniom w celu zrozumienia rzeczywistości.

Peg Streep w tym miejscu przytacza jeden z filmów, w którym zły charakter grany przez Charlesa Boyera stara się, by jego ofiara uwierzyła w to, że jest szalona. W tym celu manipuluje środowiskiem fizycznym- zmienia położenie przedmiotów, zabawia się włącznikami od świateł, czy imituje dźwięk kroków na, wydawałoby się, pustym strychu. W pewnym momencie jego ofiara przestaje ufać temu, że jej widzenie rzeczywistości jej poprawne. Traci wiarę we własną wiarygodność. Zdaniem Peg to samo dzieje się z dzieckiem wychowywanym w bardzo toksycznych warunkach.

Dla zobrazowania pisarka posługuje się kilkoma przykładami.

Scenka 1: Dziecko pomaga mamie w myciu naczyń. Śliski talerz wymyka mu się z rąk i rozbija o podłogę. W pierwszej chwili dziecko myśli: „Talerz był mokry, dlatego wyślizgnął mi się z rąk”. Jednak matka wyraża zupełnie inną opinię, mówiąc: „Zrobiłaś to celowo, dlaczego zawsze robisz rzeczy, które mnie denerwują?!”.

Scenka 2: Córka skarży się, że jest dręczona przez starszego brata. Płacze i prosi matkę o interwencję. Matka: „Jak nie będziesz go drażnić, to przestanie cię bić.”

Scenka 3: Idąca ulicą dziewczynka, trzyma za rękę swoją mamę. Czuje, że jest bardzo szczęśliwa, dlatego podskakuje. Tymczasem matka mówi: „Przestań skakać i zachowuj się jak normalny człowiek! Twoje skakanie sprawia, że obcasy wbijają mi się w bruk. Rujnujesz mi buty. Dlaczego zawsze wszystko psujesz?!”.

Scenka 4: Matka obiecuje córce, że zabierze ją na lody, jeśli jeszcze dwie godziny zajmie się sobą i da jej skończyć pracę. Dziecko idzie do pokoju i po cichutku bawi się przez dwie godziny. Następnie udaje się do mamy i pyta, kiedy pójdą na lody. Matka: „Jakie lody?! Przecież nic ci nie obiecywałam. Kiedy wreszcie przestaniesz zmyślać?!”.

Właśnie dlatego zdaniem Peg zrujnowanie wewnętrznego zaufania do samego siebie i wiary w adekwatne postrzeganie rzeczywistości to dla toksycznych rodziców bułka z masłem. Co więcej, dziecko pozostające w toksycznej relacji z matką bardzo rzadko ma tego świadomość. Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że sytuacja w domu zawsze wydaje się „normalna”, ponieważ nic innego nie jest znane, a po drugie dlatego, że potrzeba miłości i aprobaty matki jest dla dziecka niezwykle ważna. Aby rozpoznać toksyczność danej sytuacji, trzeba być osadzonym w rzeczywistości, natomiast dziecko z takimi przeżyciami bardzo rzadko wierzy swoim osądom.

Dziś Peg wie, że matka stosowała wobec niej przemoc słowną i fizyczną i że bardzo mocno naruszyła jej wiarę w słuszność własnych uczuć i przekonań.

Pisarka nie ma też wątpliwości, że zyskując tę świadomość, rozpoczęła proces terapeutycznej zmiany. Dowody naukowe mówią o tym, że mózg jest plastyczny. Choć praca nad wiarą w siebie jest długa, w pewnym momencie daje owoce.

„Nie słychać już kroków na pustym strychu, światła przestają migotać, a oprawca znika z dojrzałej, uleczonej jaźni” - pisze Streep.

X