O pustce po rozstaniu

Kamil od dwóch tygodni nie rozmawiał z rodzicami. Właściwie to jak się zastanowił, to  z nikim nie rozmawiał. Poza kolegami w pracy, współlokatorką i kilkoma innymi osobami, z którymi spotkań uniknąć nie mógł. Odkąd rozstał się z dziewczyną, nie potrafił znaleźć sobie spokojnego miejsca, zebrać myśli. Wciąż przypominały mu się sceny związane z ich ostatnią kłótnią, jej wyraz twarzy, ton głosu, jak była ubrana...

Pierwszy raz zdarzyła mu się taka sytuacja, z którą tak długo nie mógł sobie poradzić. Co ze mnie za facet? - myślał. Przecież nigdy nie byłem sentymentalny, nie wzruszałem się z byle powodu, nie rozpamiętywałem starych miłości. A teraz? Niemal w każdej godzinie zdarzały mu się momenty, że czuł się na granicy łez. Dlatego też starał się unikać kontaktu ze ludźmi, a chodząc po mieście obowiązkowo miał na nosie ciemne okulary. Było mu wstyd i czuł się… No właśnie. Nie umiał tego nazwać, ubrać w sensowne słowa. Wszystko wydawało mu się jednocześnie jasne i bardzo mgliste, nie wiedział już co czuł naprawdę, co sobie wymyślił, a co podsunęli mu troskliwi znajomymi (Dobrze, że z nią skończyłeś. Wysysała tylko z Ciebie cenną energię. Takie dziewczyny potrafią tylko wykorzystywać facetów do własnych celów. - słyszał). Poczucie winy mieszało się u niego z poczuciem krzywdy, tęsknota z gniewem, bezradność z chęcią działania i odwrócenia tego wszystkiego. Nie wiedział już co robić, chciał tylko, żeby to się skończyło. Ale nie mijało. Im dłużej siedział sam w pokoju, tym więcej o tym myślał i tym mniej miał ochotę gdziekolwiek wychodzić. Czuł się z tym zupełnie sam. Porzucony, nierozumiany i nieszczęśliwy…

***

Współlokatorka Kamila – Kasia, widziała że od zerwania z Olgą, jej współlokator nie wychodzi z domu, nie rozmawia z nią, a nawet czasem przechodzi obok jakby jej nie widział, zajęty jakimiś mrocznymi myślami, spięty i rozkojarzony. Postanowiła mu pomóc. Ona także przechodziła podobne kryzysy, przy rozstaniu z długoletnim partnerem, czy w sytuacji choroby matki. Wiedziała jak trudno jest o tym mówić, nawet osobom bliskim, szczególnie jeśli ma się trudność w mówieniu o własnych emocjach, czy przyznawaniu się do swoich myśli. Dlatego za namową przyjaciółki poszła do psychologa. Nie na terapię, tylko na kilka spotkań z psychologiem, który pomógł jej w określeniu tego co się z nią dzieje i jak może sobie z tym poradzić. Pamięta jeszcze jaką poczuła ulgę po pierwszym takim spotkaniu. Jak nagle cały ciężar zmniejszył się dwukrotnie i jak poczuła, że nie wszystko jest jeszcze stracone, że może wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Te kilka spotkań dały  jej potrzebną siłę, nadzieję i narzędzia do poradzenia sobie z tymi trudnościami i uczuciami, jakie przeżywała. Czasem nawet do nich tęskniła... Żeby tak znów usiąść naprzeciw tego przyjaznego Pana Marka i po prostu poopowiadać mu o swoim życiu i pozwolić by przez pytania i rozumiejącą postawę, pomógł jej zobaczyć to wszystko szerzej, spojrzeć na siebie inaczej, wymyślić nowe rozwiązania. To było takie odświeżające i inspirujące! Teraz nie miała pieniędzy na regularne sesje, ale postanowiła sobie, że jak w końcu dostanie awans, to umówi się na kolejne spotkanie. No a teraz ktoś inny potrzebuje pomocy i wsparcia Pana Marka… I z tą myślą delikatnie zapukała do drzwi pokoju Kamila.

 

Każdy może skorzystać z poradnictwa psychologicznego. Ta forma pomocy szczególnie kierowana jest do osób zdrowych, które przeżywają kryzys sytuacyjny lub rozwojowy, z którym trudno sobie samodzielnie poradzić. To kilka spotkań w trakcie których można lepiej przyjrzeć się własnym problemom i własnym zasobom potrzebnym do poradzenia sobie z nimi. Taka pomoc pomaga wrócić do stanu równowagi i przywrócić wiarę we własne możliwości.

X