Nieobecni, czyli nie ma nas

Z zaskoczeniem i zainteresowaniem przeczytałam książkę „NIEOBECNI  Jak powrócić do doświadczania swojego życia” Marii i Piotra Fijewskich. (Wydawnictwo Charaktery, 2018).

Napisałam, że przeczytałam z zaskoczeniem, bo użycie innego słowa, np. z zadowoleniem nie pasowałoby do opisywanych w książce poważnych problemów człowieka, a może nawet ewolucji Homo sapiens w kierunku wstecznym.

Książkę „Nieobecni” rozumiem i myślę podobnie, ale zastanawiam się, czy zrozumieją ją dwudziestoletni, trzydziestoletni, a też nastolatki urodzone z laptopem w rączce zamiast z drewnianymi klockami rozwijającymi  fantazję i uczącymi samodzielnego myślenia. Nie mniej, jest to lektura obowiązkowa dla dwudziestoletnich i kilkudziesięcioletnich.

Kilkudziesięcioletni  potwierdzą w sobie, że to nie oni są niedopasowani, ale że świat rozsypuje się przy ich bezradnym spojrzeniu.

A nastolatki może zechcą poznać jak żyli ich dziadkowie, którzy mimo braku Internetu, komórek i szybkich samolotów - mieli dużo czasu zarówno na spotkania rodzinne i towarzyskie, a przede wszystkim na celebrowanie dni świątecznych, i na doświadczaniu dni codziennych, z których przecież składa się życie.

Na początku książki Autorzy zastanawiają się nad pomysłem zwolnienia czasu. Co jest powodem przyspieszenia czasu? Co prowadzi do tego, że nie mamy czasu? Autorzy sugerują: „ syndrom wycofania się z doświadczania, czyli nieobecności w swoim własnym życiu”.

Wydaje mi się, że właśnie tak jest. Jeśli nie doświadczamy swoich emocji i nie staramy się zrozumieć innych, to przechodzimy przez własne życie, tak jakby obok niego.  Obok siebie, obok bliskich, obok tego, co jest wokół nas najistotniejsze.

Ludzie pierwotni nie zastanawiali się nad czasem, bo swoje życie dopasowywali do tego, czy jest jasno, czy ciemno, czy ciepło, czy zimno. Potem ludzie starali się ująć dzień w jakieś ramy, co pozwalało im o tej samej porze. A wśród różnych kontrowersji, czy czas jest, czy go nie ma zostaliśmy z Albertem Einsteinem i czasoprzestrzenią.

Lecz to przecież nie wyjaśnia , czemu ludzie spieszą się, albo czują, że mają  za mało czasu. Ja na brak czasu nie narzekam, ale ciekawa jestem, czy gdybym była młoda w obecnej epoce, to czy czasu też by mi brakowało.

Wielokrotnie pisałam, ze, choć nie spieszę się, to widzę zabieganych ludzi, spieszących się, np. do pracy, do zawiezienia i przywiezienia dzieci z przedszkola czy szkoły, do następnej pracy, do przeczytania czegoś w Internecie, itd., itd.

Doświadczanie chwili obecnej, doświadczanie TU i TERAZ  jest trudne, szczególnie w atmosferze pośpiechu, gdyż kręcimy się w koło załatwiając te same sprawy.

Wiele lat temu byłam na treningu z elementami filozofii buddyjskiej, z którego zapamiętałam bardzo ważne ćwiczenie. W parach siedzieliśmy na podłodze i mówiliśmy do siebie koncentrując się na partnerze: „ tu i teraz jestem z Tobą i to jest dla mnie najważniejsze”

I niejednokrotnie w życiu codziennym, najbardziej w rodzinie, gdy odkładałam rozmowę na potem - zatrzymywałam się i w myślach mówiłam  do siebie: „teraz rozmawiam z Tobą i to jest dla mnie najważniejsze.” I okazywało się, iż właśnie ta rozmowa była istotna, a czas i zdarzenia przychodziły i odchodziły  nie mając większego znaczenia.

Czasu na Ziemi zwolnić nie możemy. TERAZ staje się przeszłością, a TU wspomnieniem, ale możemy zapisać w pamięci to, co było dla nas piękne i wartościowe. Czas bez pośpiechu, bo wtedy można zostać na dłużej ze sobą i bliskimi.

Czasem jesteśmy niespokojni i pobudzeni, gdy nie ma co robić, czyli pracować w domu, sprzątać, pójść na modne spotkanie towarzyskie. A czasem, kiedy na chwilę zamkniemy oczy i zastygniemy w łóżku i po prostu odpoczywamy, uważamy to za czas stracony. Co zyskujemy, co tracimy odpoczywając? Wypisz sobie to na kartce i zastanów się.

Przechodzimy obok wielowiekowej architektury, siadamy w kościele, w ławkach, na których ktoś siedział wieki temu, ale zachowujemy się inaczej i mamy często inne potrzeby. Ale jedną wspólną – pragniemy bliskości innego człowieka i w chwilach radości z życia nie chcemy się spieszyć.

Ten tekst jest moją refleksją a nie streszczeniem czy recenzją książki Majki i Piotra Fijewskich. Lecz treść książki i nastrój jaki we mnie wzbudziła, skłoniły mnie do tych refleksji i  przemyśleń.

Jesteśmy nieobecni w życiu, czyli tak jak byśmy nie żyli. Czyli nie ma nas.

Krystyna Poznańska - Ostrowska

X