Nie panuję nad nerwami

Andrzej ma 6 – lenią córkę i 11 – letniego syna. Prowadzi zakład usługowy w mieście wojewódzkim. Żona nie pracuje. Andrzej , poza pracą, stara się, o ile to możliwe , poświęcać swój czas rodzinie.

- On jest naprawdę dobry i wrażliwy, Potrafi mieć świetny kontakt z dziećmi, między nami tez bywa wspaniale. Ale gdy robi się nerwowy, to tak, jakby stawał się kimś innym. Boję się go, syn tez, a najbardziej córka – tak opowiadała żona, która wraz z Andrzejem przyjechała na pierwsze spotkanie terapeutyczne.

Mimo silnych uczuć wiążących ją z Andrzejem, chce odejść. – Kilka dni temu pchnął mnie tak silnie, że upadłam, uderzyłam głową o regał. Dziś rano, gdy się golił, córka o coś go spytała. Na całą łazienkę wrzasnął „spier…”. Już dwa razy uderzył syna w twarz – mówi żona.

Okazało się, że Andrzeja wcale nie trzeba namawiać na psychoterapię. – Kocham żonę, kocham dzieci, chcę i musze się zmienić. Po prostu nie panuję nad nerwami. Nienawidzę siebie za to wszystko – wyjaśniał Andrzej.

Na następnym spotkaniu opowiedział więcej o sobie. Okazało się, że jego życie wypełniają po brzegi zadania i obowiązki. – Nie umiem odpoczywać. Nie umiem zadbać o swoje potrzeby. Nawet jak mam chwilę wolnego czasu, gdy jestem w domu, zaraz znajdę sobie jakąś robotę, bo zawsze jest coś do zrobienia. Poświęcam trochę czasu dzieciom i to jest dosyć przyjemne, ale dla samego siebie czasu nie mam wcale – tłumaczył Andrzej.

W rozmowie posłużyliśmy się starym psychologicznym schematem trzech obecnych w człowieku wewnętrznych głosów, które istotnie wpływają na zachowanie. Głos wewnętrznego rodzica „muszę, powinienem” – to nakazowy głos związany z zadaniami i obowiązkami. Głos wewnętrznego dziecka: „chcę, potrzebuję” – to głos naszych uczuć i pragnień. Głos wewnętrznego dorosłego: „decyduję, postanawiam” – to głos autonomicznych, autorskich, świadomych wyborów dokonywanych przez człowieka.

Wewnętrzny rodzic często wchodzi w konflikt z wewnętrznym dzieckiem. Na przykład w banalnej sytuacji, kiedy rano dzwoni budzik i pojawia się dylemat: „nie chce mi się, ale muszę”. Od tego, jak rozwiążemy ten konflikt wiele zależy. Są trzy możliwości: rodzic zdominuje dziecko, dziecko zdominuje rodzica, do głosu zostanie dopuszczony dorosły.

Okazało się, że „muszę” Andrzeja całkowicie dominuje nad jego „chcę”. Efektem takiego rozstrzygania życiowych sytuacji jest doznawanie poczucia krzywdy. „Jestem wykorzystywany, zniewolony przez innych. Robię cały czas dla innych, a oni tego nie doceniają i wciąż mają pretensje. Już nie mam siły spełniać kolejnych oczekiwań innych.”

Wewnętrzne dziecko czuje się bezsilne. Bardzo pragnie być w porządku, ale otocznie ma wciąż wymagania. Bunt krzywdzonego bezsilnego dziecka oznacza niekontrolowany wybuch agresji.

Z Andrzejem tak się właśnie dzieje, gdy ktoś ma do niego pretensje, o coś, co stara się dobrze zrobić, gdy ktoś znowu czegoś do niego chce, gdy ktoś nie docenił jego pracy i poświęcenia. Po wybuchu agresji przenosi się jakby na drugi biegun odczuwania: wpada 2 w głębokie poczucie winy, czuje się okropnie nie w porządku, jego wewnętrzny rodzic karci wewnętrzne dziecko i „dokręca śrubę”. „Muszę”, „powinienem”, „nie powinienem”, zaczyna jeszcze silniej dominować nad „chcę”, „nie chcę”, „potrzebuję”, a to z kolei zwiększa siłę kolejnego wybuchu. Innymi słowy poczucie winy jest sprzężone z wybuchami agresji. Można powiedzieć tak: im silniejsze poczucie winy z powodu jakiegoś aktu naszego zachowania, tym szybciej powtórzymy to zachowanie.

Huśtawka: poczucie winy – poczucie krzywdy to bardzo częsta gra, w którą gnamy z samym sobą lub z innymi. Gra okrutna, gra okropnie niszcząca, nierzadko tragiczna. Aby zmienić swoje zachowanie należy wydobyć się ze sprzężenia zwrotnego: wina – krzywda. Najlepiej wtedy spojrzeć na problem z pozycji naszego trzeciego głosu wewnętrznego’ głosu dorosłego.

Widać wtedy nie tylko, że doznawane poczucia winy i poczucia krzywdy, to dwie strony tego samego problemu, ale również, że nasz wewnętrzny dorosły ma inne podejście do problemu niż dziecko. Dziecko skrzywdzone chce się wyżalić i uzyskać współczucie otoczenia. Dziecko winne chce zostać ukarane i uzyskać przebaczenie. Dorosły chce rozwiązać zaistniały problem.

Andrzej sformułował to tak:

- Co mogę zrobić, abym przestał wybuchać na członków swojej rodziny, a potem dokopywać sobie za to?

Sformułował listę pomysłów:

  • zasięgnąć porady psychologa
  • pójść na psychoterapię - wprowadzić zmiany w organizacji dnia (praca – rodzina)
  • poświęcać 1,5 godziny dziennie na swoje zainteresowania i przyjemności
  • informować żonę, ze zaczynam czuć się skrzywdzony (uprzedzać wybuch)
  • nauczyć się nazywać uczucie złości

Ten ostatni pomysł okazał się dla Andrzeja niezwykle konstruktywny. Zdał sobie sprawę, że dotąd nie akceptował swojej złości i że świadome jej wyrażanie, jest czymś całkowicie bezpiecznymi zupełnie innym niż niekontrolowana agresja zrodzona z bezsilności. Powiedzenie, a nawet wykrzyczenie słów „jestem wściekły na ciebie!”, czy „okropnie mnie wkurzasz!”, jest klarownym komunikatem ostrzegawczym, nikomu nie robiącym krzywdy, a zarazem rozładowującym napięcie. Człowiek dorosły czuje swoją wewnętrzna moc, choć wcale nie musi jej używać. To naprawdę bardzo przyjemne doznanie. Zainteresowanych zapraszam do popróbowania.

Tekst został opublikowany w miesięczniku „Charaktery”, nr 10, 1998 r.

X