Nie bój się własnej złości. To wartość, którą możesz skutecznie wykorzystać

 

Złość to emocja, która często wymyka się spod kontroli. Dlatego wielu ludzi boi się ją przeżywać. Niepotrzebnie. Zawartą w niej energię można wykorzystać do konstruktywnego działania.

Marianna Fijewska: Wrzask, rzucanie przedmiotami, wyjście na siłownie albo zrobienie treningu biegowego – są różne metody na wyładowanie złości. Jaki jest według ciebie najlepszy sposób, żeby pozbyć się emocji, nad którą tak trudno zapanować?

Piotr Fijewski, psycholog, psychoterapeuta, trener: Dobrze, że użyłaś słowa „pozbywanie”, bo w istocie złości możemy się pozbyć, tak jak pieniędzy, ponieważ ona też jest wartością. W tej emocji mieści się mnóstwo energii, którą możemy wykorzystać, jak chcemy. Jeśli będziemy rzucać różnymi przedmiotami albo krzyczeć, energię te po prostu stracimy. Tak jak traci się pieniądze, wydając je na niepotrzebne rzeczy. A możemy wykorzystać ją do konstruktywnego działania.

Złość jak pieniądze – takiego porównania nigdy nie słyszałam.

Złość ma bardzo negatywną konotację. Kojarzy się ze złem, które człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi.

Bo złość prowadzi do agresji.

Może do niej prowadzić i przez to jest z nią niesłusznie mylona. Agresja to działanie skierowane na konkretny obiekt, które ma na celu zemstę, zniszczenie kogoś lub czegoś. Wszelkie agresywne działania podyktowane są złością, ale nie taką, która jest w pełni i świadomie doświadczana. Agresja rodzi się najczęściej z bezsilności i nie daje prawdziwego poczucia mocy. A złość można wykorzystać jako siłę sprawczą i zrobić wiele pożytecznych rzeczy.

W jaki sposób?

Po pierwsze należy przyjąć założenie, że doświadczanie złości nie jest niczym złym. Zaakceptować, że to emocja, która może być dobra i prowadzić do konstruktywnego zachowania. Gdy następnym razem poczujemy złość - możemy dostrzec, że robi nam się gorąco, a w brzuchu lub przełyku poczujemy  rozpierającą energię - zaakceptujmy to. Niech to uczucie wypełni nas od stóp do głów, żebyśmy mogli doświadczyć, jaka idzie za nim siła. Jeśli zrobimy taki psychiczno-fizyczny eksperyment, zobaczymy, jak świetnie możemy się poczuć. Jak wiele mamy siły. Ba! Możemy nawet poczuć stan wewnętrznej harmonii, tylko dajmy się tej złości świadomie wypełnić.

A później?

A później podejmijmy decyzję. Czy okoliczności sprzyjają temu, by tę złość wyrazić na zewnątrz? Czy chcę pokazać światu swoją złość, czy nie? Czy chcę powiedzieć: „Jestem na ciebie bardzo wściekły”, czy nie chcę tego robić?

Jeśli zdecydujemy się zachować emocje dla siebie, nie będzie to złość stłumiona?

Nie, ponieważ pozwolimy sobie ją poczuć i przeżywać. Tłumienie to mechanizm, który włącza się jeszcze zanim złość dojdzie do naszej świadomości. Zaraz po bodźcu, który mógłby wywołać zdenerwowanie, następuje blokada. Dzieje się to automatycznie, bez naszej woli i może prowadzić do tików nerwowych, wrzodów na żołądku i wielu innych dolegliwości psychosomatycznych. Ale gdy poczujemy złość, zapanujemy nad nią i świadomie zdecydujemy, co z nią dalej robić, to (nawet jeśli nie powiemy głośno o naszych uczuciach) nie będzie w tym nic niezdrowego. My sami będziemy menadżerami własnej energii.

Jak możemy wykorzystać złość do konstruktywnych działań, o których mówiłeś?

Energia płynąca ze złości może być bardzo przydatna np. w stawianiu granic lub podejmowaniu decyzji. Wyobraźmy sobie, że ktoś irytuje nas od dłuższego czasu, naruszając naszą godność i traktując nas w nieakceptowalny sposób. W końcu osoba ta robi coś, co doprowadza nas do prawdziwej wściekłości. Czujemy, jak wypełnia nas energia – możemy teraz ulec impulsywności i krzyknąć: „jesteś idiotą!”. Ale o ile skuteczniejsza będzie nasza reakcja, gdy w pełni świadomi przeżywanych uczuć, z całą mocą sprawczą, spojrzymy tej osobie głęboko w oczy, mówiąc: „Dość tego. Nigdy więcej nie pozwolę ci zachować się w ten sposób”. Podobnie  możemy korzystać z energii złości do zaznaczania siebie w otaczającym nas świecie. Np. mówiąc: „Podjąłem decyzję i koniec. Nic i nikt nie odwiedzie mnie od tego, co postanowiłem”, albo wyrażając własny pogląd, albo decydując się na powiedzenie komuś trudnej informacji, czy uwagi krytycznej.

Jaki jest mechanizm powstawania złości?

Złość powstaje wtedy, gdy świat nie pozwala nam się wyodrębnić i zaznaczyć naszej niezależności, realizować naszych potrzeb, a zamiast tego blokuje nas i frustruje.  Najlepiej widać to na przykładzie kilkuletnich dzieci. Chcą zjeść coś słodkiego, a my im zabraniamy. Nie chcą jeszcze spać, a my im nakazujemy. Zaczyna się krzyk i rzucanie zabawkami o ścianę.

I jak wtedy reagować? Dziecku nie wytłumaczymy, by pozwoliło sobie na świadome przeżywanie tego uczucia.

Nie, ale można odzwierciedlić jego emocje, mówiąc: „Jesteś teraz zły, prawda?”. Odzwierciedlanie trudnych uczuć jak złość, czy smutek jest potężną cegłą w budowaniu zdrowej tożsamości dziecka. Dorastając, będzie wiedziało, że doświadczanie tych uczuć to część jego tożsamości. Będzie świadome swoich przeżyć, ponieważ rodzice w dzieciństwie pomogli mu je zauważyć i nazwać.

Problem w tym, że dorośli też potrafią złościć się jak dzieci.

Tak i odzwierciedlanie jest dobrą metodą również w odniesieniu do ludzi dorosłych. Podczas treningów z menadżerami zalecam, by ją stosowali. Gdy pracownik ze wzburzeniem zareaguje na niekorzystną dla siebie informację,  menadżer  może odzwierciedlić  taką reakcję i powiedzieć: „Widzę, że teraz się złościsz”. Odzwierciedlenie przez kogoś trudnych emocji zawsze powoduje uspokojenie wzburzonej osoby.

Co menadżer może uzyskać dzięki takiej reakcji?

Pracownik poczuje się zrozumiany i zacznie komunikować się z poziomu przeżywanych przez siebie emocji. Prawdopodobnie powie, co dokładnie go rozzłościło, z czym się nie zgadza i jakie ma propozycje na rozwiązanie danego problemu. Zacznie się konstruktywna rozmowa.

Co zrobić, gdy to my sami jesteśmy obiektami naszej złości? Znam wielu ludzi, którzy na innych złoszczą się bardzo rzadko, ale nieustannie czepiają się samych siebie: „Znów nie pobiegałeś!”, „Znów nie nauczyłeś się, tak jak trzeba!”, „Inni są bardziej pracowici!”.

Każdy z nas ma wewnętrznego krytyka. Głos, który wymaga i nakazuje, jak rodzic. Czasem ten krytyk ma okrutny charakter. Potrafi być sadystyczny. Cała sztuka polega na tym, by próbować zintegrować wewnętrznego krytyka z tą drugą, krytykowaną częścią, która przeżywa wstyd lub lęk.

W jaki sposób można to zrobić?

Podczas szkoleń, na których pracujemy nad trudnymi emocjami, polecam uczestnikom wykonanie w domu pewnego eksperymentu z własnym krytykiem wewnętrznym. Chodzi o to, by spisać na kartce wszystkie autodestrukcyjne myśli wobec samego siebie. Np. „Jesteś głupi”, „Nigdy do niczego nie dojdziesz”, „Jesteś potwornie leniwy” itd. Gdy już spiszemy te komunikaty, możemy pomyśleć, że w gruncie rzeczy są one wyrazem troski nas samych o siebie. Wynikają z niepokoju o to, czy nasze życie będzie udane. Gdy już sobie to uświadomimy, możemy obok tych destrukcyjnych i obraźliwych komunikatów napisać ich konstruktywne odpowiedniki.

W jaki sposób można przerobić komunikat „jesteś leniwy” na coś konstruktywnego?

Można napisać: „Obiecałeś sobie, że skończysz pisać ten projekt do piątku. Dziś jest niedziela, a ty nawet do tego nie usiadłeś. Bardzo mnie to złości i niepokoi. Oczekuję, że jeszcze dzisiaj zaczniesz nad nim pracować”. Wiem, brzmi to nienaturalnie, ale gdy już to zrobimy i głośno przeczytamy, co napisaliśmy, chcąc nie chcąc, będziemy mieć refleksję. Zaczniemy szukać rozwiązania, zaczniemy działać. Naprawdę gorąco zachęcam, by takie ćwiczenie wykonać. Oczywiście czasem destrukcyjne emocje i złość na samych siebie jest tak silna, że pomoże tylko psychoterapia. Jednak w większości przypadków ćwiczenie to powinno przynieść efekt. Czasem wręcz spektakularny, bo tak jak mówiłem, w złości drzemie wielki potencjał, siła i wartość.

No tak - złość jest jak pieniądze.

I tak jak pieniądze, można ją dobrze zainwestować.

X