Matura w dziejowym chaosie. „To był naprawdę trudny egzamin”

Zwykle matura to moment w życiu młodego człowieka, gdy jest w centrum uwagi. Kibicują mu nauczyciele, kibicują rodzice… W tym roku egzamin dojrzałości zszedł na drugi plan. Rodzice zaaferowani byli sprawami zawodowo-zdrowotnymi, a kontakt z nauczycielami ograniczał się do wirtualnych lekcji - mówi Monika Winek, dydaktyk i psychoterapeutka z Poradni dla Dzieci i Młodzieży Intra.

Matura 2020 nie należała do najbardziej udanych- oblał ją co czwarty uczeń. Egzamin zdało w sumie 74% maturzystów. W ubiegłym roku grono szczęśliwców było o 6,5% większe- egzamin zaliczyło 80,5% uczniów, a w roku 2018 niewiele mniej, bo 79%. Rządzący, nauczyciele i sami uczniowie uzasadniają kiepskie wyniki  głównie pandemią koronawirusa i koniecznością nauczania zdalnego, które, jak zgodnie przyznają, było znacznie mniej efektywne.

Monika Winek, dydaktyk i psychoterapeutka z Poradni dla Dzieci i Młodzieży Intra zwraca uwagę na szczególną sytuację psychologiczną, w jakiej znaleźli się młodzi ludzie piszący egzamin dojrzałości.

- Każdy człowiek potrzebuje domknięcia pewnych etapów w swoim życiu. Etap zakończenia szkoły i związanego z nim pisania matury jest niezwykle ważny- tłumaczy i dodaje, że w tym roku o domknięciu nie było mowy. – Nie było uroczystości, kwiatów, uścisków, rozmów pożegnalnych z wychowawcami i przyjaciółmi. Uczniowie pojawili się w szkole jedynie po to, by odebrać świadectwa. A i w tej sytuacji nie było nic „normalnego”. Musieli stać w bezpiecznej odległości, w maseczkach, nie mogąc nawet przywitać się z przyjaciółmi- tłumaczy Monika Winek i dodaje, że choć maturzyści dostali dodatkowy miesiąc na przygotowania, atmosfera wcale nie sprzyjała nauce do ostatniej chwili.

– Przez pewien czas nie było nawet wiadomo, czy matura w ogóle się odbędzie. Przedłużająca się sytuacja zawieszenia i niepewności co do przyszłości odbiera motywację. To tak, jakby sportowcy rozgrzewali się przed meczem, który nie następuje. W pewnym momencie energia ustępuje miejsca zniechęceniu i zmęczeniu.

Zdaniem Winek okoliczności, w których przyszło młodym pisać maturę, były trudne dla wszystkich, niezależnie od tego, jak poważnie traktowali oni egzamin dojrzałości.

Psychoterapeutka zwraca też uwagę na aspekt wsparcia młodych osób, którego w tym roku mogło zdecydowanie zabraknąć.

- Zwykle matura to moment w życiu młodego człowieka, gdy jest w centrum uwagi. Kibicują mu nauczyciele, kibicują rodzice… W tym roku egzamin dojrzałości zszedł na drugi plan. Rodzice zaaferowani byli sprawami zawodowo-zdrowotnymi, a kontakt z nauczycielami ograniczał się do wirtualnych lekcji. W centrum uwagi znalazł się koronawirus. Mam wrażenie, że matura stała się wyłącznie prywatną sprawą młodych, którzy musieli przejść przez nią nie tylko podczas totalnego chaosu dziejowego, ale także w pełnej samotności. To był naprawdę trudny egzamin.

X