Koronawirus uderza w dwa podstawowe rodzaje ludzkiego lęku. A ludzie za wszelką cenę nie chcą stracić poczucia bezpieczeństwa

 

- Czytałam kiedyś (…), że przed bitwą żołnierz czuje straszny lęk. Myśli: „to obława na mnie, na mnie jednego”. Wydaje mi się, że teraz wiele osób, które nie mają 20 lat i nie są całkowicie zdrowe, myślą podobnie: to obława na mnie. To trochę tak, jakby zabójca musiał wybrać jedną ofiarę z tłumu ludzi, a my wiedzielibyśmy, że już znalazł- i że to my- mówi Maria Król- Fijewska, która wraz z Piotrem Fijewskim radzi, jak zapanować nad swoim niepokojem.

Marianna Fijewska: Europa jest aktualnie centrum pandemii koronawirusa. Część ludzi niejako podzieliła się na dwa obozy- jedni żyją, jakby nic się nie stało, inni przewidują najgorsze. Wiele z tych zachowań można uznać za nieodpowiedzialne lub- z drugiej strony- nerwicowe. Skąd biorą się takie skrajne postawy?

Piotr Fijewski: Myślę, że to, co w tej chwili odczuwa większość ludzi, to ogromny niepokój. A niepokój charakteryzuje się tym, że nie zawsze jest adekwatny do rzeczywistości. To uczucie wszechogarniającej niepewności, jakby za rogiem czaiło się zło, ale nie wiadomo, jak duże, ani, jakie będą jego konsekwencje. Istnieją dwa podstawowe rodzaje lęku- przed opuszczeniem i przed utratą tożsamości. Jeden i drugi pasuje do aktualnej sytuacji. Z jednej strony boimy się, śmierci naszych bliskich lub swojej własnej z powodu wirusa. Z drugiej obawiamy się utraty swojej tożsamości- nie wiemy, kim dalej będziemy w świecie, który być może zmieni się nie do poznania.

W świecie, który już się zmienia.

Piotr Fijewski: Właśnie, i ta destabilizacja może być bardzo trudna. Niektórzy  budują sobie poczucie bezpieczeństwa na porządku, który ich otacza. Mają swoje rytuały i przyzwyczajenia. Strasznie trudno im z tego zrezygnować. Wyobrażam sobie, że część takich osób może w aktualnej sytuacji zachowywać się tak, jakby nic się nie stało- chodzić w zaludnione miejsca, nie przestrzegać zasad higieny czy kontaktować się z osobami objętymi kwarantanną. Zachowania te, choć dziwią, mogą być podyktowane właśnie potrzebą porządku, który daje i zawsze dawał poczucie bezpieczeństwa.

Majka Król-Fijewska: Są różne strategie opanowywania niepewności i niepokoju. Część osób robi to poprzez powtarzanie stałych dla siebie czynności, realizowanie znanych sekwencji i działań. Inni mają strategie związane z zabezpieczaniem, które zwykle dla otoczenia wydają się nadmierne i nieadekwatne. Robienie ogromnych zapasów, jakby zbliżał się koniec świata, wciąż wywołuje uśmiech u wielu osób. Obie te strategie zwykle są nieadaptacyjne- łatwo przeoczyć lub wyolbrzymić zagrożenie. Ale teraz mamy pandemię, stan wyjątkowy. Zagrożenie jest realne.

Jak w obecnej sytuacji czują się osoby mocno lękowe, które  ostatnie tygodnie poświeciły na realizowanie strategii zabezpieczających? Racja wydaje się po ich stronie- pandemia rzeczywiście dotarła do Polski. Ale czy wobec realnego zagrożenia osoby lękowe nie czują paraliżującego wręcz stresu?

Maria Król- Fijewska: Lękowcy zaczynają bardzo dobrze funkcjonować w sytuacji realnego zagrożenia, ponieważ wreszcie rzeczywistość zbiega się z ich wyobrażeniami. Osoby nerwicowe, były gotowe na to, co się teraz dzieje i przewidywały to, choć reszta im nie wierzyła. Oczywiście stan realnego zagrożenia może wzniecić lęki- skoro pierwsza część czarnego scenariusza się spełniła, to dlaczego ma się nie spełnić druga, która może być znacznie mroczniejsza?

Piotr Fijewski: A taki rodzaj myślenia jest odwrotnością wiary w dobro świata.  Brak wiary w to, że będzie dobrze, jest potwornie stresujący. Żeby ten stres ograniczyć, warto zidentyfikować i nazwać swój niepokój.

W jaki sposób?

Piotr Fijewski: Na przykład poprzez zatrzymanie się i skupienie na swoim niepokoju, nie po to, by niepokoić się jeszcze bardziej, ale by zobaczyć, gdzie jest granica adekwatności. Żeby trzymać niepokój w ryzach, najpierw trzeba wejść z nim w dialog, a to bardzo trudne zadanie. Wsparciem może być też praca z oddechem i stosowanie znanych sobie technik relaksacyjnych.

Maria Król- Fijewska: Pamiętajmy, że gdy zaczynamy się bać, bardzo łatwo tracimy racjonalność. Czytałam kiedyś wiersz jednego rosyjskiego poety, który napisał, że przed bitwą żołnierz czuje straszny lęk. Myśli: „to obława na mnie, na mnie jednego”. Wydaje mi się, że teraz wiele osób, które mają więcej niż 20 lat i nie są całkowicie zdrowe, myśli podobnie- to obława na mnie. To trochę tak, jakby zabójca musiał wybrać jedną ofiarę z tłumu ludzi, a my wiedzielibyśmy, że już znalazł- i że to my.

Rzeczywiście, osoby z tzw. grupy podwyższonego ryzyka mogą tak właśnie czuć.

Maria Król- Fijewska: Wiele bliskich mi osób, z którymi w ostatnich dniach rozmawiałam przez telefon, z akcentem wyznania mówiło mi: „Wiesz, ja jestem wyjątkowo zagrożony, bo mam…” i tutaj padało wiele argumentów: „słabą odporność”, „bo jestem po chorobie”, „bo z sercem nigdy nie było najlepiej”. Część dalsza tego zdania, niewypowiedziana, a jedynie zasugerowana, była taka: „… więc, jak choroba dojdzie do mnie, to nie będzie dobrze” albo: „… to koniec”. Argumenty dotyczące swojego słabego stanu zdrowia padają od tak licznej grupy osób, że wiek czy rzeczywisty stan zdrowia nie ma podstawowego  znaczenia. Chcę powiedzieć, że wielu z nas czuje się dziś naprawdę bardzo zagrożonych- jak żołnierz, który jest przekonany, że za chwile zacznie się obława na niego. Na niego jednego. Jak się wydaje, racjonalne przesłanki są wyolbrzymione przez nieracjonalny lęk.

Powiedzieliście o skupianiu się na niepokoju i próbie ujarzmienia go z wykorzystaniem technik relaksacyjnych, ale co waszym zdaniem jest najlepszym uspokajaczem w aktualnej sytuacji?

Piotr Fijewski: Wcześniej mówiłem o dwóch rodzajach niepokoju- przed opuszczeniem i utratą tożsamości. Zarówno w jednym i drugim przypadku lęk może zostać złagodzony przez bliskość. Słuchanie siebie nawzajem, wspieranie i potwierdzanie, że ta druga osoba jest kim jest- żoną, matką, córką - i że żaden chaos ani destabilizacja tego nie zmieni.

Maria Król- Fijewska: Interpersonalny sposób pomagania sobie nawzajem w łagodzeniu lęków jest najskuteczniejszy. Jesteśmy w domu, siedzimy z najbliższymi osobami, mamy czas i przestrzeń na zobaczenie siebie nawzajem, wiec zróbmy to. Zobaczmy się i zadbajmy o nasze relacje. Zbliżmy się. Kontakt to lekarstwo, które nas ochroni. Czasem jednak najbliższe relacje są zbyt trudne i potęgują stresowe obciążenie. Warto może wtedy rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, z kim rozmowa, w tej sytuacji, mogłaby mi pomóc. I sięgnąć po telefon.

 

 

 

X