Dlaczego jestem, jaki jestem? Genogram – graficzny obraz rodu, który wiele wyjaśnia

Ujrzenie jakiejś bardzo silnej tendencji rodzinnej daje poczucie sprawczości. Skoro wiem, że w mojej rodzinie dane zjawisko powtarza się, w pewnym sensie mam już nad tym zjawiskiem przewagę. Mogę pomyśleć, z czego ono wynika i jak się przed nim ochronić. Mogę pracować nad tym, by znaleźć w sobie predyspozycję do innego budowania relacji i wdrażania w życie innych schematów komunikacyjnych. To jest bardzo uwalniające - mówi psycholog kliniczny Iwona Oleksiuk-Toboła.

Marianna Fijewska: Genogram kojarzy się raczej z medycyną niż psychologią. Jaka jest jego rola w psychoterapii?

Iwona Oleksiuk-Toboła, specjalista psychologii klinicznej zajmujący się terapią indywidualną, małżeńską, rodzinną oraz dziecięcą: Genogram to graficzny schemat podobny do drzewa genealogicznego, ukazujący co najmniej trzy pokolenia rodu. Uwzględnia się na nim relacje, jakie łączyły i łączą członków rodziny oraz najważniejsze wydarzenia z ich życia. W medycynie taki schemat  był źródłem informacji o powtarzających się chorobach lub dominujących cechach fizycznych. W psychologii jest źródłem informacji o niepisanych normach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie sposobach zachowania, doświadczania świata, wzorcach komunikacyjnych i jakości relacji łączących członków rodziny.

W jakich warunkach tworzy się genogram?

Na warsztatach dla psychologów lub podczas psychoterapii z indywidualnymi klientami. Ten pierwszy wariant obejmuje jeden dzień szkoleniowy, podczas którego uczymy psychologów zasad pracy z genogramem w czasie psychoterapii. Później uczestnicy dobierają się w pary i wykorzystują nabytą wiedze w praktyce, pomagając sobie nawzajem w stworzeniu genogramu. To bardzo ważne, by nie wykonywać takiego rysunku w pojedynkę. Tylko dzięki współpracy z drugą osobą i jej pytaniom, „właściciel” genogramu będzie w stanie szerzej spojrzeć na swoją rodzinę i uwzględnić zależności, o których wcześniej nawet nie myślał.

Drugim wariantem jest rysowanie genogramu podczas psychoterapii. Zwykle zrobienie rysunku i omówienie go zajmuje dwie sesje terapeutyczne, ale praca może też trwać dłużej. Klient, opowiadając o swoich krewnych, odwołuje się do siebie, np.:  „Wujek był skrajnie oszczędny i bał się wydawania pieniędzy, ja zauważam, że mam podobnie i teraz się zastanawiam, czy i na moje relacje to jakoś nie rzutuje (…)”. Genogram sprawia, że terapia wzbogacona jest o dodatkowy aspekt, uwzględniający przodków i relacje rodzinne.

Gdy genogram zostanie skończony i omówiony, nie wracasz już do niego podczas pracy z klientem?

Wręcz przeciwnie, kładę go na stoliku podczas każdego spotkania, co ułatwia klientowi przywoływanie bliskich osób lub wydarzeń z przeszłości. Zdarza się oczywiście, że klient nie chce, by w danej sesji uczestniczył rodzinny symbol, wtedy po prostu chowamy genogram do szuflady.

Jak reagują osoby, które patrzą na ukończony genogram?

Nigdy nie zdarzyło mi się, by ktoś pozostał obojętny wobec tego widoku. Ostatnio jedna z uczestniczek warsztatu powiedziała, że w momencie ukończenia genogramu, doświadczyła silnego poczucia przynależności. Zrozumiała, że nie jest samotna, ponieważ ma za plecami wiele osób, o które zawsze może się oprzeć. Oczywiście to, czy reakcja będzie pozytywna, czy nie, zależy od stosunków właściciela genogramu z rodziną. Jednak spojrzenie na ten rysunek zawsze robi duże wrażenie.

Czy pamiętasz genogram, który zrobił największe wrażenie na tobie?

To był genogram osoby, która  nigdy nie czuła się do końca zaakceptowana przez rodzinę. Jej rodzice się rozwiedli i z jednej strony była rodzina ojca przypominająca nieco zamknięty angielski klub, do którego wejście mieli tylko wysoko wykształceni i dobrze zarabiający członkowie, a z drugiej strony była rodzina matki, dla której stabilne relacje nie stanowiły żadnej wartości. Osoba, z którą pracowałam, przez lata próbowała zakorzenić się w jednej lub drugiej części rodziny, ale bezskutecznie. Rodzina ojca nie uznawała jej, choć była niezwykle inteligentną i wykształconą osobą. Z kolei rodzina matki, łącznie z matką, była całkowicie pochłonięta swoimi sprawami, bez relacji, bez stałych kontaktów. Dopiero na genogramie osoba, z którą pracowałam, zobaczyła, jak bardzo jest samotna. Zdała sobie sprawę, że w jej rodzinie nie ma nikogo, kto powiedziałby: „Jestem z tobą, możesz na mnie liczyć”.

To bardzo smutny przekaz.

Owszem, ale widząc to, mogła wreszcie przestać zużywać energię na próby dostania się do jednego lub drugiego skrzydła rodzinnego. Zamiast tego miała siłę, by wreszcie zająć się swoim życiem. To doświadczenie, choć trudne, dało jej moc sprawczą. Zrozumiała, że jej poczucie ważności i wartości nie zależy od tego, jak spostrzega ją rodzina. Pod koniec pracy z genogramem ta osoba bardzo stanowczo powiedziała (bo tak poczuła), że marzy o stworzeniu własnej rodziny, która będzie żyć według zupełnie innych wartości.

Wyobrażam sobie, że wiele osób może mieć bardzo małą wiedzę o swoich przodkach, biorąc pod uwagę II Wojnę Światową.

Rzeczywiście klienci często nie wiedzą, co działo się z ich przodkami przed wojną, ale czasem tworzenie genogramu jest dobrą okazją, by się dowiedzieć. Niektórzy poszukują, jeżdżą po cmentarzach lub parafiach, żeby ustalić podstawowe informacje, np. gdzie mieszkał krewny i jaki wykonywał zawód. Na tej podstawie mogą wnioskować o jakości życia i pewnych cechach charakteru. Jednak z doświadczenia wiem, że to, czy genogram będzie rozbudowany i pełen informacji nie zależy raczej od wiedzy faktograficznej, a od narracji, jaka była prowadzona w danej rodzinie. Część rodziców nie ma w zwyczaju, by opowiadać swoim dzieciom o przodkach i krewnych, a część przywołuje ich niemalże każdego dnia. Moja rodzina właśnie taka była, ojciec wielokrotnie powtarzał np. że jestem uparta, jak stryjeczny dziadek i opowiadał o nim różne anegdoty. Jeśli rodzina rozmawia tylko na poziomie teraźniejszego pokolenia, klienci o swoich przodkach mogą niewiele powiedzieć.

Czy są jakieś prawidłowości, które powtarzają się w genogramach?

W wielu rodzinach obserwuję tzw. syndrom opuszczenia - gdy dziecko kończy studia lub szkołę (jeśli na studia nie idzie), nagle musi stać się całkowicie samodzielne, ponieważ zdaniem rodziców jest już dorosłe i nie dostaje żadnego wsparcia psychicznego ani materialnego. To nagłe opuszczenie młodego człowieka, w późniejszym życiu jest wspominane jako bardzo bolesne i może wiązać się z dużym żalem do rodziców. Inną prawidłowością powtarzającą się w genogramach są osoby odpowiedzialne za zachowanie więzi rodzinnych. To zazwyczaj babcia, ciocia lub mama, która „zbiera” najwięcej relacji – organizuje święta, wyjazdy i jest inicjatorem wszelkich spotkań. Charakterystyczne jest też to, że gdy taka osoba umiera, na jej miejsce szybko wskakuje nowy „zbieracz relacji”. To nieuświadomiony, lecz bardzo naturalny mechanizm rodzinny.

A co dziwi cię najbardziej w pracy nad genogramami?

Chyba niezwykła spójność i dyscyplina między pokoleniami w przekazywaniu danego stylu zachowania. Rodziny często rządzą się niepisanymi zasadami dotyczącymi np. stylu komunikacji. Pamiętam pewną osobę, która dużo mówiła o tym, jak dobrze ona i jego rodzeństwo dogadywało się z matką, która była dla nich autorytetem - pomagała w lekcjach, opiekowała się domem i angażowała się zawodowo. Jednak tworząc genogram, okazało się, że i mama i babcia tak naprawdę trzymały bardzo duży dystans we wszelkich kontaktach. Relacje z nimi, zamiast na bliskości, opierały się na zadaniach np. na wspólnym robieniu obiadu czy odrabianiu lekcji. To było smutne odkrycie, tym bardziej że gdy zaczęliśmy omawiać relacje z dziećmi tej osoby, również okazało się, że są one raczej zadaniowe i powierzchowne.

Wyobrażam sobie, że ktoś, kto nagle zobaczy pewien powtarzający się typ zachowania w swojej rodzinie, może poczuć, że ciąży nad nim samospełniająca się przepowiednia – co by nie zrobił, powieli schemat.

Ujrzenie jakiejś bardzo silnej tendencji daje też poczucie sprawczości. Skoro wiem, że w mojej rodzinie dane zjawisko czy zachowanie się powtarza, w pewnym sensie mam już nad tym zjawiskiem przewagę. Mogę pomyśleć,  z czego to wynika i jak się przed tym ochronić. Mogę sprawdzić, jaki  jest mój osobisty do tego stosunek. Mogę pracować nad tym, by znaleźć w sobie predyspozycję do innego budowania relacji i wdrażania w życie innych schematów komunikacyjnych. To jest bardzo uwalniające.

Czy genogram może mieć wpływ na ważne życiowe decyzje?

Jak najbardziej. Niedawno osoba, z którą pracowałam, odeszła z wieloletniej pracy i wahała się, czy założyć własną działalność gospodarczą. Bardzo tego chciała, a jednocześnie czuła duży lęk. Gdy spojrzałyśmy na jej genogram, okazało się, że w jej rodzinie wszyscy byli rzutkimi przedsiębiorcami. I choć nie zawsze zarabiali uczciwie, niewątpliwie mieli smykałkę do biznesu. Ta osoba zupełnie tego nie dostrzegała, ponieważ patrząc na genogram widziała i czuła przede wszystkim duże zamieszanie wokół zawodowego życia rodziców i swoje obciążenie tym. W końcu powiedziałam: „Proszę zobaczyć, w pani rodzinie wszyscy mieli własne działalności gospodarcze, a niektórzy nawet kilka naraz i osiągali duże sukcesy finansowe”. Kiedy dostrzegła tę prawidłowość, zrobiło jej się znacznie raźniej i niedługo po tym rzeczywiście zdecydowała się na rozpoczęcie własnej działalności. To, co zobaczyła na genogramie z całą pewnością dodało jej odwagi.

Komu szczególnie poleciłabyś pracę z genogramem?

Stworzenie genogramu poleciłabym każdemu, kto jest ciekaw swoich korzeni - chce wiedzieć, kim byli jego przodkowie i jaki mieli wpływ na uformowanie jego charakteru. Tworzenie genogramu jest niepowtarzalną okazją do tego, by przejrzeć się w swojej rodzinie, jak w lustrze i wyciągnąć z tego wnioski przydatne we własnym życiu.

 

X