ŻEBY NIE WSPÓŁUZALEŻNIĆ SIĘ NIGDY WIĘCEJ…

To myśl nie jednej żony alkoholika, narkomana, hazardzisty, która kończy terapię.

Życie pokazuje, że to nie jest wymyślony problem - często kobiety wychodząc ze związku z jednym uzależnionym wchodzą w bliską relację z kolejnym nałogowcem. Dlaczego tak się dzieje? Bo stosunkowo łatwo przystosowują się  do stresu jaki niesie związek z osobą, która niewiele daje, a głównie wprowadza szereg zagrożeń do wspólnego życia. Są wytrenowane w rezygnowaniu z siebie i mają nadzieję, że on się zmieni. Wizja życia we dwoje,                 powtarzanie wzorca „jak on, to ja...” (jak on przestanie pić to ja będę spokojna, szczęśliwa) dominuje nad przytomnym osądem sytuacji. Te nadzieje  są jak „jasne sny” na temat partnera czy relacji. To one sprawiają, że osoba trwa w niszczącym ją związku, pozwalają wierzyć, że niedługo wszystko się zmieni i będzie jak przed laty, a on stanie się geniuszem jak snuje w alkoholowych iluzjach. Jasne sny sprawiają też, że żona nie dostrzega podwójnych sygnałów widocznych dla innych w komunikacji niewerbalnej nałogowca – w jego tonie głosu, przezwiskach jakich używa, nieliczeniu się z jej potrzebami, „ustawianiu jej” itp. Jasne sny jak uzależniające substancje obiecują, ale nie mogą się spełnić, bo nie dotyczą realnej osoby. Ale obietnica wciąga.

Z jasnego snu nie daje się wyjść siłą woli. Można stać się bardziej świadomym swoich tęsknot, pragnień,  Jednak porozmawianie z kimś, kto pomoże urealnić iluzje nałogowca pozwala zobaczyć, że nie ma szans na ich realizację w tym  związku.

Gdy to, czego oczekuje współuzależniona osoba nie spełnia się,  przychodzi mroczny sen  - żal, rozpacz, beznadzieja, myśli samobójcze. Mroczny sen też się nie dopełnia. Najgorsze przewidywania, że on się zapije, rodzina zginie w nędzy też się nie spełniają. Dopełnieniem mrocznego snu może być pozwolenie na to by kolejno „umierały” te pragnienia, nadzieje. Kiedyś bliska osoba przestaje wierzyć w wielką, wzajemną miłość, jak na początku, czy piękny dom z ogrodem i szczęśliwą rodzinę.

Trwanie we współuzależnieniowej relacji, niekoniecznie w związku z alkoholikiem czy narkomanem, podtrzymywane jest przez to, że  jedna osoba wciąż bierze odpowiedzialność za dwoje. Stąd tendencja do powtarzania kolejnych takich związków. Gdy osoba poczuje, że nie da się trwać w związku, za który tylko ona bierze odpowiedzialność i nie jest realne by partner dzielił tę odpowiedzialność,  przychodzi czas na rozstrzygnięcie tego kluczowego dylematu „chcę” i „nie chcę” z nim być.

To jednak nie zawsze jest koniec dla osoby współuzależnionej, rozwiązywania jej problemu polegającego na lokowaniu swoich celów w drugim człowieku,  życia wyłącznie życiem innych ludzi, mimo że kolejne próby pokazują, iż  takie podejście do życia nie daje jej szczęścia.

Tak jak zakochanie jest w rzeczywistości zakochaniem się w sobie tzn. w tych aspektach siebie, których realizacji potrzebujemy, tak terapeutyczna praca nad współuzależnieniem zmierza do tego, by zwrócić się w końcu ku sobie. Budować swoje szczęście w oparciu o swoje potencjały, talenty, pragnienia, cele. Odkryć i realizować swoje wartości, zająć się swoim wnętrzem, rozwijać.

Ale czy to ma oznaczać życie w pojedynkę? Może dla niektórych tak. Dla innych – budowanie związku opartego nie na realizowaniu aspektów siebie poprzez partnera, ale na kroczeniu razem,  rozwijaniu siebie oraz towarzyszeniu drugiemu w jego rozwoju, braniu odpowiedzialności za związek przez dwoje.

Opisane powyżej rozumienie współuzależnienia nie dotyczy wyłącznie  relacji, w której jedna z osób jest uzależniona. Odnosi się do relacji w której jest cierpienie ze względu na niszczący sposób funkcjonowania jednego z partnerów, pogorszenie jakości życia drugiej osoby ze względu na to, że trwa w takim związku. W takim związku dwie osoby są razem mimo, że widać jak im źle. Czasami interpretuje się, że powodem nie rozpadania się takiego związku jest lęk przed samotnością.

W tej trudnej relacji przejawia się proces osoby współuzależnionej. Tak jak pogłębiona praca z osobą uzależnioną pokazuje po latach abstynencji czemu miała służyć uzależniająca substancja czy przymusowe zachowanie, jakie jakości psychiki  domagały się integracji z  tożsamością nałogowca, tak też praca nad znaczeniem współuzależnia doprowadza wreszcie do odkrycia informacji, którą niosła ta relacja.

Zazwyczaj  skorzystanie z tego odkrycia poprzez zmianę swojego życia na płaszczyźnie zewnętrznej i wewnętrznej pozwoli osobie lepiej i pełniej żyć.

Elżbieta Królak

X