Zaraz wracam

Tekst ten piszę z myślą o osobach, którym w życiu czasami jest trudno, czy czują się inaczej niż inni.

Mam na myśli życie psychiczne, z którym zostaje się samemu, bo nie wie się, czy można o nim komuś opowiedzieć.

Bo cóż ktoś o mnie pomyśli, jeśli powiem, że np. moje życie nie obchodzi mnie, że jest mi wszystko jedno, obojętnie.

Więc o swoim samopoczuciu psychicznym nie mówię nikomu, nawet bliskim (a może przede wszystkim) – krępuję się, bo wydaje mi się, że tylko ja, tak czuję, czy tak myślę. Obawiam się, że jest to może nienormalne, że inni nie mają takich myśli i odczuć, jak ja.

A przecież bardzo wiele osób, w różnych okresach życia, przez dłuższy, lub krótszy czas czuje się i myśli smutno-refleksyjnie, czy nawet depresyjnie. I nie jest to powód do wstydu, do wykluczania siebie z grona innych ludzi.

Każdy z nas przecież czymś różni się od siebie, bo jest po prostu człowiekiem.

Gdyby od tysiącleci niektórzy ludzie nie byli czasami lub zawsze smutni, refleksyjni, zastanawiający się nad naturą i sensem istnienia, to pewnie nie powstałaby myśl filozoficzna i nie byłoby wielu wspaniałych dzieł sztuki, wyrosłych nierzadko na bólu i cierpieniu.

Rozdział pierwszy

Czasami czuję, że moje życie emocjonalne zamiera, czyli, że tracę energię życia, która jest niezbędna do tego, aby być w kontakcie z otaczającym światem lub odwrócić się od niego.

Wykonuję swoje codzienne powinności, ale już coraz rzadziej jestem zadowolona, niezadowolona, radosna, smutna.

Żyję, tak, jakby obok siebie i obok życia. I jest mi tak dobrze. (Jeśli przypadkiem ten tekst przeczyta jakiś lekarz psychiatra, to proszę o nie stawianie diagnoz psychiatrycznych. Taka, czy inna postawa życiowa nie zawsze jest wynikiem zaburzeń psychicznych, ale bywa świadomym wyborem drogi życia, odpowiedzią na jedno z podstawowych pytań filozofii: jak żyć?)

Napisałam, że czuję, że moje życie psychiczne zamiera, ale, że nie umarło. Więc, czasami jednak coś mnie zezłości albo rozbawi.

Rozdział drugi

I w ostatnich dniach rozzłościła mnie treść kartki na drzwiach sklepiku o reści: „ZARAZ WRACAM”. Poczekałam chwilę, wypaliłam papierosa i odeszłam. A za dwa dni na drzwiach tego samego sklepu znowu zobaczyłam kartkę z „ZARAZ WRACAM”. Tym razem roześmiałam się i nacisnęłam dzwonek koło drzwi. Poskutkowało. Ekspedientka otworzyła i niezadowolonym tonem głosu powiedziała: „Przecież czasami muszę zamknąć sklep i pójść do toalety.”  Uśmiechnęłam się i spokojnie powiedziałam: „Rozumiem panią, przecież każdy ma prawo do przerwy w pracy, ale jeśli zamiast „zaraz wracam” napisze pani kartkę z podaniem konkretnej godziny powrotu, to klienci otrzymają jasną informację.

Weszłam do sklepu, zrobiłam zakupy i rozstałam się z ekspedientką z obopólnym – grzecznym i myślę, szczerym : „Dziękuję. Do widzenia”.

Kartki z napisami: „zaraz wracam”, „wracam za 10 minut”, „15 minut przerwy” widuje się na drzwiach sklepów i punktów usługowych. A reakcje klientów są różne. Jedni czekają, inni odchodzą, a jeszcze inni doczekawszy się powrotu sprzedawcy, nierzadko obraźliwymi słowami zwracają mu uwagę, co często kończy się awanturą.

A przecież sprzedawcy i klienci mogą zachować się inaczej, asertywnie.

Sprzedawcy szanując klienta i jego czas – podawać dokładną godzinę powrotu, a klienci, zamiast awanturować się, spokojnie powiedzieć, jeżeli coś im nie pasuje - jakie mają zastrzeżenia do funkcjonowania sklepu, czy jakości towaru.

Grzeczne i spokojne powiedzenie, co nam nie odpowiada łatwiejsze jest, jeżeli skupimy się na problemie, a nie na osobie sprzedawcy. Czyli oddzielimy osobę od sprawy.

Warto pamiętać o tym zarówno w przelotnych kontaktach społecznych, ale też , oczywiście, w relacjach rodzinnych i towarzyskich.

Rozdział trzeci

Na początku tekstu wspomniałam, że tracę energię życia i że czuję się z tym dobrze.

Bo przecież dobrze jest mi, gdy przez trzy robocze dni tygodnia, podczas których jestem emerytką  nie spieszę się, idę spokojnie do sklepików koło domu i mijam po drodze nie spieszących się emerytów.

Spokój, cisza, czasami jakaś miła rozmowa.

Co innego, gdy jadę do pracy – ludzie biegną do autobusów, samochody trąbią, hałas i pośpiech.

Ale ja się nie spieszę, bo pomijając to, że to, że nie mogę biec z powodu choroby kręgosłupa, to straciłam energię życia.

A gdy w autobusie patrzę na niewyspanych i drzemiących współpasażerów lub na osoby w pośpiechu rozmawiające przez telefon, to czasami fantazjuję, co by stało się, gdyby nasz świat nagle zatrzymał się z informacją: ZARAZ WRACAM. Zaraz, czyli może za 50 lub 100 lat. Czy przez te 50 lub 100 lat uspokoilibyśmy się i nie biegli, na oślep, nie wiadomo dokąd.

 

Krystyna Poznańska - Ostrowska

Dziennikarka, socjoterapeutka oraz systemowa terapeutka rodzinna. Publikowała m.in. w "Życiu Warszawy" i "Nowinkach Psychiatrycznych". Związana z INTRĄ od kilkunastu lat. Obecnie jest odpowiedzialna przede wszystkim za organizację staży studentów naszych szkół psychoterapeutycznych.

 

X