Tajemnicze przesłanie snów

Mówimy dziecku, gdy z przerażeniem obudzi się w nocy: „Nie bój się, to tylko sen”.
Z drugiej strony uporczywe lub zaskakujące sny budzą w nas refleksję: „To musi coś
znaczyć!”. Sen – tajemnicza rzeczywistość, w którą zanurzamy się z codzienną
regularnością. Wiemy, że rządzi się swoimi prawami, że nie jest prostym
odzwierciedleniem świata na jawie. Fabuła snów jest często zaskakująca, poszarpana,
w najlepszym przypadku powiemy „poetycka”, w najgorszym – „bezsensowna”. Czy
to chaotyczny zestaw przypadkowych elementów, czy przekaz od wyższej jaźni? Kosz
na śmieci zmęczonej głowy, czy emanacja głębokiej mądrości?

Zaszyfrowany język snów

Sny są bardzo różne, tak jak różne może być nasze doświadczenie kontaktu
z rzeczywistością na jawie. Jako terapeutka często mam okazję poznawać sny moich
pacjentów. Zawsze poszerzają one wiedzę na temat danej osoby, pozwalają
terapeucie i, co ważniejsze, samemu pacjentowi wyraźniej zobaczyć głębsze sensy
życiowych wydarzeń. Oczywiście nie chodzi tu o samą treść snów, o sny jako
opowieści, ale o sny jako doświadczenia, czyli wraz z towarzyszącymi snom emocjami
oraz subiektywnymi znaczeniami poszczególnych elementów i sytuacji. Szczególnie
owocna jest praca nad rozumieniem tych snów, które wykraczają poza kontekst
poprzedniego dnia, a fabuła nasycona jest prawdziwymi emocjami, potrzebami, nie
do końca rozliczonymi wydarzeniami z przeszłości czy aktualnie żywymi problemami.

Każdy człowiek w jakimś sensie wymyśla siebie i swoje życie. Układa opowieści
o sobie według pewnego schematu, przepisu, wygładza kanty, niweluje sprzeczności.
Gdy na konsultację przychodzi osoba przerażona zdradą współmałżonka, często
słyszę: „Nic tego nie zapowiadało! Wszystko było tak świetnie. Ludzie uważali nas za
idealną parę!”. I zawsze, w każdym przypadku zdradzony małżonek przypomina sobie
potem wiele niepokojących wydarzeń, spięć, cały obszar rzeczywistości, od którego
odwracał głowę. Nie chciał widzieć i wyciągnąć wniosków, woląc utrzymywać fikcyjnie
pozytywny obraz swojego małżeństwa. Zwykle też okazuje się, że od dawna już nie
był szczęśliwy, ale jakoś wiedzę o tym zagłuszał. Sny pełnią rolę demistyfikacyjną,
ukazują odrzucone przez wewnętrzną cenzurę informacje, spostrzeżenia, emocje.
Robią to jednak w sposób zaszyfrowany, posługując się swoim tajemniczym językiem.
Można snu nie odczytać. Można go zapomnieć. Można powiedzieć: „To tylko sen”.

Sny o śmierci

W codziennym, świadomym kontakcie ze światem budujemy filtr racjonalno-obronny
przed inwazją tematów, które wywołują w nas zbyt trudne emocje – na przykład
bezradność, przerażenie, rozpacz. Takim tematem jest śmierć. Choć wiemy, że
zarówno my, jak i nasi najbliżsi jesteśmy śmiertelni, staramy się o tym nie myśleć.
Rzadko kto jest gotów z własnej woli zacząć rozważać, jak by to było, gdyby umarł mu
syn, żona czy matka. Gdy pojawiają się takie myśli, każemy im pójść precz, poza
obszar świadomej uwagi. A jednak śmierć, osamotnienie, utrata – to wszystko istnieje
w życiu naprawdę i naprawdę w jakiejś konfiguracji musi nam się zdarzyć. Wyrzucając
te treści poza nawias naszej świadomej uwagi, powodujemy, że lokują się w jakiejś
innej wewnętrznej przestrzeni, skąd powracają poprzez sny. Wszyscy, których o to
spytałam, choć raz w życiu śnili o śmierci najbliższych sobie żyjących osób. Jak różny
jednak potrafi być wydźwięk takiego snu!

Pewna pani śniła, że umarła jej córka. Oprócz rozpaczy doświadczyła wtedy poczucia
bardzo głębokiego osamotnienia. Gdy analizowałyśmy sens snu, zrozumiała, jak silna
i wieloraka jest jej więź z córką. Chociaż starała się najlepiej jak mogła wypełniać rolę
matki, nie doceniała znaczenia, jakie dla niej jako osoby miał ten kontakt z drugą,
dorosłą, podobną do niej kobietą. Ujrzała nagle, jak wiele dobrego mogą sobie
nawzajem z córką ofiarować.

Inny pacjent, mężczyzna w średnim wieku, miał sen o śmierci ojca. Doświadczył w nim
szalonej tęsknoty. W trakcie sesji terapeutycznej stało się jasne, że tęsknił za swoim
ojcem naprawdę, nie tylko we śnie, w którym ojciec umierał, lecz także w życiu, kiedy
ojciec był żywy i zdrowy, ale mało dostępny.

Jeszcze inna pacjentka, młoda kobieta, przeżywała we śnie śmierć swojego dziadka,
której od lat bardzo się bała. We śnie odnalazła w sobie siłę, by podjąć za dziadka rolę
pater familiae i zaopiekować się swoją matką oraz resztą rodziny. Ku swojemu
zdumieniu w miejsce załamania doświadczyła poczucia mocy. We wszystkich
przypadkach analiza snów o śmierci była wzbogacająca dla życia.

Koszmary senne

Wiele osób przeżywa we śnie fabuły jak z thrillerów. Uciekają przed kimś, kto chce ich
zabić, nie mogą odnaleźć wyjścia, gubią drogę, wypadają z okien, topią się. Istotną
funkcją nocnych thrillerów jest możliwość przeżycia lęku, przerażenia, zagrożenia,
których na jawie możemy się wypierać. Mogą tak kontrastować z naszym zaradnym,
efektywnym „ja”, tak nie pasować do ułożonego życia, tak wydawać się irracjonalne,
że odmawiamy im świadomej uwagi i dopiero we śnie dochodzi do wyładowania.

Czy zwykły, bez nadmiernie patologicznych ekscesów bytujący człowiek ma jednak
powody do takiego przerażenia? Powszechne jest przekonanie, że obecnie więzi są
bardziej kruche, okoliczności życia bardziej zmienne, Bóg dla wielu bardziej odległy
lub wręcz anachroniczny i nic nie chroni człowieka przed poczuciem, że jest
samotnym pyłkiem w ogromie mrocznego kosmosu. Według niektórych badań aż 85
procent osób ma koszmarne sny. Czy liczba ta może jeszcze wzrosnąć?!

Patrząc na moich pacjentów, widzę jednak inny obraz. Owszem, niektórzy mają od
dzieciństwa tendencję do przeżywania przerażających przygód we śnie i objaw ten
nasila się, gdy w życiu na jawie mają trudny czas. Jednak w miarę jak otwierają się na
swoje doświadczenia, także doświadczenia senne, gdy zrozumieją, czego się boją
i wobec czego są bezradni, gdy uda się im zawrzeć lęk w słowach, a słowa
wypowiedzieć do drugiej osoby – to wszystko traci swój demoniczny charakter.
Koszmarne sny przestają się śnić lub powracają sporadycznie.

Chcę mocno podkreślić, że chociaż między snem a jawą istnieje bariera, nie jesteśmy
pozbawieni wpływu na senną rzeczywistość. Nie musimy pozwalać się prześladować,
tropić, torturować. Aby zneutralizować atakujące nas koszmary, należy
skonfrontować się z przerażającym doświadczeniem sennym, oswoić je, zrozumieć
i podzielić z drugą osobą.

Przerażenie we śnie może mieć źródło egzystencjalne, społeczne, może wynikać
z nieprzepracowanej traumy, a może też być oznaką konfliktu wewnętrznego.
Fryderyk Perls, twórca psychoterapii Gestalt, uważał, że różne obiekty, występujące
we śnie, reprezentują różne wewnętrzne głosy, mówiąc inaczej – odnoszą się do
różnych aspektów osobowości. Dlatego terapeuci gestaltowscy proszą swoich
pacjentów o wczuwanie się kolejno we wszystkie znaczące elementy snu i mówienie,
co widzą, myślą i czują z ich punktu widzenia. To widowiskowa metoda prowadząca
pacjentów do znaczących odkryć w obszarze napięć i konfliktów
wewnątrzosobowościowych.

A zatem analizujmy sny. Aby lepiej zrozumieć swoją przeszłość. Aby odzyskać pełne
widzenie rzeczywistości łącznie z fragmentami, które ocenzurowaliśmy, bo nie
pasowały do głównego obrazu. Aby zrozumieć, czego naprawdę chcemy i co czujemy.
Aby zetknąć się ze swoją siłą. Aby doświadczyć prawdy o wewnętrznym
skonfliktowaniu. Tak traktowane sny nie są ani mądre, ani głupie. Są po prostu nasze.
Są świadectwem prawdy o naszym dotychczasowym życiu, świadectwem, dzięki
któremu prawda ta może nam się uprzystępnić.

Sny duchowe

Istnieją też jednak sny wychylone w stronę przyszłości. Nie w formie proroctwa –
z tym się osobiście nie spotkałam – ale jako wskazówka „jak żyć”, próbka nieznanego
dotąd stanu wewnętrznego, emanacja niepoznanej w życiu prawdy, wyświetlenie
sensu życia, przeznaczenia. W snach tych – nazwijmy je duchowymi – ludzie doznają
szczególnych, zwykle po raz pierwszy przeżywanych uczuć. Mój przyjaciel śnił, że
unosi się gdzieś ponad dachami domów, widzi i słyszy ludzi w ich mieszkaniach,
zapada zmierzch, wschodzi księżyc, a jego ogarnia niezwykły spokój, przekonanie, że
wszystko jest takie, jak być powinno. Jednocześnie doznał głębokiego poczucia ładu
i harmonii. Czuł, że w jakiś sposób może być mieszkającym tu ludziom przydatny, że
chce i umie sprawować nad nimi pewien rodzaj opieki i był w spokojny, spełniony
sposób szczęśliwy. Nigdy przedtem takiego stanu nie doświadczył.

Zaś najbardziej drogocenny sen, o jakim słyszałam, należał do mojej mamy. Nie była
ona osobą religijną, jak mówiła, „trzymała się od Boga z daleka i z wzajemnością”.
Była na wskroś trzeźwa, konkretna, racjonalna, nie przekonywało ją nic, czego nie
dało się dotknąć, i nie miała w wielkim poważaniu uczuć, którym z gruntu nie ufała.
Pół roku przed śmiercią, w trakcie postępującej choroby nowotworowej, przyśniło jej
się, że idzie pod górę ciemnym korytarzem ku przeświecającej z dala jasności. Zbliża
się i widzi, że czeka tam na nią jej nieżyjąca rodzina – matka, brat i dwie siostry,
wszyscy zanurzeni w pięknym świetle. Przede wszystkim czekała ją tam jednak miłość,
wszechogarniająca, czysta miłość, jak niebywale czyste powietrze, miłość – jak
powiedziała – „jakiej tu, na ziemi, nie ma”.
Po obudzeniu sen nie stracił na wyrazistości, z upływem godzin i dni jego znaczenie
nie zblakło, doświadczenie – jedyne w swoim rodzaju i unikalne w życiu mojej mamy
– było ciągle żywe, dostępne, prawdziwe. Takie jest i dla mnie wiele lat po jej śmierci.
Oglądajmy nasze sny, zapraszajmy je, zapamiętujmy. Mogą być królewską drogą do
wiedzy, o której się filozofom nie śniło.

 

Maria Król - Fijewska

Tekst został opublikowany w czasopiśmie „Życie duchowe” nr 79/2014

X