Tajemnica Tajemnic

Każdy z nas ma swoją tajemnicę. Swój intymny, mały świat, dzięki któremu możemy zachować granice własnego „ja”. Intymny świat, który rozbudowujemy przez całe życie i którego zaciekle bronimy, jeśli zajdzie potrzeba. Bywa jednak, że broniąc swoich sekretów, zatracamy się. Bo nie dość, że nie zdradzamy ich nikomu, to jeszcze, by je ukryć, musimy kłamać, zmyślać, przeinaczać rzeczywistość. W takich wypadkach tajemnice, które pierwotnie budowały nasz świat, mogą go zniszczyć. Kiedy i jakie tajemnice warto zatem pielęgnować? Komu i w jakich okolicznościach je zdradzać? A co powinno zostać wiadome tylko nam?

Być może domyślasz się, jakie obrazy stają mi przed oczami, gdy w czasie rozmowy nagle się zamyślam. Nigdy jednak ani Ty, ani żadna, choćby najbliższa mi osoba, nie będziecie wiedzieć tego, co ja wiem, widzieć tego, co ja widzę i uświadamiać sobie w całej pełni tego, czego ja jestem świadoma. Ten – posługując się terminem Wiliama Jamesa – „osobowy charakter świadomości” izoluje każdego z nas od całej reszty świata i stawia w roli decydentów: czym się podzielić. Co ujawnić wszystkim, a co zachować tylko dla wybranych osób? Czego nie powiedzieć nikomu?

Psycholog, a szczególnie terapeuta, częściej niż inni – nie licząc duchownych – wysłuchuje ludzkich sekretów. Ludzie powierzają mu je, wiedząc, że jest zobowiązany do pełnej dyskrecji. Powierzają, gdy zbyt ciężko jest im nosić je dalej samotnie. Gdy czują, że obciążenie tajemnicą przeszkadza im w odzyskaniu zdrowia i szczęścia. Gdy boją się otwarcie przyjrzeć czemuś, co ich napawa lękiem i chcą to zrobić z kimś drugim, kto będzie się mniej bał.

Ludzie wyznają swoje sekrety nie tylko w gabinecie terapeutycznym i w konfesjonale. Mówią je też przyjaciołom, znajomym. Niektórzy ludzie z jakichś względów są chętnie wybierani do roli powierników. Jednak z mojej obserwacji wynika, że ci nieprofesjonalni tragarze sekretów znacznie silniej odczuwają ich ciężar. Profesjonaliści, obwarowani zawodowymi normami, po pewnym czasie wytwarzają w swojej wewnętrznej przestrzeni jak gdyby specjalne miejsca na te poufne dane „nie do użytku zewnętrznego”. Zwykle treść tajemnicy jest dla nich mniej szokująca niż dla tych, którzy wysłuchują sekretów niezawodowo.

Paczka z bombą w środku

Ludzie ukrywają przede wszystkim to, czego się wstydzą oraz to, czego ujawnienie pociągałoby za sobą ich zdaniem niedobre konsekwencje. Koleżanka terapeutka opowiadała mi o pewnej pacjentce, która po intensywnej terapii, w trakcie pożegnalnej sesji postanowiła sprostować kłamstwo, którego dopuściła się wobec terapeutki. Chodziło o pewną zawiłą sprawę, o której nie mówiła nikomu ze swoich znajomych. Wiedziała o tym tylko najbliższa rodzina, a i to nie wszyscy. Otóż, jak wyznała, jej mąż nie był wcale starszy od niej o rok. Był o rok młodszy.

Możliwy zakres tematów ludzkich tajemnic jest bardzo szeroki, jednak pewne sprawy ukrywane są częściej niż inne. Do takich należą np. te związane z ciałem i zdrowiem. Bo chociaż w Polsce panuje wyjątkowa otwartość w sprawach chorób i nawet nieznajomi w pociągu opowiadają takie szczegóły swoich dolegliwości, które w innych krajach powierza się wyłącznie lekarzowi, to i u nas pewne choroby mogą być wstydliwe. Jeden z moich kuzynów w wieku 18 lat przeszedł operację – jak wszystkich poinformowano – usunięcia wyrostka robaczkowego. Bardzo się więc zdziwiliśmy, gdy 20 lat później pogotowie zabrało go w trybie nagłym do szpitala z powodu... zapalenia wyrostka. Jak się okazało, przed laty kuzyn – przekonany, że przypadłość uwłacza jego męskości – okłamał wszystkich. Wstydził się przyznać do operacji, która tak naprawdę wiązała się z niezstąpieniem jądra. Ciekawe jednak, że mając 40 lat, ów kuzyn wyjaśnił nam to zupełnie swobodnie – jego wstyd minął.

Czasami ludzie ukrywają choroby, które same z siebie nie są wstydliwe. Ukrywają je jednak przed najbliższymi nawet osobami, ponieważ ujawnienie oznaczałoby zwrócenie na chorobę uwagi, przyznanie jej statusu czegoś realnie istniejącego. Zgodę na rozpakowanie paczki z bombą w środku.

Rodzinne tabu

Bardzo ważnym tematem sekretów są informacje związane z pochodzeniem dziecka. Ponieważ zwykle nie pamiętamy wydarzeń, które miały miejsce przed trzecim rokiem życia, teoretycznie łatwo jest okłamać dziecko, że urodziło się w innej rodzinie niż się urodziło, z innego ojca lub matki. Sekrety dotyczą szczególnie wczesnych adopcji. Obecnie dużo częściej mówi się dzieciom, że zostały adoptowane, ciągle jednak jest to kwestia wyboru rodziców.

Swego czasu w ośrodku, w którym pracowałam, znajdował się na oddziale młody człowiek zupełnie zagubiony w swoich uczuciach, potrzebach, planach. Robił wrażenie ogólnie zdezorientowanego. Któregoś dnia do jednego z terapeutów zgłosiła się matka chłopca z informacją, że syn został adoptowany w wieku 6 miesięcy. Ona nigdy mu o tym nie powiedziała. Terapeuta uważał, że matka powinna wyjawić tajemnicę. „Teraz? Gdy on jest w takim złym stanie? – przeraziła się kobieta. – I tak nie może się odnaleźć w życiu, a jeszcze straci ostatnie oparcie”. Terapeuta uważał jednak, że chłopak oparcie zyska – pierwszy raz w swoim życiu dotknie czegoś, co nie będzie złudzeniem, czyli prawdy. Kobieta długo się jednak wahała, a leczący byli w trudnej sytuacji – wiedzieli o pacjencie coś, czego on nie wiedział. To utrudniało emocjonalną otwartość. Chłopiec znów znalazł się w sytuacji, w której był przez całe życie – inni wiedzieli o nim więcej niż on, byli połączeni tajemnicą, w której on nie brał udziału.

Podobne sytuacje zdarzały się dzieciom pochodzenia żydowskiego. Słyszałam wiele relacji o tym, że dopiero w 1968 roku, w związku z wystąpieniami o charakterze antysemickim i podejmowanymi decyzjami o wyjeździe z Polski, rodzice decydowali się wyjawiać nastoletnim dzieciom, że są pochodzenia żydowskiego. Często okazywało się wtedy, że ci młodzi ludzie dowiadywali się o tym jako ostatni, że nie tylko ich rodzina, ale i koledzy, koleżanki, sąsiedzi, doskonale o wszystkim wiedzieli. Był to temat plotek, które jednak nigdy przy dziecku nie zostały głośno wyrażone.
Obecnie atmosfera tajemnicy wokół pochodzenia żydowskiego jest słabsza. Ludzie częściej mówią o tym w gabinetach terapeutycznych, rozważają swoje uczucia, dzielą się nimi z przyjaciółmi, przezwyciężają społeczne tabu ciszy wokół deklaracji: „Jestem Żydem”.

Podobną etykietą najgłębszego sekretu opatrzone były informacje o pochodzeniu z innych grup dotykanych prześladowaniami, np. o pochodzeniu łemkowskim. Znam historię mężczyzny, którego rodzice zostali przesiedleni do Wrocławia w ramach akcji „Wisła”, i który spędził dzieciństwo w przekonaniu, że jeżeli wymknie mu się jakakolwiek sugestia, że jest Łemkiem, to sąsiedzi z bloku wypędzą go wraz z całą rodziną poza granice miasta.

Wiele elementów historii rodziny może wlec jakieś utajnienia. Rodzice ukrywają, że byli wcześniej w innym związku, że mieli dziecko, które umarło, albo że podjęli decyzję o aborcji. Aborcja jest zresztą sekretem nie tylko wobec dzieci. Bardzo często kobiety ukrywają dawną aborcję przed aktualnym partnerem lub mężem. Czasem nie mają w ogóle nikogo, z kim czułyby się na siłach otwarcie porozmawiać. Walki polityczno-partyjne wokół zakazu aborcji i coraz ostrzejsze słowa, jakimi określa się kobiety, które usunęły ciążę, zanurzają je w jeszcze głębszą ciszę. Terapeuta jest tu niejednokrotnie pierwszą osobą, przed którą kobieta odsłania swoje przeżycia.

Gdy trzeba kłamać

Jednym z najtrudniejszych do ujawnienia sekretów jest doświadczenie określane jako „molestowanie seksualne w dzieciństwie”. Obejmuje ono wydarzenia tak różne, jak lubieżne głaskanie przez sąsiada w windzie i trwające całymi latami gwałcenie przez ojca. Czasami dzieci pamiętają te wydarzenia i nawet kiedyś próbowały o tym komuś opowiedzieć. Spotkawszy się jednak z niezrozumieniem i niewiarą, a nawet odrzuceniem, milkną. I zamieniają swoje doświadczenie w tajemnicę. Zdarza się też, że sekret jest jakby zahibernowany – człowiek kiedyś to wiedział, pamiętał, obecnie jednak nie wie, że to wie. Dopiero jakieś szczególne wydarzenie – przeżycie jakiegoś ciepłego i otwierającego spotkania lub odwrotnie: ostry wstrząs – przywraca nagle świadomość pamięci.

Tajemne czynności seksualne, w które wciągane jest dziecko, inicjują rozpad świata na dwie części – oficjalną, gdzie panują zwykle powszechnie uznawane normy, i mroczną, w której te normy zostają przekroczone przez osoby o wyższej niż dziecko pozycji. Te dwa systemy rzeczywistości dzieli bariera milczenia. W jednym świecie nie mówi się o drugim, w drugim świecie pierwszego świata nie ma. Pod pewnymi względami podobny rozpad świata na dwie części strzeżone tajemnicą ma miejsce w rodzinach alkoholowych. Czasem alkoholik jest ogólnie szanowaną osobą i cała rodzina pilnie strzeże, aby nikt się nie dowiedział, co mówi i robi każdego dnia, gdy tylko zacznie pić.

Kiedyś przyjechała do mojego ośrodka kobieta z innego miasta, żona wybitnie szlachetnej postaci-legendy. Za zamkniętymi drzwiami gabinetu wyznała, że nieżyjący już wtedy od kilku lat mąż przez całe życie pił, upijał się, czasami powodując drastyczne sceny. A jednocześnie był dla setek osób wzorem, podporą, najwyższym autorytetem, mentorem. Ta kobieta przyjechała, aby poradzić się w zmartwieniu – otóż powstawała książka o mężu, autorzy przepytywali najbliższą rodzinę i córka oświadczyła nagle, że ma dosyć krycia ojca. Moja pacjentka chciała za wszelką cenę zachować jego legendę. Przyjechała poradzić się, jak utrzymać sekret.

W opisanym przypadku, jak i w wielu podobnych, tajemnica utrzymywana jest przez wiele lat w sposób wymagający ogromnego zaangażowania i wysiłku. Tu nie wystarczy, jak w przypadku niektórych sekretów, „nie mówić”. Tutaj trzeba kłamać: że ojca czy męża nie ma w domu, gdy leży pijany; nie wpuścić pod jakimś pretekstem koleżanki, która nagle wpadła; tłumaczyć sąsiadom, że te krzyki to za głośno nastawiony telewizor. A przede wszystkim stale zachowywać czujność, żeby z tajemnej rzeczywistości nic nie prześlizgnęło się do świata realnego.

Rozdwojona rzeczywistość

Rzeczywistość oficjalna i tajemna występuje też w sytuacji zdrady. Tu również, o ile nie jest to pojedynczy epizod, który na dodatek wyszedł na jaw, trzeba rozwinąć w sobie kompetencje do szczelnego rozdzielania światów. Dla wielu osób jest to tak wielkim obciążeniem, że zaczynają pojawiać się reakcje nerwicowe i zgłaszają się po pomoc. Zdarzają się jednak osoby – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – dla których życie w odseparowanych rzeczywistościach stanowi jedyną dostępną możliwość osiągnięcia poczucia pełni funkcjonowania.

Znałam pewnego urzędnika ministerialnego, który jako szef utrzymywał osobiste relacje naznaczone damsko-męską fascynacją z każdą z piątki swoich podwładnych. Przy czym każda z tych pań czuła się wyróżniona i nie podejrzewała, że pozostałe panie też mają z szefem szczególne układy. Wszystko to było precyzyjnie zabezpieczone tajemnicami, ponieważ mężczyzna ten miał żonę, o której wyrażał się z największym uznaniem, oraz dodatkowo stałą partnerkę.

Z pewnością daleko posunięte rozszczepienie „ja” musiało charakteryzować też tajnych współpracowników służb bezpieczeństwa. Z ujawnianych obecnie materiałów dowiadujemy się o charakterystycznych dla nich cechach funkcjonowania w dwóch rzeczywistościach. Jak się wydaje, naprawdę dobry tajny współpracownik był człowiekiem w pewnym sensie ideowym i szczerym – szczerze zachowującym się w obszarze każdego z podsystemów rzeczywistości. W obu bywał komuś pomocny, w obu wobec kogoś lojalny. Jednak światy te były w stanie pełnej wojny i jest intrygujące, w jaki sposób udawało się tym ludziom całymi latami unikać wewnętrznej konfrontacji między swoimi działaniami. Jak odpowiedzieliby na pytanie: „Kim naprawdę jestem?”.

Rzeka tajemnic

Pisząc kolejną stronę o zawartości naszych sekretów, mam coraz silniejsze wrażenie, że nie ogarnę całego obszaru, że za każdym zakrętem pojawiają się coraz to nowe tematy. A ukrywanie porażek? Bogactwa? Biedy? Orientacji seksualnej? Pochodzenia społecznego? A tajemnice związane z przestępstwami? Tajemnice nastolatków: o alkoholu, papierosach, seksie? O narkotykach? Robienie przez kobiety tajemnicy ze swojego wieku?

Wiele osób czyni sekret z uczuć. Na przykład nienawidzą kogoś, a udają życzliwość. Albo – może częściej – odwrotnie: ktoś ukrywa miłość. Kocha kogoś, kogo nie powinien kochać lub kto nie odwzajemnia jego uczuć i dlatego udaje, że nic do niego nie czuje.

Zgromadziłam tutaj te wszystkie sekrety, niegroźne i bardzo groźne, pojedyncze i ciągnące się przez całe życie, smutne, chore albo śmieszne, dziwne i takie, z którymi do czynienia miał prawie każdy z nas. Zgromadziłam, żeby na nie popatrzeć.

Może dla kogoś nadeszła właśnie chwila, żeby coś odsłonić? Żeby powiedzieć do zaufanej osoby: „Za trudno mi dalej samemu nieść ten ciężar”. Albo zupełnie inaczej: „I po co tyle lat się męczyłam? Przecież to była taka błaha sprawa”.

 

Maria Król - Fijewska

Tekst ukazał się na łamach miesięcznika "Charaktery" nr 1/2007

X