Przeszczep głowy czy przeszczep torsu?

Przeczytałam ……. i zrobiło mi się słabo i smutno.

Idąc ulicą zastanawiałam się, o czym napiszę w kolejnym felietonie. Pomysł już miałam od dawna, ale temat wydawał mi się za mało atrakcyjny, bo kogo zainteresuje moje spotkanie z parą bezdomnych?

Zatrzymałam się koło kiosku z gazetami i zwróciłam uwagę na październikową okładkę „Świata wiedzy” - w oczy rzuciły mi się słowa o przeszczepach głowy. Gazetę kupiłam.

W artykule tytułowym z okładki pt. „Oszukać śmierć” podana jest informacja, że transplantacja głowy (człowieka) odbędzie się w Chinach jeszcze w tym roku pod kierownictwem doktora Xiaopina Rena z udziałem włoskiego neurochirurga Sergia Canovera, pomysłodawcy operacji.

Zabiegi takiego typu mają być ratunkiem dla śmiertelnie chorych. Według włoskiego neurochirurga specjalna technika przeprowadzenia przeszczepu pozwoli przenieść też osobowość i wspomnienia pacjenta (biorcy torsu).

Zdaniem doktora Canavero  „Za dwadzieścia – trzydzieści lat będziemy przeszczepiać głowy chorych na wychodowane na podstawie ich własnych genów, sklonowane ciała.”

I nie trzeba będzie umierać, dopóki nie umrze głowa (mózg) – to perspektywa medycyny w przyszłości.

Przeczytałam artykuł i zrobiło mi się słabo. Lecz słabości tej nie wywołało wyobrażenie sobie medyczno – technicznych szczegółów takiego przeszczepu, ale …. nie wiem co.

O planach neurochirurgów przeszczepu głowy (chyba powinno być torsu dawcy, bo do głowy biorcy) czytałam już kilka lat temu. Jednak, te kilka lat temu byłam młodsza i choć zastanawiałam się wówczas m.in. nad aspektami etycznymi takiego przeszczepu, to nie uświadamiałam sobie, tak jak dziś, że być może są granice, których człowiek przekraczać nie powinien.

Jeśli człowiek to nie tylko powłoka fizyczna zbudowana z atomów tworzących związki chemiczne, ale też i niematerialna dusza „współpracująca” z materialnym mózgiem – to sprawa przeszczepu torsu do głowy może nieść za sobą wiele problemów zarówno dla biorcy, jego bliskich, a też i dla rodziny dawcy.

Człowiek ciężko chory, sparaliżowany, często owładnięty bólem, skazany do końca życia na opiekę innych – prawdopodobnie marzy o terapii, która pozwoli mu na uzyskanie choćby częściowej sprawności, a co dopiero całkowitej. Teoretycznie może temu służyć przeszczep torsu od innego człowieka.

Ale, jak na taki przeszczep zareaguje psychika biorcy? Czy czyjeś ciało uzna za swoje? I czy jego osobowość jednak nie zmieni się?

A rodzina dawcy, przyzwyczajona do ciała zmarłego bliskiego – jak będzie czuła się, gdy zobaczy ciało bliskiego z inną głową?

Napisałam, że człowiek, to nie tylko atomy  (ciało), ale być może i dusza. A ponieważ mamy ciała i zmysły, to drugiego człowieka kochamy właśnie przez te zmysły – przez spojrzenie, w którym „odczytujemy” duszę i miłość, przez dotyk, którym czujemy bliskość.

Zastanawiam się więc, czy głowa bliskiego na obcym ciele będzie miała to samo spojrzenie? Czy nowe ciało bliskiego będzie miało ten sam dotyk? Czy nowy głos bliskiego  będzie brzmiał tak, jak dawniej? Czy nowy bliski będzie tym samym bliskim?

A najważniejsze, czy nowy bliski będzie czuł się sobą, czy osobą z tożsamością zagubioną w świecie?

Pomijam już aspekty biologiczne związane z takim przeszczepem. Wspomnę tylko , że   flora bakteryjna układu pokarmowego wpływa na nasze zachowanie, a komórki nerwowe znajdujące się w jelitach,  np. na nastrój. Jakie cechy będzie miał układ pokarmowy po przeszczepie?

W artykule „Oszukać śmierć” przeczytałam także, że w niedalekiej przyszłości medycyna klasyczna zostanie połączona z zaawansowaną technologią i chipy w naszym ciele sprawią, że starość będzie uleczalną chorobą i „ …….wkrótce ludzie będą dożywać 1000 lat. Co najmniej!”

Jestem już stara, ale nie chcę mieć w ciele chipów, które przedłużą mi życie do tysiąca lat. Po co? Przez te tysiąc lat pewnie i tak nie zdążyłabym przeczytać książek, których do tej pory nie przeczytałam. A poza tym jestem biedna i nie stać byłoby mnie na korzystanie z nowoczesnej medycyny, podobnie, jak większości ludzi.

Przecież, już w obecnych czasach ludzie umierają z głodu, z pragnienia, z braku środków opatrunkowych i podstawowych leków. A co będzie, gdy cyborgami stanie się część z nas?

Prawdopodobnie powstaną nierówności społeczne, jakich nie było od początków historii ludzkości.

I jeżeli nasz świat będzie istniał jeszcze sto, dwieście, czy tysiąc lat? – Nie są potrzebne prognozy naukowe i powieści science fiction. Wystarczy wyobraźnia.

Nie jestem oczywiście przeciwniczką rozwoju nauki i wykorzystywania jej osiągnięć w praktyce. Bez nich nie byłoby, np. niektórych technik badań diagnostycznych i leczniczych w medycynie, czy internetu.

Może więc, śmierć niech zostanie z ludźmi, a rządzenie Wiecznością z bogami?

Mój kuzyn, profesor nauk ścisłych, powiedział kiedyś, że im jest starszy, tym bardziej czuje się bliżej Wieczności. I ja teraz tak czuję i myślę. I nie jest mi już słabo i smutno.

 

Krystyna Poznańska - Ostrowska

Dziennikarka, socjoterapeutka oraz systemowa terapeutka rodzinna. Publikowała m.in. w "Życiu Warszawy" i "Nowinkach Psychiatrycznych". Związana z INTRĄ od kilkunastu lat. Obecnie jest odpowiedzialna przede wszystkim za organizację staży studentów naszych szkół psychoterapeutycznych.

X