Prawdziwa asertywność

Elżbieta Królak

Słowo „asertywność” zdewaluowało się nieco w ostatnich latach. Często używa się go w odniesieniu do zachowań czy postaw, które asertywne już nie są, bo brakuje w nich szacunku i uważności na drugiego człowieka. „Asertywny” mówi się więc o kimś, kto broniąc swojego zdania uraża innych. Czasami trudno uwierzyć, że osoba ta nie widzi, jak potem czują się ludzie, których skrzywdził.

Nie o takiej „asertywności” będę w tym artykule pisać.

Prawdziwa asertywność oznacza bycie sobą, bez ranienia innych. Obydwa te elementy muszą być zachowane. Asertywność oznacza szacunek dla siebie i drugiego człowieka. Chodzi w niej o utrzymanie kontaktu z własnymi potrzebami i pragnieniami, nie zaś o dążenie do uzyskania tego, czego się pragnie za wszelką cenę. Tam, gdzie celem działania staje się przede wszystkim skuteczność (niektóre poradniki opisują asertywność jako szczególnie skuteczną metodę osiągania tego, czego się chce), pomija się często kwestie szacunku, godności własnej, a sięga do manipulacji, nacisku, odcinania od kontaktu z drugą osobą. Miernikiem tego, czy nasze zachowanie było rzeczywiście asertywne, jest zadowolenie z tego, jak wyraziliśmy siebie, choć nie zawsze będzie to oznaczało osiągniecie zamierzonego celu.

Asertywne porozumiewanie się oznacza mówienie prawdy. Wymaga zdawania sobie sprawy z tego, co się myśli i czuje. Oznacza utrzymywanie kontaktu ze sobą, by wiedzieć, czego się chce, oraz umiejętność wyrażenia tych pragnień.

Dlaczego czasami niechętnie przyznajemy się – nawet wobec siebie – do naszych prawdziwych myśli i uczuć? Przeważnie dlatego, że sami ich nie akceptujemy, osądzamy siebie i myślimy, że powinniśmy być kimś innym niż jesteśmy. Asertywność wymaga więc akceptacji siebie.

Pierwszym krokiem w uczeniu się asertywności jest kontaktowanie się ze sobą. Dzięki temu rośnie nasza świadomość i potrzeba zmian, dzięki którym będziemy mogli żyć tak, jak chcemy. Proponuję małe ćwiczenie:

  1. Pomyśl, co lubisz w życiu, a czego nie robisz. Wybierz trzy rzeczy.
  2. Tak zaplanuj czas w najbliższym tygodniu, aby zrealizować dwie z tych trzech rzeczy. Wyznacz sobie na ich realizację konkretny termin..
  3. Zrób je i zwróć uwagę, jak się teraz czujesz.

Nauka asertywności to nie tylko trenowanie lepszego wyrażania siebie.

Praca nad zmianą zachowań prowadzi do zmiany wewnętrznej. Osoba, która do tej pory była uległa, przestaje pozwalać na przekraczanie granic swojego terytorium, zaczyna wypowiadać swoje opinie, domagać się czegoś dla siebie. Młody nauczyciel, który przed podjęciem pracy nad zmianą bał się każdego spotkania z rodzicami uczniów, zaczyna jasno, szczerze i wprost wyrażać swoje opinie i wymagania, uwzględniając jednak przy tym wrażliwość, kompetencje i poziom intelektualny rodziców swoich uczniów.

W takich sytuacjach ogromnie ważne jest uwzględnianie przez nauczyciela rangi społecznej, jaką nadaje mu wykonywany zawód. Mimo pewnego spadku prestiżu tej profesji, dla wielu rodziców zdanie nauczyciela w sprawie ich dziecka wciąż jest niczym wyrok. Przy tego typu relacji szczególnego znaczenia nabiera, by profesjonalista nie nadużywał swojej pozycji. Posiada ją z racji wiedzy, prestiżu wykonywanego zawodu oraz wpływu, jaki ma na rozwój i osiągnięcia dziecka w szkole. Jeśli chce zachować się asertywnie, nie powinien pouczać (a więc zaczynać wypowiedzi od słów: „powinno się”, „trzeba”, „należy”, „musicie”), a przedstawić fakty oraz opinie oparte na wiedzy, obserwacji i konsultacji z innymi, a także zaproponować plan działań, najlepiej wspólnych.

Niektórzy nauczyciele mają tendencję do przyjmowania zbyt dużej odpowiedzialności za rozwiązywanie problemów swoich uczniów. Pewnie można by podać wiele przykładów działań z ich strony, które okazały się korzystne dla uczniów. Czasami jednak pedagodzy ponoszą za to ogromne koszty emocjonalne. Jeśli udaje się przełożyć zaangażowanie w trudne sprawy dziecka na konkretne postępowanie, to dobrze. Słuchałam jednak wiele razy o znakomitych pomysłach pedagogów, jak rozwiązać różne problemy, i czułam ich ogromne emocjonalne uwikłanie. Jest jednak granica wpływów instytucjonalnych czy innych zewnętrznych na rodzinę ucznia. Dlatego czasami trzeba postawić granicę sobie i powiedzieć: „Możesz to, co możesz”.

W każdej sprawie spróbuj określić, na co masz wpływ, a na co go nie masz, np. co możesz zrobić, gdy rodzic wymaga piątek od dziecka, któremu nauka przychodzi z trudem. Możesz opowiedzieć mu o tym, jaki stres przeżywa jego syn czy córka w związku z nadmiernymi wymaganiami, jakie mogą być tego konsekwencje. Możesz zapoznać go z twoją opinią i twoim poziomem wymagań. Przekonywanie i pouczanie, w którym padną słowa w stylu „Powinni państwo”, nie będzie asertywną komunikacją i pewnie nie osiągniesz porozumienia w tej sprawie.

W obecnej sytuacji społecznej niektórzy rodzice o wyższym statusie społecznym traktują nauczyciela „z góry”. Czasami wywierają presję psychiczną, grożą, manipulują. Nie warto kontynuować rozmowy w takich warunkach. Jeśli źle się czujesz w tego typu relacji, możesz zaprzestać rozmowy, powiedzieć, jak się czujesz i czego sobie nie życzysz, np. „Próbuje mnie pan zmusić do zmiany oceny na na świadectwie dziecka. Nie zgadzam się na taki sposób prowadzenia naszej rozmowy. Mogę rozmawiać o ocenie, jaką wystawiłam, jeśli przestanie pan zmuszać mnie do jej zmiany”. Pamiętaj, że jako ludzie macie takie same prawa i nie może być tak, by ktoś zmusza do czegoś drugiego człowieka za pomocą krzyku, gróźb czy wymachiwania rękoma.

Stanowcze postawienie granicy i wzajemny szacunek w prowadzonej rozmowie zwiększa prawdopodobieństwo, że następnym razem rodzic będzie bardziej uważny. Nie ma jednej właściwej odpowiedzi asertywnej na wszystkie tego typu sytuacje. Każdy nauczyciel w relacji z określonym rodzicem zachowa się inaczej, bo „być sobą” każdego z nas wygląda inaczej. Wpływ na postawę i sposób wyrażania ma chociażby aktualna sytuacja życiowa czy etap rozwoju zawodowego. Łatwiej też być sobą, gdy czujesz oparcie w dyrekcji czy w innych nauczycielach, ale sprawa relacji i asertywności w gronie nauczycielskim to inny temat.

Nie tylko rodzice przekraczają granice nauczyciela, zdarza się to też uczniom, czasem nawet całej klasie. Oczywiście można powiedzieć, że to nie ich wina, że tak zostali wychowani w domu. Być może dziecko nie dostało dobrego wzorca od rodziców, ale powinno dostać taki wzorzec w szkole. To od wychowawców będzie uczyć się stawiania osobistych granic, a w konsekwencji również nieprzekraczania granic drugiego człowieka.

Czasem dzieci wypytują nauczyciela o sprawy osobiste. Bywa to niekiedy wyrazem ich sympatii, podziwu. Zawsze jednak masz prawo powiedzieć, że nie chcesz o tym rozmawiać, zamiast opowiadać o swoich dzieciach, mężu itd. a potem czuć, że jakaś twoja granica została naruszona.

W ostatnich latach słychać, że tu i ówdzie nauczyciele przechodzą z uczniami i rodzicami na „ty”. Bywa, że to konwencja przyjęta jest w całej szkole (zazwyczaj średniej albo społecznej). Trudno się takiej tendencji przeciwstawić, jeśli jako jedyny nie masz na to ochoty. A przecież każdy ma prawo wyboru, kogo i jak blisko do siebie dopuszcza. Forma „Pan/Pani” bardziej podkreśla role, w jakich funkcjonujemy w określonych warunkach instytucjonalnych. Na ogół ułatwia postępowanie, choć może utrudniać kontakt. Gdy na relacje zawodowe nakładają się relacje towarzyskie, następuje pomieszanie ról i w złożonych sprawach łatwo się pogubić, np. może być trudno postawić jedynkę synowi rodziców, u których byłaś wczoraj na grillu, z którymi jesteś na „ty”. A z drugiej strony wiesz, że jak nie postawisz sprawiedliwej oceny, to będziesz nieuczciwa wobec innych dzieci.

A co z przechodzeniem na „ty” z uczniami? Jedni uważają, że grozi to utratą autorytetu, inni sądzą coś wręcz przeciwnego: że sprzyja to dobremu kontaktowi z wychowankiem. Moim zdaniem jakość relacji z uczniami nie zależy od tego, czy jesteś z nimi na „ty”. Zależy natomiast od tego, jaki jesteś w tej relacji. Na pewno nie poprawi twojej pozycji (i budzi moją osobistą niezgodę) chodzenie z uczniami na piwo. A poza tym zwracanie się przez młodzież per „ty” do wychowawcy wciąż jest w Polsce kulturowo obce.

Rolą nauczyciela jest m.in. ocenianie klasy, ucznia, sytuacji. Od razu nasuwa się uwaga na temat nauczycielskiej potrzeby bycia perfekcyjnym. Osobiste wymagania i oczekiwania  społeczne, dotyczące tej profesji, nie pozwalają nie wiedzieć. Osobie uprawiającej ten zawód wydaje się, że musi wszystko wiedzieć i odpowiedzieć na każde pytanie. Rzeczywiście, długoletnie obcowanie z ludźmi, wiedza nabyta w procesie kształcenia, doskonalenie zawodowe dają duże kompetencje. Ale przecież nikt nie wie wszystkiego… To truizm, ale niektórym trudno się z tym zgodzić. A więc pozwól sobie nie wiedzieć, daj sobie czas na zastanowienie, poszukiwanie informacji, podjęcie decyzji. Zgoda na własne tempo to też asertywność wobec samego siebie. Każdy z nas ma prawo do niedoskonałości, ma prawo się mylić i popełniać błędy. I każdy sam może to prawo sobie dać i odebrać.

Wróćmy do oceniania. Jak je wyrażać asertywnie? Po pierwsze wyrażamy opinie, a nie oceny. Jest szczególnie trudno, gdy musimy wyrazić krytykę. Konstruktywna krytyka zawiera trzy elementy: fakty, ustosunkowanie i oczekiwanie, np. „Spóźniłaś się już drugi raz w tym tygodniu. To dla mnie nie do przyjęcia. Oczekuję, że przestaniesz się spóźniać”.

W celu przećwiczenia takiej asertywnej krytyki spróbuj pomyśleć o osobie, której w najbliższym czasie będziesz musiał powiedzieć coś krytycznego. Zapisz na kartce treść swojej wypowiedzi według powyższego schematu. Zwróć uwagę, że nie ma tu ocen typu „Jesteś spóźnialski” czy zdań inwazyjnych w rodzaju „Lekceważysz szkołę”. Ustosunkowanie może zawierać twoje uczucia, np. „Czuję się lekceważona”, „Jestem niezadowolona”. Opinie wypowiadamy w pierwszej osobie, np. „Nie podoba mi się twój strój”. To samo dotyczy pochwał, np. „Jestem zachwycona twoim wypracowaniem”. Ważne jest jasne wyrażanie oczekiwań, które zmierzają do konstruktywnego rozwiązania sprawy.

A jeśli ty słyszysz krytykę skierowaną pod twoim adresem? Asertywiści proponują, by potraktować ją jako opinię na swój temat. Jeśli zgadzasz się z nią, to możesz powiedzieć „Też tak o sobie myślę”, natomiast gdy masz przeciwne zdanie, możesz powiedzieć „Inaczej o sobie myślę”. Tu ważne, by nie wdawać się w poszukiwania jedynej prawdy ani nie spierać się, kto ma rację. Mamy prawo do różnych opinii.

Warto wspomnieć, że krytyka skierowana pod naszym adresem często uruchamia Wewnętrznego Krytyka, który może zacząć pustoszyć nasze wnętrze. Mającym skłonność do słuchania go proponuję pracę nad monologiem wewnętrznym. Składa się on z różnego rodzaju negatywnych zdań na własny temat: „Nic nie potrafisz”, „Ciągle popełniasz te same błędy” „Jesteś nieatrakcyjna”. Są to oceny zasłyszane w przeszłości, uogólnienia, które zapadły w pamięć i wciąż ożywają. Nazywamy je zdaniami antyasertywnymi, ponieważ  utrudniają albo wręcz uniemożliwiają różne zachowania. Nie wystarczy je zidentyfikować. Szukamy zdań proasertywnych, które są prawdziwe i dadzą energię potrzebną do podjęcia asertywnych prób. Mogą opierać się na naszych prawach, doświadczeniach bądź wartościach. Przykład: jeśli moje zdanie antyasertywne przed wykładem brzmi „Na pewno będę mieć pustkę w głowie”, to odpowiednim zdaniem proasertywnym będzie: „Wielokrotnie okazywało się, że to, co miałam do powiedzenia, było ważne dla różnych osób” – takie zdanie opieram na własnych doświadczeniach. Komu innemu więcej energii może dodać zdanie „Mam prawo do niedoskonałości”, oparte na prawach osobistych, a jeszcze kto inny wybierze zdanie oparte na wartościach, np. „Zależy mi na propagowaniu tej wiedzy”.

Praca nad monologiem wymaga samodzielnej analizy i gotowości na zmianę w myśleniu o sobie. Można ją wykonać z kimś znajomym, bo czasem trudno wyrwać się samemu za starego schematu. Jeśli masz ochotę na taką pracę, możesz sięgnąć do książki Marii Król-Fijewskiej „Stanowczo, łagodnie, bez lęku”. Tam znajdziesz listę zdań proasertywnych, która może się przydać do utworzenia własnych. Po to, by wreszcie rozwinąć skrzydła. Pamiętaj, że takie zdania działają tylko wtedy, gdy są dla ciebie prawdziwe.

I jeszcze parę słów o asertywnej komunikacji niewerbalnej. Człowiek potrzebuje poszanowania jego przestrzeni osobistej, co oznacza, że dla białych członków klasy średniej w kulturze zachodniej w zażyłych związkach osobistych wielkość dystansu między osobami może wahać się w granicach 15–45 cm, w kontaktach towarzyskich 46 cm–1,22 m, zaś z nieznajomymi 1,22–3,66 m. Ma tu znaczenie indywidualna preferencja, kultura, gęstość zaludnienia na obszarze, w którym się dorastało. Z odległością wiąże się dotyk. Każdy ma inną nań tolerancję. Zwyczajowo lepiej przyjmowany jest dotyk kobiet niż mężczyzn, bo nie jest kojarzony z agresją seksualną. Ten kobiecy mamy też zwykle lepiej oswojony, bo częściej doświadczany w dzieciństwie dotyku matki niż ojca.

Zbyt bliska odległość, dotyk, inwazyjne gesty, długie intensywne spojrzenia to niewerbalne komunikaty, które mogą naruszać nasze granice. Bywają używane w celu zdominowania, wymuszenia czegoś, podporządkowania. Są trudne do konfrontacji, bo agresor łatwo  im zaprzeczy. Liczy się jednak samo podjecie tematu, zwrócenie uwagi na to, co przeszkadza, np. „Czuję się zakłopotana pana spojrzeniem. Proszę, żeby pan przestał”, „ Źle się czuję, gdy wymachuje pan rękoma podczas rozmowy. Przerwę ją, jeśli pan nie przestanie”. Gdy gesty są dwuznaczne, taka postawa z naszej strony sprawi, że nie będziemy biernymi ofiarami, a agresor straci impet. Zawsze też możemy po prostu odejść.

I jeszcze jeden temat, w którym może pomóc asertywne podejście – to nauczycielska frustracja. Nie będę wymieniać jej elementów, bo wciąż są publicznie omawiane. Asertywność to odpowiedzialność, wybór, decyzje. Zrób więc bilans swoich korzyści i strat. I wybierz: czy mimo wszystko dalej chcesz go wykonywać?  Weź odpowiedzialność za ten wybór. Dorosła część twojej osoby wie, że nie ma idealnych rozwiązań, idealnych szkół. Decyzję podejmij dopiero po sporządzeniu bilansu, po uwzględnieniu wszelkich uwarunkowań. A jak decydujesz, to już nie jesteś ofiarą.

Tekst ukazał się magazynie "Psychologia w szkole" nr 4/2015

 

X