Krzyk Edvarda Muncha na Placu Defilad

Coraz rzadziej kupuję gazety. Z jednej strony – gorzej widzę i trudno jest mi czytać, z drugiej – znajduję w nich mniej ciekawych artykułów. Przeważnie kupuję świąteczne wydania „Rzeczpospolitej” („Plus Minus”), „Gazetę Wyborczą”, albo „Gazetę Polską codziennie”.

Czasem, kiedy kupuję „Wyborczą” odczuwam  w spojrzeniu sprzedającego zdziwienie, a nawet naganę, podobnie, jak w przypadku „Gazety Polskiej codziennie”. Chyba najbardziej neutralna dla sprzedawcy i dla mnie jest „Rzeczpospolita”. Niekiedy kupuję trzy tytuły , co już nie budzi zdziwienia u sprzedawcy. U mnie tak, ponieważ, gdy je przeglądam, to odnoszę wrażenie, że żyję w trzech różnych Polskach. A właściwie w dwóch, bo jednak „Rzeczpospolita”, jak wspomniałam (według mnie), zachowuje pewną neutralność i obiektywność w przekazywaniu treści politycznych.

Dziś (wydanie 4-5 listopada 2017 r.) kupiłam tylko „Wyborczą”. Od dłuższego już czasu pomijam tam treści polityczne, ale tym razem nie sposób było nie zauważyć na stronie 6 (zapowiedź na stronie 1) dużego kolorowego zdjęcia przedstawiającego palące się znicze i ludzi zapalających nowe, na Placu Defilad, z dużym tytułem „KRZYK” i zapowiedzią rozmowy redaktora Stanisława Skarżyńskiego z księdzem Adamem Bonieckim.

Tematem rozmowy jest sprawa podpalenia się Pana Piotra Szczęsnego 19 października bieżącego roku na Placu Defilad w Warszawie.

Rozmowa zajmuje całą stronę gazety i dotyczy kwestii politycznych. Ksiądz Boniecki, właściwie tylko w dwóch zdaniach odnosi się do cierpienia Zmarłego („Targnięcie się na własne życie świadczy o straszliwym załamaniu.” i „ To jest cierpienie nie do wytrzymania.”)

Rozmowę przeczytałam dwa razy i nie mogłam uwierzyć, że ksiądz, którego artykuły na tematy religijne uważam, mimo, że jestem agnostykiem, za ciekawe i „ludzkie” – tym razem ogranicza się do krytyki PiS-u.

Nie oceniam postawy księdza Adama Bonieckiego, gdyż uważam, że byłoby to z mojej strony niewłaściwe, ale dziwię się, że ksiądz skupił się na polityce, a nie na cierpieniu człowieka. I to cierpieniu podwójnym. Bo, to nie tylko popełnienie samobójstwa, które, jak mi się wydaje było wynikiem tragicznej niemożliwości pogodzenia się z życiem, ale też i cierpieniem po dokonaniu samospalenia, bo Pan Piotr, po czynie samobójczym żył jeszcze jedenaście dni (nie wiemy, co czuje i myśli człowiek nieprzytomny, czy w śpiączce).

Myślę, że człowiek popełnia samobójstwo, bo jest mu bardzo źle, bo żyje życiem, którego udźwignąć nie może.

Albo świadomie wybiera życie „gdzie indziej”.

Świadomy, z rozsądku wybór drogi, różni się od samobójstwa z rozpaczy tym, że tam, gdzie jest rozpacz i cierpienie – żyć się nie chce i nie umie, bo się nie potrafi dać sobie rady z udręką życia…choć, może w skrytości ducha czeka się na cud? Na jakieś wybawienie…bo jednak chciałoby się żyć dalej.

Jak było w przypadku pana Piotra – nie wiem i nie śmiem się domyślać.

I zapalę znicz Panu Piotrowi, ale nie na Placu Defilad, tylko, gdzie indziej, na przykład pod jakimś drzewem. Zapalę światełko, bo odszedł ktoś z nas, ludzi.

Po przeczytaniu rozmowy z księdzem Adamem Bonieckim pomyślałam o obrazie „Krzyk” Edvarda Muncha. I to właśnie „Krzyk”  Muncha kojarzy mi się ze śmiercią Pana Piotra, a nie ludzie i znicze na placu Defilad w Warszawie.

 

Krystyna Poznańska - Ostrowska

Dziennikarka, socjoterapeutka oraz systemowa terapeutka rodzinna. Publikowała m.in. w "Życiu Warszawy" i "Nowinkach Psychiatrycznych". Związana z INTRĄ od kilkunastu lat. Obecnie jest odpowiedzialna przede wszystkim za organizację staży studentów naszych szkół psychoterapeutycznych.

X