Jestem w stresie

„Jestem w stresie” – często słyszę od znajomych, ale też od nieznajomych w autobusach, kiedy ludzie głośno rozmawiają ze sobą lub przez telefon. Sama też tak mówię do innych i do siebie,  zastanawiając się, czy moje bóle kości wynikają tylko z choroby, czy też są silniejsze przez stres.

W tej chwili, gdy piszę ten tekst – też jestem w stresie, bo nie wiem jak napisać, żeby było to nie tylko ciekawe i korzystne dla Czytelników, ale też wypadło dobrze na łamach facebooka Intry, w której pracują znawcy psychiki ludzkiej. Ten ostatni stresor (czynnik wywołujący stres) spowodowany jest moim Ego, które chcę maksymalnie zmniejszyć, co udaje mi się, ale które jeszcze czasami odzywa się mocniej. Bez dużego Ego -  bez zastanawiania się nad tym, jak wypadnę w oczach innych, co o mnie pomyślą i powiedzą jest o wiele łatwiej żyć.

Stres znany jest człowiekowi od dziesiątków tysięcy lat. Człowiek pierwotny zdobywał pożywienie i dbał o bezpieczeństwo. Mężczyźni pierwotni polowali, bronili przed wrogami kobiety i dzieci, a kobiety pierwotne zajmowały się dziećmi i gospodarstwem. Gdy mężczyźni szli na polowanie -  siedziały ze sobą i dziećmi, rozmawiały, śpiewały, czekały ma mężczyzn. Stąd, jak dowodzi nauka, dla kobiet ważne są kontakty emocjonalne, a dla mężczyzn koncentrowanie się na konkretnych zadaniach.

W czasach pierwotnych stres dla człowieka był dobrodziejstwem. Był to stan psychofizyczny, w którym człowiek walczył lub uciekał. Musiał szybko podjąć decyzję. Mięśnie napinały się, oddech stawał się szybki i płytki, tętno przyspieszało. Człowiek nabierał olbrzymich sił. Mężczyzna stawał się gotowy albo do zwycięskiego pokonania wroga, upolowania zwierzęcia, albo do skutecznej ucieczki. Potem wracał do kobiet i dzieci, rozluźniał się, oddychał głęboko i odpoczywał.

Człowiek współczesny po żywność idzie do sklepu. Mężczyźni nie polują i nie bronią swoich kobiet i dzieci. Pomijam tereny wojenne i obszary z cechami kultur pierwotnych.

Jednak w przeciwieństwie do ludzi pierwotnych, w obecnych czasach przeważnie oddychamy płytko (nie przeponowo), mięśnie mamy napięte i stale jesteśmy gotowi do obrony, ataku lub ucieczki.

Tylko przed czym (kim) mamy się bronić? Kogo (co) mamy atakować? Przed kim (czym) jesteśmy gotowi uciekać?

Stresorami nie są już przecież atakujące dzikie zwierzęta ani napadające wrogie plemiona.

A więc co? A może nic? Prawie nic. Kiedyś, w wiarygodnym artykule przeczytałam, że około 90 procent stresorów pochodzi z naszej wyobraźni. Nie wiemy przecież, co się stanie, ale jeśli mamy jakieś kłopoty, to w wyobraźni „widzimy” ich niekorzystne rozwiązanie. Może to wyobraźnia jest naszym wrogiem?  Oddychamy płytko, szybko, napinamy mięśnie, jesteśmy gotowi do obrony, zadania ciosu lub ucieczki.

I jesteśmy ciągle w stresie. Tylko, że nasze ciało nie jest przygotowane do stałego napięcia, bo, żeby organy w nim funkcjonujące mogły pracować dobrze, czyli żebyśmy byli zdrowi i czuli się dobrze – potrzebne jest rozluźnienie mięśni, głęboki oddech i odpoczynek.

Ludzie pierwotni po okresach mobilizacji organizmu w celach obronnych czy zdobywania pożywienia – odpoczywali. Pójdźmy, więc w ich ślady i ……. odpoczywajmy w chwilach, gdy mobilizacja organizmu nie jest potrzebna.

Pozornie mamy inne potrzeby niż ludzie pierwotni. Pozornie. Bo choć nasz sposób życia jest inny, to tak, jak oni dążymy do tego samego. Do tego, żeby czuć się bezpiecznie wśród swoich, żeby mieć co zjeść i jakieś schronienie (mieszkanie).

Żeby odpocząć, to można na przykład położyć się i swobodnie oddychać koncentrując się na oddechu, a jeśli nie ma  warunków do leżenia, to oddychać przeponowo i skupić się na swoim  oddechu, a nie na wyobraźni podsuwającej często niepomyślne, a nawet tragiczne rozwiązania trudnych spraw życiowych - można nawet czekając w kolejce, czy jadąc autobusem.

Bardzo często sama o tym zapominam, a przecież jest to proste i przyjemne.  Na przykład stoję w długiej kolejce do kasy w sklepie, a osoby przede mną mają załadowane koszyki. I oddech mój robi się szybki, płytki, mięśnie napięte...i jestem gotowa, ale nie wiem do czego, bo wroga nie ma! I przypominam sobie ćwiczenie oddechowe, którego nauczyłam się na jakimś treningu radzenia sobie ze  stresem (w konwencji filozofii buddyjskiej). A więc: wciągam powietrze do brzucha przez nos licząc do pięciu, zatrzymuję powietrze w brzuchu licząc do dwóch, wypuszczam powietrze przez nos licząc do pięciu i licząc do dwóch – bezdech. Oddycham, liczę, czuję oddech w brzuchu i kolejka w sklepie mnie nie obchodzi.

Kolejka w sklepie to banał w porównaniu z wieloma kłopotami, a czasami poważnymi problemami, jakie mamy w życiu.

Ale mechanizm powstawania stresu jest podobny. Ćwiczenia oddechowe nie rozwiążą oczywiście naszych trudności, ale pozwolą spojrzeć na nie inaczej, z perspektywy, z której zobaczymy swoje życie przez realne możliwości jak najlepszego rozwiązania spraw, a nie przez wyobraźnię kreującą niekiedy przerażające scenariusze.

W stresie można być stale i z przewlekłym stresem chodzić do psychoterapeuty, psychiatry, a też i innych lekarzy specjalistów, gdy zaczną się dolegliwości sercowe, układu pokarmowego i różnych innych części ciała.

Choć nie wiemy, co przygotował nam Los i jakie będzie jutro, to od nas zależy jak będziemy to przyjmować.

Żyjmy więc, wzorem ludzi pierwotnych, korzystając ze stresu wtedy, kiedy pomaga, a nie doprowadza do przewlekłych chorób.

 

Krystyna Poznańska - Ostrowska

Dziennikarka, socjoterapeutka oraz systemowa terapeutka rodzinna. Publikowała m.in. w "Życiu Warszawy" i "Nowinkach Psychiatrycznych". Związana z INTRĄ od kilkunastu lat. Obecnie jest odpowiedzialna przede wszystkim za organizację staży studentów naszych szkół psychoterapeutycznych.

X