Felieton oniryczny

31 grudnia obudziłam się rano, ale chciało mi się jeszcze spać, więc ponownie zasnęłam. Po pewnym czasie zobaczyłam siebie leżącą na tapczanie, który znajdował się w otwartym grobie, a niedaleko moich stóp, we mgle, stała Mama. Zerwałam się natychmiast z poczuciem złości, że przyszła po mnie Mama, a nie Basia, Nie chciałam tłumaczyć sobie tego snu, choć złość nadal mnie nie opuszczała. W końcu emocje ustąpiły spokojnej refleksji - przyszła Mama, bo skoro opiekowała się mną przez całe życie, to i teraz dba o mnie i ciepłym ramieniem otoczy, gdy będę przekraczała granice światów.

A Basia? Nie przyszła po mnie – zaczęłam racjonalizować - bo jeszcze nie może, albo, że ma TAM inne, bardzo ważne zajęcia. Przecież kilka miesięcy temu na koncercie muzyka Kamila Radzimowskiego grającego na duduku (drewniany dęty instrument podobny do fletu, który powstał 1 – 3 tysiące lat temu) - gdy w pewnym momencie zamknęłam oczy, to widziałam Basię i siebie. Byłyśmy kilka tysięcy lat temu na pustyni, ubrane w długie szaty, stałyśmy trzymając się za ramiona, a jakiś głos, który nie był głosem, a bardziej telepatycznym przekazem powiedział: „jeszcze dużo trudów przed wami”. I wówczas poczułam, że moją teraźniejszością są te tysiące lat temu, a nie czasy obecne, będące jakimś snem bez znaczenia. A te przepowiedziane trudy już minęły, ale mam zbyt mało zmysłów, aby zobaczyć prawdę.

Na przekonanie o tym, że otaczająca rzeczywistość nie jest realna może pozwolić sobie albo emeryt (jestem), albo twórca dzieł sztuki (nie jestem). Natomiast ludzie młodzi, pracujący, wychowujący dzieci – lepiej chyba, żeby zaakceptowali tzw. normalną rzeczywistość XXI wieku...niestety. Niestety, bo muszą jakoś borykać się z obowiązkami codziennego życia, gdyż Homo sapiens dba o biologiczne i ekonomiczne przetrwanie.

Ale i mnie ostatnio dotknęła paskudna rzeczywistość. Moje ciało (filozof Platon miał rację twierdząc, że dusza jest uwięziona w ciele) zaczęło boleć bardziej niż zwykle i chcąc nie chcąc, znalazłam się u stomatologa. Siedząc na fotelu dentystycznych tortur zaczęłam (już nie pierwszy raz w życiu) zastanawiać się nad tym, że ból fizyczny potrafi pokonać duszę. Nie godzę się z tym! Bardzo boli to paskudne ciało, a ja przypominam sobie najpiękniejsze chwile w moim życiu i najpiękniejszą muzykę, jaką słyszałam. Pomogło. Prawie przestało boleć i dusza wygrała!!!

Podobno mnisi buddyjscy, aby nie zapomnieć o ciele wkładają do sandałów kamienie.
Dusza i ciało. Po co? Nie wiem i pewnie…TU się nie dowiem.

 

Krystyna Poznańska-Ostrowska

X