EUGENE GENDLIN

Eugene Gendlin urodził się w 1926 r. w Wiedniu. Wraz z rodziną wyemigrował do USA uciekając przed nazistami. W latach pięćdziesiątych był studentem Carla Rogersa. Po obronieniu doktoratu z filozofii został wykładowcą filozofii i psychologii na Uniwersytecie Chicagowskim i pozostał nim do 1995 roku. Jego teorie inspirowały Carla Rogersa i częściowo zmieniły jego postrzeganie tego, czym jest psychoterapia. Naturalną konsekwencją tego było wywarcie przez Gendlina wpływu na całe podejście skoncentrowane na osobie.

Dzięki swojemu przygotowaniu filozoficznemu połączonemu z wrażliwością na to, co intuicyjne i „nieintelektualne” był w stanie obronić pomysł, który brzmiał mniej więcej następująco: Istnieje możliwość wnoszenia przez terapeutę (czy doradcę) w kontakt z klientem dodatkowej zawartości bez ingerowania w treść i kierunek jego przeżyć. Można pomóc drugiej osobie głębiej sięgnąć do swojego świata przeżyć nie tylko poprzez odzwierciedlenie i podążanie  za tym, co mówi lub jak się zachowuje, ale również poprzez nauczenie go jak może efektywnie uwzględnić w tym procesie swoje ciało.

Zastanawiając się nad tym, co odróżnia osoby, które w istotny sposób korzystają z psychoterapii od tych, u których trudniej zauważyć efekty, doszedł do wniosku, że te pierwsze zwracają większą uwagę na doświadczenia płynące z organizmu. Rozmawiając z nimi o tym i obserwując, co robią, wyłonił kilka najczęściej się pojawiających elementów i cały proces nazwał focusingiem. Pojawiła się w nim chęć nauczenia tego pacjentów z drugiej grupy. Dylematem do rozwiązania pozostała kwestia doktrynalno- tożsamościowa. Terapeuta humanistyczny w roli nauczyciela lub, nie daj Boże, eksperta od czegokolwiek? Przecież to pacjent wie najlepiej! Skoro nie zwraca sam z siebie uwagi na ciało, to pewnie jest w tym jakaś głęboka mądrość i próba „ręcznego” zmieniania go jest w sprzeczności z założeniami terapeutycznymi. Można tą sytuację porównać do rozterek jakie przeżywali psychoanalitycy oswajając się z tym, że pacjent, poza konfliktami do przepracowania, może też mieć deficyty i czasem trzeba go czegoś nauczyć (naturalnie upraszczam, ale analogia wydaje mi się oczywista).

Metoda którą zaproponował obroniła się zapewne dzięki dwóm argumentom. Pierwszym była prostota i niedyrektywność. Osoba pomagająca nie robi właściwie nic innego poza sprawdzaniem jak problem, z którym przychodzi klient manifestuje się w jego ciele, ze szczególnym uwzględnieniem obszaru miednicy, brzucha, klatki piersiowej i gardła. Powstrzymuje się jednocześnie przed wpływaniem na to, na jaką treść zostanie skierowana uwaga. Drugim argumentem było odwołanie się do roli różnic indywidualnych. Gendlin zwykł mawiać, że są różne rodzaje ciał. Jedni ludzie czują, gdzie znajduje się ich śniadanie od razu, gdy się ich o to zapyta a inni potrzebują na to dłuższej chwili intencjonalnie skierowanej uwagi.  Ci drudzy pochłonięci zastanawianiem się, co im jest mogą nigdy nie dostrzec, co się z nimi dzieje. Tak oto focusing stał się pierwszą dopuszczalną „techniką” w obrębie nurtu skoncentrowanego na osobie.

Kim jest Gendlin jeśli nie myślę o nim przez pryzmat tego, czym by była bez niego psychoterapia humanistyczna? Co wyróżnia go spośród innych twórców zakończonych na „ing” lub „es” metod z nurtu „sensory awareness” czy „mindfulness” przekładających na język współczesny starożytne praktyki uważności różnych kultur i religii?

Otóż szczególnie interesujące wydają mi się efekty potyczek czującego filozofa z językiem. Ich efektem jest koncepcja zawartego w ciele „odczuwalnego sensu”, do którego człowiek przebija się m. in. przez barierę słów w ich słownikowym znaczeniu, by uzyskać odpowiedzi lub chociaż podpowiedzi  z tego obszaru siebie, który wie więcej niż jest w stanie wymyślić rozum. Poszukiwacz tego sensu idzie w tym samym kierunku w którym porusza się osoba szukająca odpowiedzi na pytanie „jaka to emocja”. Nie zatrzymuje się jednak przy emocjach. Te bowiem są już często skojarzone z czymś i jakby domyślne. Otrzymujemy odpowiedzi, których się spodziewamy, bo coś „wiemy o sobie” i zamykamy się na unikalne bieżące doświadczenie ignorując lub co gorsza blokując przez to dziejący się w nas proces, który najadekwatniej określa słowo „życie”..

Kolejnym interesującym kierunkiem poszukiwań Gendlina jest kwestia komunikowania innym wiedzy którą się w sobie odczuwa ale ze względu na jej intuicyjny charakter trudno ją wyrazić słowami. Osoby którym trudno było obronić swoje przekonania w konfrontacji z kimś, kto posługuje się głównie logiką i myśleniem abstrakcyjnym (a czasem i przed samym sobą, „bo to takie niewyraźne” ) powinna zainteresować rozwijana przez niego metoda „myślenia na krawędzi”.

 Dariusz Tkaczyk

X