Czy wszyscy czasami chorujemy psychicznie?

Pamięci Profesora Andrzeja Piotrowskiego

Czy wszyscy czasami chorujemy psychicznie, innymi słowy – czy wszyscy czasami mamy chore dusze? Bez sensu, przecież nie wiemy co to jest dusza (psyche), więc nie może chorować coś, czego być może nie ma. Ale przyjmijmy a priori, że dusza (psyche) istnieje i jest nieśmiertelna.

Niektórym starszym osobom coraz trudniej jest liczyć – może to być jednym z objawów zespołu otępiennego, który wynika m.in. z niewydolności pewnych komórek w mózgu, a nie z choroby duszy (psychicznej), ale zespoły otępienne zaliczane są w ICD-10 (klasyfikacja zaburzeń psychicznych Światowej Organizacji Zdrowia) do zaburzeń psychicznych. Dlaczego? Wszak, jeśli nieśmiertelna dusza traci pamięć w wieku 60 – 70 lat, to co dalej? No tak! Racja! Platon ostrzegał, żeby nie pić wody z Rzeki Zapomnienia, bo w kolejnym życiu zapomnimy to, czego nauczyliśmy się w poprzednim. A o trudnościach z liczeniem u osób starszych wspominam, bo nie mogłam doliczyć się ile lat temu pracowałam w Szpitalu Tworkowskim. W końcu doliczyłam się, że było to 40 lat temu. O Szpitalu w Tworkach pisałam w tekście pt. „Trochę o sobie”, więc opowiem tylko o pacjencie, który może być reprezentantem niektórych pacjentów z rozpoznaniem schizofrenii, przebywających w szpitalach psychiatrycznych, czy spotykanych na ulicach.

Pan X przeważnie chodził po korytarzu oddziału, palił papierosy i czasami krzyczał: „hände hoch”. Na nikogo nie zwracał uwagi. Inni pacjenci też nie zbliżali się do niego, bo wyglądał trochę groźnie. Kiedyś przechodząc korytarzem zobaczyłam, że pan X szuka petów w popielniczce. Usiadłam na krzesełku i powiedziałam, wyciągając paczkę papierosów: „proszę, poczęstuję pana”. Pan X wziął papierosa, usiadł na krzesełku obok , wypalił i odszedł. Co kilka dni pan X przychodził do pokoju, w którym pracowałam, wypalał papierosa i wychodził. Z czasem częstowałam go kawą lub herbatą. Wizyty pana X były krótkie, on nic nie mówił, a ja zajmowałam się swoją pracą. Pewnego dnia pan X zawołał, żebym szybko poszła z nim do łazienki, bo na rurach siedzą anioły. Poszłam, ale aniołów nie zobaczyłam, więc powiedziałam: „aniołów nie widzę”, na co pan X odpowiedział: „anioły pobrudziły sobie skrzydła i schowały się do rur, bo krępują się pani”. Pan X, jak dawniej chodził po korytarzu paląc papierosy i czasem krzycząc : „hande hoch”. I jak dawniej przychodził do mnie, wypalał papierosa i wychodził. Z czasem pan X, gdy wchodziłam do pracy na moje „dzień dobry” trochę się uśmiechał. Zainteresował się też pracownią terapii zajęciowej, choć tam tylko zaglądał, podobnie jak na zebrania pacjentów.

Nie wiem, czy pan X widział anioły, czy po prostu chciał zażartować ze mnie. Wszystko jedno. Anioły, które pobrudziły sobie skrzydła i krępują się pokazywać – jakie to piękne! Czy ktoś, kto potrafi tak opowiadać o aniołach ma chorą duszę? (psychikę?). Nie! Ale być może chorą duszę (psychikę) ma ktoś, kto opowiada wszystkim znajomym o tym, że kupił czwarty samochód, chociaż ma już trzy?

Jaka jest rzeczywistość? Nie wiemy tego, ale przyjęliśmy za rzeczywistość to co widzi i słyszy większość ludzi w jakimś kręgu kulturowym. To, co odchodzi od tej normy jest chorobą objawiającą się m.in. zaburzeniami widzenia, słyszenia, odczuwania (skąd wiemy co ktoś czuje?), myślenia, zachowania, czyli ilościowymi i jakościowymi zaburzeniami psychicznymi.

Ludziom takim jak pan X żyć jest bardzo trudno. Pan X przebywał w szpitalu od II wojny światowej, więc jego dusza prawdopodobnie przepełniona była wspomnieniami i refleksjami z tamtych czasów. W duszach innych chorych są też trudne dla nas do wyobrażenia uczucia, obrazy i myśli.

Osoby z ciężkim przebiegiem psychozy okrutnie cierpią. Podczas wielu lat pracy nie spotkałam chorego dla którego objawy choroby byłyby lekkie i przyjemne.

Ale jest coś, co łączy nas, tzw. ludzi zdrowych psychicznie z ludźmi cierpiącymi na choroby psychiczne (psychozy). Wszyscy mamy ludzkie potrzeby i pragnienia. Pragniemy drugiego człowieka i przebywania z innymi ludźmi. Te potrzeby i pragnienia wyprzedzają objawy jakichkolwiek chorób. I dlatego ludziom, którzy czasami inaczej postrzegają rzeczywistość niezbędne są warunki do tak zwanego normalnego funkcjonowania w płaszczyznach życia rodzinnego, towarzyskiego, zawodowego i spędzania czasu wolnego. Wielu chorych na schizofrenię w długotrwałych okresach remisji może zajmować się domem, wychowywaniem  dzieci, pracować, utrzymywać kontakty towarzyskie.

Psychozy, tak jak, np. nowotwory nie są wyrokami wykluczającymi ludzi z normalnego życia. Ale ponieważ są to choroby, których leczenie jest przeważnie skomplikowane i wieloetapowe, to trzeba zapewnić chorym zróżnicowaną terapię i rehabilitację.

Czy wszyscy czasami chorujemy psychicznie? Myślę, że tak, że jeśli nie wszyscy, to większość z nas ma w swoim życiu chwile trudne, kiedy wydaje nam się, że świat wokół nas „wiruje”, a lęk towarzyszy codzienności i nie wiadomo co robić. Ale te chwile mijają , „otrząsamy” się z nich i żyjemy dalej. Pomyślmy wtedy, że są ludzie, którzy czują się tak prawie zawsze, a ich doznania są boleśniejsze.

Choroby psychiczne, tak jak i inne choroby (np. grypa, zapalenie płuc, złamanie nogi) uniemożliwiają na jakiś czas samodzielne życie. Pacjent wymaga leczenia i niekiedy pomocy przy czynnościach higienicznych, podania posiłku, itp. Ale objawy chorób psychicznych utrzymują się zwykle dłużej i oprócz farmakoterapii i wsparcia psychologicznego choremu potrzebna jest też socjoterapia, czyli współpraca pacjenta i osób dla niego bliskich z terapeutami zajmującymi się psychiatrią środowiskową. A celem psychiatrii środowiskowej, która łączy ze sobą i koordynuje działania różnych instytucji ( np. poradni zdrowia psychicznego, leczenia domowego, oddziału dziennego, środowiskowego domu samopomocy, specjalistycznych usług z pomocy społecznej, pomoc z ośrodków pomocy społecznej) jest umożliwienie osobie po  kryzysie psychicznym (nasileniu objawów choroby) powrotu do normalnego funkcjonowania społecznego.

Pacjent nie przebywa więc, jak dawniej w szpitalu psychiatrycznym niekiedy do końca życia, ale wraca do domu, do normalnego życia.

W Polsce w latach 60 i 70 XX wieku zaczęła rozwijać się psychiatria humanistyczna i środowiskowa dążąca do przeciwdziałania izolacji chorych psychicznie od tzw. normalnego życia społecznego i pomocy w powrocie do zwyczajnego, codziennego funkcjonowania w rodzinie i środowisku lokalnym po czasami długim okresie hospitalizacji. Z warszawskich psychiatrów walczących o prawo do godnego życia osób chorych psychicznie wymienię swojego nauczyciela psychiatrii środowiskowej, wielkiego humanistę – zmarłego kilkanaście lat temu profesora Andrzeja Piotrowskiego. Natomiast w Krakowie, od ponad 40 lat profesor dr hab. Andrzej Cechnicki tworzył, stworzył i tworzy system leczenia i rehabilitacji osób cierpiących na schizofrenię. Dziełem profesora jest m.in. program „Kraków dobrą wspólnotą”, hotele „U Pana Cogito” prowadzone przez chorych psychicznie po ustąpieniu okresu zaostrzenia choroby, i wiele innych.  Profesor Andrzej Cechnicki współpracuje z ośrodkami terapeutycznymi poza Polską i nieustannie walczy o godność i prawa  osób chorych psychicznie publikując zarówno artykuły naukowe, jak i zabierając głos w dyskusjach na temat sytuacji osób dotkniętych schizofrenią.

Profesor Andrzej Cechnicki mimo bardzo wielu osiągnięć, jest nadal, jak 40 lat temu, człowiekiem skromnym i oddanym ludziom cierpiącym. Więcej o tym, co stworzył i o filozofii terapii środowiskowej profesora napiszę za kilka dni. Dziś natomiast zainteresowanych humanistycznym i środowiskowym leczeniem ludzi chorujących na schizofrenię informuję, że w Intrze niedługo będzie warsztat profesora pt.”Psychoterapia psychoz schizofrenicznych”. Warto przyjść, bo tak pięknie i z tak dużym zapałem mało już kto opowiada.

Krystyna Poznańska-Ostrowska

X