Broń się przed wrogami Twojego czasu

Czas, jedyne co mamy, można nam ukraść tylko za naszą zgodą.

Ostatnio ogromnie popularne stało się pojęcie asertywności. W cyklu artykułów chcemy przybliżyć tę umiejętność. W kwietniowych „Charakterach” opublikowaliśmy  tekst o pokusach, o tym, czy można im ulegać. Poniżej prezentujemy artykuł o tym, jak chronić swój czas. W kolejnych numerach „Charakterów” poruszymy następujące tematy: czerwiec – Asertywność między mężczyzną a kobietą; lipiec –  Ja wobec silniejszych, czyli szefów i egzaminatorów.

Pięć minut – co można z nimi zrobić? Można obejrzeć, co leży na półce z napisem „Promocje”, odejść, po czym wrócić – a może jednak, niby nieprzydatne, przyda się. Można też wysłać kilka SMS-ów. Usmażyć jajecznicę, zrobić herbatę. Zwolnić pracownika. Trochę mało na porządek w szufladzie, ale pobieżnie – starczy. Można opowiedzieć Eli, co powiedziała Jola. Wysłuchać wiadomości w radio. Zwrócić się do Boga z apelem o kontakt. Umyć i wysuszyć głowę. Przeczytać artykuł. Przemyśleć ważną sprawę. Powstrzymać się od jakiegokolwiek działania oprócz oddechu (i...?).
Czas – jedyne, co na pewno mamy – jest do naszej osobistej dyspozycji. Co zrobię teraz, zaraz? Co zrobię z najbliższymi pięcioma minutami? A co z najbliższą godziną? Czy to, co zrobię, napełni mnie poczuciem sensu?

W życiu codziennym na nasz bezcenny czas poluje wielu myśliwych. Na przykład przedmioty: im więcej ich masz, tym mocniej domagają się twojej uwagi. Wybór wśród dziesięciu par spodni pochłania dużo więcej twojego czasu niż wybór wśród dwóch par. Wiele przedmiotów, które kupujesz, płacisz za nie, pakujesz w sklepie, rozpakowujesz w domu, układasz na półce (a potem jeszcze, nie daj Boże, okazuje się, że mają instrukcję obsługi lub list do konsumenta!) – pochłania twój czas już przez sam fakt istnienia wokół ciebie.

Dlatego namyśl się, zanim cokolwiek kupisz. Czy na pewno chcesz oddać kawałek swojego życia wyciskarce do soków? Kupując cokolwiek, decydujesz się na kontakt z tą rzeczą – tak trwały, jak trwała jest ta rzecz. A kontakt oznacza poświęcenie jakiejś części swojego czasu.

Szczególną rolę na liście obiektów pochłaniających czas pełni telefon komórkowy, który czyni to szczególnie agresywnie. Wiele lat temu Julio Cortázar zwracał uwagę, że dając komuś zegarek, w istocie oddajemy tego kogoś zegarkowi. O ile słuszniejsze jest to wobec telefonu komórkowego, pomyślanego w taki sposób, aby mógł być zawsze z nami. Telefon komórkowy nie tylko angażuje nas w szereg czynności, których inaczej w ogóle byśmy nie wykonywali (piny, puki, ładowanie, blokowanie, ustawianie, włączanie, wyłączanie itd.), ale czyni nas także chronicznie dostępnymi i umożliwia podejmowanie kolejnych zadań w momentach niby nieprzeznaczonych do pracy (jem, wydaję dyspozycje bankowe, prowadzę samochód i biorę udział w zebraniu zespołu).

Ginie cienka linia oddzielająca od siebie kolejne zadania. Teraz można kilka rzeczy robić na raz, a przez to pracować ciągle, bez przerw na różne życiowe konieczności. Telefon komórkowy pozwala zadaniom zalać niedostępne dotychczas miejsca naszego życia. Niestety, nie mamy przez to bynajmniej więcej czasu. Mamy go mniej, gdyż liczba zadań do podjęcia w naszym świecie jest praktycznie nieograniczona.

Jeżeli masz przy sobie stale włączoną komórkę, to decyzja o tym, jak spędzić najbliższe pięć minut, nie należy już w pełni do ciebie. Ludzie, którym zdarzyło się spędzić dzień lub dwa poza zasięgiem sieci komórkowej, wiedzą, jaką daje to ulgę i ukojenie. Człowiek nareszcie czuje się sam, samodzielny i może zająć się swoimi sprawami, nie musi poświęcać tyle swojego czasu telefonowi.

Obrona swojego czasu przed komórką to trudne zadanie. Sądzę, że nie należy dopuszczać do nieustannego razem i trzeba koniecznie wyłączać ją w określonych godzinach, stawiając wyraźne granice swej intymności.

Co chcę zrobić teraz? Jak spędzę kolejne pięć minut? Szczególnie utalentowanym złodziejem naszego czasu jest pośpiech. Każdemu pewnie zdarzyła się sytuacja, gdy namawiany przez kogoś („Szybciej! Musisz to zrobić teraz, od razu!”), angażował się w rzeczy, na które wcale nie miał ochoty. „Nie ma co się zastanawiać, szkoda czasu”. Lubię taką scenę w trylogii J. R. R. Tolkiena, gdy Gandalf, pośpieszany bodajże przez któregoś z hobbitów, odpowiada zirytowany: „Czas, który poświęcam na zastanowienie, jest moją własnością”. Właśnie! Dlatego mogę zwolnić, wejść w siebie i doświadczyć swoich prawdziwych myśli i uczuć. Pośpiech to zerwanie kontaktu z sobą. Na pierwszym miejscu jest tempo tego, co robię, a nie sens i kierunek. Stanowczo powstrzymujmy ludzi, którzy próbują zmusić nas do pośpiechu. Brońmy naszego czasu na namysł, rozważanie, podjęcie decyzji.
Czas – jedyne, co naprawdę mamy – można nam ukraść tylko za naszą zgodą. Nie zgadzajmy się.

Maria Król - Fijewska

Tekst ukazał się na łamach miesięcznika "Charaktery" nr 5/2003

X