Bliskość w związku

Z Rafałem Majewskim rozmawiała Marianna Fijewska.

Ostatnio na imprezie kolega opowiadał o swojej byłej dziewczynie: „Byliśmy ze sobą 6 lat. I wiesz co? To było zmarnowane 6 lat mojego życia!”. Myślę, że ciężko jest świadomie i w pozytywny sposób wykorzystywać doświadczenia z poprzednich związków, kiedy człowiek ma w sobie złość związaną z rozstaniem.

Mówienie o sześcioletnim związku, jako o zmarnowanym czasie może być sposobem radzenia sobie z faktem, że bliskiej osoby już nie ma. Dużo łatwiej jest mówić, że osoba, z którą się związaliśmy była beznadziejna, a związek nieudany, niż przyznać się do smutku lub złości.

Czy jednak człowiek po rozstaniu może zrobić coś, aby świadomie wykorzystać doświadczenia nabyte podczas poprzedniego związku, na przykład by relacja z inną osobą była bardziej udana?

Trzeba przyznać się przed samym sobą, do przeżywania pewnych emocji, a nie wmawiać sobie, że był to tylko zmarnowany czas. Kiedy już to zrobimy, możemy spokojnie zastanowić się nad tym, które momenty były dobre, a których chcemy uniknąć na przykład przy następnej relacji. Co było kiepskie i co warto zmienić.

Jakiego typu doświadczenia uczą nas strachu przed miłością?

Pierwszymi osobami, z którymi zawiązujemy bliską relację są nasi rodzice. Kontakt z rodzicami bywa trudny, czasem towarzyszy mu strach, przykrość, czy opuszczenie. Na przykład w rodzinach alkoholowych dzieci dostają często sprzeczne sygnały. Mają bardzo dużo pozytywnych i bardzo dużo negatywnych wspomnień związanych z rodzicami. Ten sam ojciec kiedy pije jest straszny i agresywny, natomiast kiedy jest trzeźwy, potrafi być dobry i kochający. To właśnie osobom z niepewnym i sprzecznym obrazem rodzica często bardzo trudno jest stworzyć relację opartą na prawdziwej bliskości. Wyobrażają sobie, że miłość nieodłącznie występuje w parze z cierpieniem. Dorosłe dzieci alkoholików często szukają sobie partnerów, którzy tak jak rodzice, zapewnią im ciągłą huśtawkę emocjonalną.

Bliskość nie jest czymś, co stworzone raz pozostaje na zawsze. Trzeba o nią dbać i pielęgnować ją cały czas. Jakie czynniki najbardziej wpływają na to, że ludzie zapominają o ciągłym budowaniu bliskości?

Czasami trudno pielęgnować bliskość w relacji z powodu tempa życia, nadmiaru obowiązków, sposobu organizacji czasu, czy popadania w rutynę. Dlatego warto pamiętać o zadbaniu o to, by był w tygodniu taki czas, w którym bliskie osoby mogą skupić się tylko na sobie nawzajem, kiedy np. nie muszą odbierać ciągle dzwoniącego telefonu, lub załatwiać pilnych spraw. Ludzie w trudnych sytuacjach często zamykają się w sobie. Są blisko kiedy jest dobrze, natomiast kiedy jedno z nich zaczyna przeżywać kryzys- nie mówi tego wprost i tym sposobem oddala się od swojego partnera. Może iść za tym fałszywe przekonanie, że należy radzić sobie samemu i nie martwić bez potrzeby bliskiej osoby. Chłopaka w pewnych sytuacjach może drażnić jego dziewczyna, ale nie chce jej o tym mówić, woli zachować to dla siebie i nie dzielić się czymś, co mogłoby być przykre. Często w małżeństwach dzieje się tak, że jedna osoba nie chce martwić drugiej, więc zamyka się w sobie i nie dzieli się swoimi problemami tym samym rezygnując z bliskości.

Obserwuję wiele związków rodziców moich znajomych, ale nawet wśród moich znajomych zdarzają się takie związki, które zupełnie nie są oparte na bliskości. Dwoje ludzi trwa ze sobą w relacji, która nie ma w sobie śladu zaufania, ani przyjaźni. Dlaczego tak jest?

Jednym z powodów jest na pewno lęk przed samotnością. Ludzie boją się, że po rozstaniu nie będą mieli nawet namiastki bliskości. Wielu z nich może też powtarzać wzorce wyniesione z domu, bo rodzice nie pokazali im, co znaczy, związek oparty na bliskości. Istnieje też pewna presja środowiska- żeby mieć dobrą pozycję społeczną, trzeba mieć chłopaka, albo dziewczynę. Ważne, by osoba, z którą się spotykasz była atrakcyjna fizycznie, a to jaką ma osobowość schodzi na drugi plan. Chodzi o to, żeby mieć się czym pochwalić. Niestety zdarza się też, że ludzie w naszych czasach traktują związek na zasadzie umowy biznesowej- ważne by były rozdzielone obowiązki- kto będzie pracował, kto prał, kto sprzątał. Kontrakt zostaje zerwany jeśli ktoś zawiedzie i nie będzie należycie wywiązywał się ze swoich obowiązków. To nie są relacje oparte na bliskości.

Czy masz wrażenie, że takie „umowy biznesowe” są charakterystyczne właśnie dla naszych czasów?

Mam wrażenie, że pojawiły się pewne czynniki kulturowe, które bardzo takiemu zjawisku sprzyjają.

Na przykład?

Promowanie konsumpcyjnego stylu życia ,postawa „ bardziej mieć niż być”, brak czasu. Wszystko jest szybko i łatwo dostępne, w zależności od posiadanych pieniędzy możliwy jest zakup każdego rodzaju „usługi”. Skoro brakuje czasu, a wszystko inne jest dostępne, to po co go tracić na wzajemne poznawanie się i „docieranie”. Stąd blisko do myślenia, że można wcześniej wszystko ustalić, a potem już tylko pilnować wywiązywania się z warunków umowy. Jeśli ktoś z jakiś powodów nie wywiązuje się z umowy, to wtedy zmienia się dostawcę, operatora, partnera. Kiedyś były dwa programy telewizyjne, ludzie byli w stanie nie nudząc się dłużej skupiać swoja uwagę na jednej treści, teraz częściej przeskakują po kilkudziesięciu kanałach koncentrując swoja uwagę najwyżej na parę minut. W dzisiejszych czasach od małego uczeni jesteśmy, że mamy dostęp do bardzo wielu rzeczy i w związku z tym, nie musimy długo skupiać się na jednej. To może odzwierciedlać się w sposobie, w jaki traktujemy ludzi.

Głównym źródłem nowych znajomości stał się Internet. Częściej słyszę kiedy moi znajomi pytają się siebie nawzajem, nie „Czy rozmawiałeś/ spotkałeś się z nią?” ale „Czy pisałeś z nią?”. Jak te relacje internetowe mają się do bliskości?

Badania psychologiczne wykazały, że ludzie w swoich komentarzach umieszczanych w Internecie są dużo bardziej agresywni, niż gdy wypowiadają je w rzeczywistości do drugiego człowieka. Przypomina mi się tu powieść Goldinga „Władca much”, w której młodzi bohaterowie- szkolni uczniowie znajdując się na bezludnej wyspie, zamieniają się w dzikich wojowników: malują na swoich twarzach maski (stając się bezimiennymi), po czym robią sobie nawzajem straszne rzeczy. Dzięki masce ludzie są anonimowi. Internet jest swojego rodzaju maską. Ludzie nie biorą pełnej odpowiedzialności za to, co piszą w sieci, łatwiej im jest potraktować drugą osobę instrumentalnie. Wielkie słowa i głębokie uczucia, które ludzie wyznają przez Internet, lub smsowo mogą być w gruncie rzeczy puste. Taką relację można łatwo nawiązać i równie łatwo, bez konsekwencji z niej zrezygnować.

Ludzie, którzy stwarzają relację za pomocą Internetu na pewno czują się bezpieczniej, mogą kreować swój wizerunek i nie boją się na tyle odrzucenia.

Oczywiście, w sieci jest bezpieczniej. Kiedy pojawia się realna osoba, widzimy jej twarz, słyszymy jej głos… obawa przed bliskością rośnie. Kiedy jesteśmy w realnym kontakcie pojawia się realne życie ze wszystkimi trudnościami i kryzysami. Nie chcę powiedzieć, że Internet jest zły. Mój kolega poznał przez Internet dziewczynę i dzisiaj są świetnym małżeństwem. Drogą internetową można zawiązać wspaniałe relacje. Chodzi o to, żeby na „pisaniu do siebie” nie poprzestać i umieć wyjść poza sieć, do świata rzeczywistego. Istnieją związki, które przetrwały od liceum, czy nawet podstawówki.

Co takiego mają pewne pary, że udaje im się tyle wytrwać i po wielu latach być szczęśliwym małżeństwem?

Ważne jest żeby nie wartościować, że związki, które utrzymują się od czasów szkolnych są lepsze. Czasami naprawdę dobrym rozwiązaniem jest rozstanie, a związki zawarte w późniejszym wieku mogą okazać się wspaniałe.

Oczywiście czasami lepiej się rozstać. Mówię jednak o przypadkach, w których rozpadają się związki mające duży potencjał, bo ludzie nie potrafili czegoś zrobić.

Ważne jest, tak jak mówiłem, żeby być otwartym. Dzielić się z drugą osobą swoimi przeżyciami i uczuciami. Żeby być uważnym także na drugą osobę i jej uczucia. Istotne jest także to aby będąc z drugim człowiekiem nie zatracać własnych granic. Żeby dwie osoby nie zlewały się w jedną. Trzeba pamiętać, że jest się odrębna osobą. Jestem Ja i jesteś Ty. Druga osoba nie jest dlatego, „że ja zwariuję kiedy jej nie będzie!”, nasza relacja ma służyć naszemu wzrostowi, a nie tylko ratunkowi. Trzeba umieć wytrzymać ze sobą w pojedynkę, nie tylko dla tego, że jest to dobre dla nas samych, ale również dla drugiej osoby. Ja muszę umieć być sam, po to, by móc zaprosić Ciebie do spotkania. Umieć celebrować momenty spędzone z drugą osobą.

 

X