Być rodzicem po rozwodzie

Dla większości dzieci rozwód rodziców jest szokiem. Rodzice często nie bardzo wiedzą, jak w tym wypadku z dzieckiem postępować. Czy jest jakiś sposób, by dziecko rozwód przeżyło bezboleśnie? O czym i w jaki sposób z dzieckiem rozmawiać, by pomóc mu w tej trudnej sytuacji?

Przede wszystkim – nie szukaj w dziecku powiernika. Jeśli matka dzieli się z dzieckiem swoim poczuciem krzywdy, to dziecko je przejmuje. Opiekując się nią, często bierze za nią odpowiedzialność. Powstaje wtedy bardzo niezdrowa relacja, zwłaszcza między matką a synem lub ojcem a córką, w której dziecko nieświadomie wchodzi w rolę tego, który odszedł. I tak syn może zacząć pełnić rolę męża, a córka – żony.

Matka może na przykład zacząć zwierzać się synowi ze swoich dorosłych problemów, oczekując od niego wsparcia, sugestii ich rozwiązania czy, w najlepszym razie, bycia powiernikiem. Ten typ relacji jest dla dziecka bardzo obciążający, zbyt wcześnie bowiem wchodzi ono w świat dorosłych i często, nie zdając sobie z tego sprawy, bierze odpowiedzialność za matkę. W przyszłości fakt ten może mieć wpływ na zachowanie syna w relacjach z kobietami. Najprawdopodobniej będzie szczególnie zainteresowany takimi kobietami, którym będzie mógł pomagać i być za nie odpowiedzialny. A to z kolei utrudni mu zbudowanie we własnym małżeństwie relacji typu dorosły-dorosły.

Dziel się problemem, nie krzywdą

Przed tą pułapką pomoże ci się ustrzec szczególna dbałość o to, aby dzielić się z dzieckiem nie poczuciem krzywdy, ale problemem. W praktyce oznacza to, że zamiast powiedzieć na przykład:
On znowu nie przysłał pieniędzy. Musimy je mieć na jutro, żeby zapłacić wychowawczyni za książki. Od kogo ja teraz coś pożyczę? To takie upokarzające! A ja kompletnie nie umiem sobie z tym poradzić. Dlaczego on mi to robi?
powiedz tak: Słuchaj, liczyłam, że dziś ojciec przyśle nam pieniądze. Nie ma ich na poczcie, a jutro trzeba zapłacić za twoje książki. Muszę pójść do koleżanki coś pożyczyć. Proszę, zrób dla wszystkich kolację. W lodówce są jajka. Bardzo mi w ten sposób pomożesz.

Niech reaguje tak, jak chce

Naturalną rzeczą jest, że w bardzo trudnych sytuacjach dziecko, ale również niektórzy dorośli, chowa się za niewidzialnym murem. Tworzy wokół siebie szczelny kokon, przez który nikt i nic nie przedostanie się do środka. Buduje go, aby nie przepuszczać tego, co tak strasznie boli. W sytuacji rozwodu rodziców świat dziecka wali się w gruzy. Aby przetrwać ten kataklizm, musi się ono zamknąć. Robi wtedy „trzask” i nie ma go. Jest wielce prawdopodobne, że kiedyś zaryzykuje i wyjrzy z kokonu, ale to musi potrwać. Przyspieszanie tego momentu na siłę niewiele pomoże, a może zaszkodzić. Nawet przebywając w uplecionym przez własne mechanizmy obronne kokonie, dziecko słyszy, co się dzieje na zewnątrz. Słyszy więc zniecierpliwienie, złość, rozdrażnienie, szantaże typu: Nie masz do mnie zaufania, nie kochasz mnie. Ale ten dzieciak naprawdę nie ma siły wyjść, a więc również powiedzieć drugiej osobie, co się z nim dzieje.
Siłowe docieranie do dziecka jest bardzo męczące dla rodzica. A brak efektów może powodować eskalację złości lub jeszcze większe poczucie winy. Dla dziecka natomiast będzie przede wszystkim źródłem poczucia winy, mogącego wyrażać się bądź uszczelnieniem kokonu, bądź złością czy agresją.

Jedynym dobrym rozwiązaniem w sytuacji zamknięcia się dziecka w kokonie jest uszanowanie tego i pozostawanie w kontakcie z nim przez:

•  wyrażanie zrozumienia tego, co się z nim dzieje, akceptacji go takim, jakie jest.

Zasada postępowania w takim przypadku brzmi następująco:
nie próbuj potrząsać dzieckiem, aby je obudzić z letargu, tylko pokaż mu, że je rozumiesz i akceptujesz to, co się z nim dzieje. Pamiętaj, że pomimo pozorów nieobecności ono cały czas jest i słyszy cię.
Podam teraz kilka przykładów tego, co możesz mówić. Dla uwypuklenia zasady, o której pisałem wyżej, zaraz po tym, co możesz powiedzieć, napiszę, czego nie radzę.

A więc lepiej powiedzieć tak:

Niepokoję się twoim milczeniem. Rozumiem, że jest ci bardzo ciężko, że czujesz się zagubiony, przestraszony tym wszystkim, co dzieje się wokół ciebie. Wyobrażam sobie, że się bardzo boisz i potrzebujesz czasu na zebranie sił...
niż tak:
Nie mogę znieść twego milczenia! Sprawiasz mi nim ogromny ból. No, odezwij się wreszcie! Powiedz mi, co się z tobą dzieje!
Albo lepiej powiedzieć:
Wiem, co czujesz. Wiem, że straciłeś grunt pod nogami. Być może zawiodłeś się na nas. Straciłeś zaufanie do świata dorosłych. Nie wiesz już, w co i komu wierzyć. Wiem, że to bardzo boli. Jest mi przykro, że tak się stało. Sama czuję się zagubiona i nie bardzo wiem, co robić. Ale wiem jedno – że cię bardzo kocham!
niż tak:
Jeśli mnie choć trochę kochasz, to odezwij się. Czy moje łzy nic dla ciebie nie znaczą? I ty też jesteś przeciwko mnie?!

•  podawanie informacji o tym, co się dzieje na zewnątrz, poza jego kokonem.
Zasada postępowania w tym przypadku jest następująca:

wyobraź sobie, że mówisz do niemowy i przyjmij, że cię słyszy, ale nie spodziewaj się odpowiedzi.
Koncentruj się na podawaniu informacji o tym, co się dzieje z tobą, jakie masz plany, przemyślenia, co i jak chcesz zrobić, co i jak przeżywasz. Nie użalaj się, ale informuj o tym, z czym jest ci ciężko. Mów również o tym – jeśli tak rzeczywiście jest – co cię śmieszy i bawi.

Mów o życiu codziennym, swoich planach, przemyśleniach:

Widziałem się dzisiaj z Adamem. Prosił, żebym cię pozdrowił. U niego wszystko po staremu. Zaprosiłem go na obiad w sobotę. Chętnie powspominam z nim nasze wypady w góry. Pomyślałem sobie, że może w te wakacje wybralibyśmy się razem w Bieszczady... Uważam, że jesteś już na tyle duży, że mógłbyś pojechać z nami. Bardzo tego chcę. Wielokrotnie wyobrażałem sobie, jak razem chodzimy po górach.

Mów o tym, co cię śmieszy i bawi:

Ubawiłam się dzisiaj. Krysia, moja koleżanka z pracy, opowiadała, jak razem z mężem usiłowali nauczyć kota załatwiać się do kuwety. Nawet nie przypuszczałam, że to może być takie zabawne...
Nie użalaj się, ale informuj o tym, z czym jest ci ciężko:
Wiesz, było mi dziś ciężko i smutno. Znowu przypomniałam sobie, że Bogdan odszedł. Nie mogłam się skupić w pracy. Postanowiłam nie ulegać temu nastrojowi i poszłam do Zośki. Pogadałyśmy sobie i pomogło. Bardzo lubię tę Zośkę. To moja prawdziwa przyjaciółka.

Z kim mają zostać dzieci?

Pomijając względy ambicjonalne typu: kto jest lepszym rodzicem?, uważam, że z punktu widzenia psychologicznego – jeśli oboje rodzice wywiązują się ze swej roli rodzicielskiej poprawnie – dla dziecka lepiej jest, jeśli zostanie przy matce, a widywać się będzie z ojcem.

Pytanie zatem, czy dziecko powinno mieć w dwóch domach identyczne rzeczy? Dwa identycznie urządzone pokoiki, z takimi samymi zabawkami, z taką samą pościelą, z takimi samymi książkami, piżamami? W pierwszej chwili taki pomysł może wydać się bardzo dobry. Po pierwsze, dzieciak czuje się zawsze jak u siebie, jest mu przyjemnie i nie tęskni. Po drugie, nie ma problemu z tym, że czegoś zapomniał ze sobą wziąć.

Ale według mnie posiadanie przez dziecko w dwóch domach takich samych rzeczy, tak samo urządzonych pokoi jest niedobre, wręcz szkodliwe dla niego. Szkodliwe, gdyż staje się pretekstem do budowania przez dziecko iluzji, że nic się nie stało, że rodzice nadal są razem. Utrzymywanie takiej iluzji uniemożliwia dziecku kontakt z rzeczywistością, która jest zupełnie inna, i przedłuża lub czasami uniemożliwia proces konstruktywnej akceptacji i adaptacji do niej, czyli pogodzenia się z tym, że rodzice się rozeszli. Ponadto utrudnia i osłabia umiejętność oddzielania tego, co jest marzeniem, produktem wyobraźni dziecka, od rzeczywistości.

Dla tych rodziców, z którymi pozostały dzieci

Powinnaś pamiętać o tym, aby:

– uznawać i akceptować smutek, nieszczęście dziecka,

– dodawać mu otuchy i zapewniać wsparcie, gdy jest zagubione, zaniepokojone i smutne,

– przywracać mu, jak tylko potrafisz, zaufanie i nadzieję na to, że kiedyś będzie lepiej niż teraz.
Możesz bardzo pomóc swoim dzieciom, po prostu będąc z nimi – nie uciekaj z domu.
Postaraj się, aby codzienność życia domowego (to znaczy pory posiłków, podział obowiązków, zwyczaje domowe, gesty, którymi się posługujecie), na ile tylko to możliwe, pozostała jak najbardziej zbliżona do tej, którą dzieci znają.
Niezmiernie ważne jest, abyś zwłaszcza teraz szczególnie zadbała o budowanie samooceny dzieci. Podwój swoje wysiłki – chwal i nagradzaj nawet najmniejsze sukcesy dzieciaków i podziwiaj każdy przebłysk ich zdolności czy umiejętności. Nie bój się, nie sposób przechwalić dziecko, a chwalenie nie ma nic wspólnego z rozpieszczaniem.

Dla tych rodziców, którzy nie mieszkają z dziećmi

Pamiętaj, że twoje dziecko chce i oczekuje od ciebie, abyś pozwolił mu być zadowolonym i cieszyć się z tego, że mieszka z matką (tak samo jak oczekuje od matki, aby pozwoliła mu się cieszyć spotkaniami z tobą). Pragnie móc przy tobie używać imienia swojej matki bez obawy o jakikolwiek komentarz na ten temat z twojej strony.

W czasie spotkań z tobą dziecko nie chce wysłuchiwać od ciebie, jak powinno być w domu, jak mama powinna się zachowywać i reagować w określonych sytuacjach, z kim powinna, a z kim nie powinna się spotykać, gdzie chodzić i jak organizować dzieciom czas wolny lub zajęcia pozaszkolne. Jeżeli coś ci się nie podoba w zachowaniu byłej żony, rozmawiaj o tym z nią, a nie z dzieckiem. Dbaj szczególnie o to, by dziecko nie stało się stroną w konfliktach między tobą a byłą żoną. Twoje dziecko chce, byś był częścią jego rodziny. Dlatego mów o sobie, o nim. Wysłuchaj, co ma ci do powiedzenia o tym, co robiło, z czego się cieszy, a co je martwi. Jeśli tego od ciebie oczekuje, poradź mu, powiedz, co o danej sprawie lub problemie myślisz.
Staraj się, aby wasze spotkania były jak najbardziej naturalne i zbliżone do codziennego życia. Zadbaj, aby nie miały wyłącznie charakteru odświętnego lub zabawowego. Mów i okazuj dziecku, że twoje uczucia do niego nie zmieniły się po rozwodzie i że się nie zmienią w przyszłości. Rób wszystko, aby dziecko nie było gościem w twoim życiu. Abyś pozostał częścią jego życia.

Tekst jest fragmentem, wydanej przez Wydawnictwo W.A.B. książki Kuby Jabłońskiego pt. Rozwód. Jak go przeżyć?

Tekst ukazał się w miesięczniku "Charaktery" nr 2/2008

X