Wodzenie na pokuszenie

Pokusy są znakiem naszych czasów. W różnych miejscach i momentach, gdy oglądamy coś w telewizji, żeglujemy w Internecie, wyciągamy ulotkę zza wycieraczki samochodu, otwieramy gazetę lub pocztę – możemy być wodzeni na pokuszenie. Istotą pokusy jest to, że dzieli nas na dwie części. Jedna część pragnie ulec pokusie, druga absolutnie tego nie chce. W wyniku pojawienia się pokusy dochodzi do wewnętrznej polaryzacji, pojawiają się dwa sposoby działania i dwa sposoby myślenia. Sęk w tym, że po obu stronach jestem ja.
Każdego kusi coś innego. Dobrze odnieść się do wewnętrznego doświadczenia. Aby poznać pięć swoich pokus, sprawdź, co jako pierwsze przychodzi ci do głowy w odpowiedzi na następujące pytania:

- Co jest „ładne, ale drogie”?
- Co jest „pyszne, ale niezdrowe”?
- Co jest „podniecające, ale niebezpieczne”?
- Co jest „przyjemne, ale nierozsądne”?
- Co jest „zyskowne, ale nieetyczne”?

Najczęściej pokusę wywołują obiekty, z którymi kontakt na krótko może być bardzo przyjemny, a w dłuższej perspektywie czasowej prowadzi do niekorzystnych dla nas skutków. Teraz mam ochotę na kolejną porcję lodów, ale potem – być może – będzie mnie bolał brzuch. Co wybrać?

Dla niektórych osób przyzwalanie sobie na rzeczy bardziej przyjemne niż rozsądne jest generalnie zagrożone silnymi karami wewnętrznymi (wstydem, poczuciem winy). Jeśli w grę wchodzi tylko przyjemność (ich przyjemność) – cofają się z nieufnością. Pozwalają sobie tylko na to, co nosi znamiona obowiązku. Z punktu widzenia profilaktyki pokus jest to postawa bardzo niebezpieczna. Stwarza grunt dla ulegnięcia jakiejś pokusie większego kalibru.

Wyobraź sobie, że jak kangur masz torbę, w której razem z tobą żyje ktoś dużo od ciebie młodszy – twoje dziecko. Budzisz się z nim rano (jak myślisz, czy się wysypia?). Dajesz mu na śniadanie to samo, co sobie (czy lubi to?). Niesiesz je ze sobą do pracy lub do szkoły. Towarzyszy ci przez cały dzień. Zastanów się, co może przeżywać. Często czy rzadko dostaje to, co lubi? Co je cieszy, a czego mu w twoim codziennym życiu brakuje?

W każdym z nas przechowała się z lat dziecinnych istota, która chętniej podążyłaby za przyjemnością niż za obowiązkiem. To jest ten ktoś wesoły, lekkomyślny, pełen energii i łatwo ulegający pokusom. Nie możemy co prawda pozwolić mu kierować naszym życiem, ale nie możemy też trzymać go w zamknięciu pozbawionego nadziei – choćby dlatego, że może się zbuntować, wymknąć spod kontroli i zacząć zaspokajać swoje pragnienia w sposób, który jest dla nas nie do zaakceptowania.

Taki bywa nierzadko los pracoholika, który całkowicie poświęca się pracy, zapominając o sobie, a przy okazji także o swojej rodzinie. Po czym nagle traci kontrolę nad uczuciami i nawiązuje romans z koleżanką z pracy. Nie można bowiem bezkarnie pozwalać sobie bez końca na ignorowanie swoich potrzeb. Tym, którzy nie chcą, aby ich życie nieoczekiwanie wymknęło się im z rąk poprzez uległość wobec jakiejś niebezpiecznej pokusy, zalecam, by byli dla siebie łagodni i starali się sobie dogadzać, ulegając od czasu do czasu pokusom mniej niebezpiecznym.

Rozróżnienie pokus na bezpieczne i niebezpieczne jest sprawą subiektywną, ale proponuję następujące kryterium. Pokusa bezpieczna zagraża przede wszystkim naszym osobistym planom. Oto przykład: chciałam wstać o szóstej, żeby skończyć artykuł, ale skusiło mnie ciepłe łóżko i spałam do ósmej; teraz muszę pisać w pośpiechu. Pokusa niebezpieczna zagraża przede wszystkim ważnym wartościom. Na przykład dając łapówkę, dostałam coś, co należało się komuś innemu, ale było mi bardzo potrzebne. Dzięki temu moje życie będzie łatwiejsze, przyjemniejsze, ale mój postępek jest niezgodny z moim sumieniem. Profilaktyka pokus zaleca więc, aby ulegać pokusom pierwszego rodzaju, chroniąc się przed pokusami rodzaju drugiego.

Jeśli zaś nie chcemy ulec pokusom, warto nie wodzić się na pokuszenie. Wiele osób chętnie flirtuje z pokusami. Nie chcemy zapalić papierosa, ale wyciągamy go z paczki, trzymamy w ręce, wąchamy. W takich sytuacjach proponuję być wobec siebie stanowczym. Ulegnięcie pokusie decyduje się na długo przed rzeczywistymi wydarzeniami. Zwiększamy kontakt z kuszącymi sytuacjami, pozwalamy innym, aby nas namawiali i przekonywali, podświadomie, ale precyzyjnie przygotowując sobie scenariusz ulegnięcia.

Jeśli naprawdę nie chcesz kupować drogiego samochodu, nie organizuj sobie próbnej jazdy. Pokusa to nic innego jak nieakceptowana potrzeba. Jeżeli nie chcesz jej spełnić, powiedz sobie stanowczo: nie. Warto jednak być jej świadomym.

 

Maria Król - Fijewska

Tekst ukazał się na łamach miesięcznika "Charaktery" nr 4/20o3

X