Wyspy nicnierobienia

Nigdy żadne pokolenie nie wykorzystywało czasu tak zachłannie i nie cierpiało na tak chroniczny jego brak. Narzekamy, że mamy za mało czasu. Oznacza to zawsze, że nasze życie rozmija się z naszą skalą wartości – na coś wartościowego w naszym poczuciu nie starcza nam czasu.

Spostrzegamy, że czas płynie za szybko. To z kolei oznacza obawę, że coś bezpowrotnie stracimy. Że czegoś nie zdążymy doświadczyć. Że zrobi się za późno. Ta myśl skłania nas czasem do korekty sposobu życia. Próbujemy wypocząć, coś zrobić dla siebie, odnowić kontakt z przyjaciółmi, ze sztuką, z uniwersaliami. Sięgamy po jakąś formę kontaktu z własnym ciałem – zaczynamy biegać, idziemy na siłownię. W efekcie mamy jeszcze mniej czasu i płynie on szybciej.

Mając problemy z czasem, zwykle bierzemy się za jego organizację. Próbujemy go nie trwonić, a wręcz oszczędzać. Wykorzystywać jak najefektywniej. Robimy listy spraw do załatwienia. Nie znosimy rzeczy nieplanowanych, które mogą zabrać cenny czas. Rezygnujemy z rzeczy niekoniecznych. Najbardziej niepokoimy się w czasie urlopu – trzeba przecież wykorzystać każdą minutę, żeby wypocząć! Szybko i efektywnie się zrelaksować, zregenerować i doświadczyć sensu życia (może miłości? albo kontaktu z naturą?).

Szybko (!) okazuje się, że tak postawione zadanie jest nie do zrealizowania. Im bardziej człowiek jest zorganizowany i zdyscyplinowany wobec czasu, w im większym stopniu efektywnie go wykorzystuje, tym prędzej czas ucieka. W poszukiwaniu poczucia sensu ludzie sięgają po sporty ekstremalne, nawiązują romanse lub podróżują.

Problemy z czasem wynikają z różnych źródeł. Istnieje jednak pewien wątek wspólny – kłopoty z czasem dotykają wyłącznie ludzi, którzy żyją poprzez stawianie sobie zadań.
Zadanie oznacza postawienie sobie celu w przyszłości i taką organizację postępowania w teraźniejszości, aby ten cel osiągnąć. Człowiek realizujący swoje życie poprzez zadania (szczególnie jeśli jest ich dużo) koncentruje swą uwagę nie na tym, co TERAZ, ale na tym, co ZARAZ, czego jeszcze nie zrobił, co musi podjąć.
Życie w świecie pilnych zadań drastycznie skraca kontakt z TERAZ, nasze TERAZ  zawiera coraz mniej chwil, coraz szybciej mija.

Tymczasem kontakt ze sobą i ze światem, ten najbardziej bezpośredni i głęboki, możemy mieć tylko koncentrując się na TERAZ. Ograniczenie doświadczania rzeczywistości na rzecz koncentracji na realizowaniu zadań tłumi rozwój „ja”. Jednocześnie przeżywanie życia poprzez zadania dobrze służy umacnianiu samooceny. „Jestem, bo osiągnąłem” – kolejny cel, następny punkt w planie. Życie poprzez zadania zawiera w sobie wielką porcję wzmocnień, konstytuuje uzależniający rytm napięcie-ulga, napięcie-ulga itd. Pytanie zadane kilkadziesiąt lat temu przez Fromma „Być czy mieć?” należałoby dziś zastąpić pytaniem „Być albo osiągać”. Niestety „albo”. Kolejny raz okazuje się, że coś dobrego i przyjemnego (np. alkohol, słodycze, seks, telewizja itd.) – postawione w centrum subiektywnego świata, zwraca się przeciwko nam.

Remedium prowadzić musi do poszerzenia kontaktu z rzeczywistością we wnętrzu bieżącej chwili. Cenne stają się nie tylko te chwile, w których coś osiągamy, z których mamy wymierną korzyść, które do czegoś prowadzą. Za równie cenne powinniśmy uznać momenty, w których po prostu jesteśmy, w których działanie i jego cel usytuowane są w tym samym punkcie czasu.
Jak powstrzymać upływ czasu i powrócić do teraźniejszości? Oto kilka ćwiczeń:

Medytacja przy obieraniu ziemniaków

Raz w ciągu dnia przez 5 do 20 minut spotkaj się oko w oko z czystym TERAZ. Służą temu proste praktyki medytacyjne, np. „medytacja przy obieraniu ziemniaków”, którą opisuje benedyktyn ojciec Jan H. Bereza w książce „Sztuka codziennego życia”: „Kiedy bierzesz pierwszy ziemniak do ręki, weź kilka głębokich oddechów, koncentrując na nich całą uwagę. (...) Bądź świadom swego wdechu i wydechu. Dzięki tej prostej praktyce twój oddech stanie się łagodny i spokojny; taki również będzie twój umysł i ciało, ponieważ oddech stanowi pomost łączący ciało i umysł. Po tym krótkim ćwiczeniu obieraj ziemniaki z takim zaangażowaniem, jakby nic ważniejszego nie istniało na świecie.

Wyspa czasu

W ciągu dnia stwórz sobie piętnastominutową (nie mniej!) wyspę czasu TYLKO DLA SIEBIE. Pamiętaj, że wys-pa ma jasne granice, o które musisz się sam postarać, inaczej twoje otoczenie nadgryzie twoją wyspę. Czas na twojej wyspie jest wyłącznie twój. Ma to być czas całkowicie NIEPRODUKTYWNY, czas, którego miarą nie będzie żadne osiągnięcie ani efekt. Dobrze opisał to Krzyś w rozmowie z Kubusiem Puchatkiem: „To jest tak: kiedy się idzie, żeby to zrobić, a właśnie pytają mnie »Co będziesz teraz robił, Krzysiu?«, odpowiadam »Ach, nic« i wtedy idę i to właśnie robię.”
Rechtschaffen, autor książki „Time shifting”, radzi, aby owe 15 minut miało miejsce zaraz po obudzeniu i aby zrobić coś, co pomaga poczuć własny rytm i wzmocnić go tak, aby pozostał z nami przez cały dzień. Może to być spacer, kąpiel, słuchanie muzyki – wszystko, co wzmaga nasze poczucie istnienia w świecie i nie łączy się z dwoma słowami: „muszę” i „szybko”.
Na wyspie nie należy myśleć o rzeczach, które mam dziś do zrobienia, ani robić przeglądu wczorajszych błędów i dokonań. Jak mówi Thich Nhat Hanh – przeszłość i przyszłość nie są nam do niczego potrzebne. W chwili obecnej mamy wszystko, czego nam potrzeba.

Trzy godziny nieznanego

Ćwiczenie to oparte jest na eksperymencie, proponowanym przez Rechtschaffena ludziom, których cały tydzień zaplanowany jest w kalendarzu. Wybierz w niedalekiej przyszłości taki dzień, w którym masz jeszcze wolne trzy godziny i zaznacz je jako zajęte, wpisując „Ja”. Gdy nadejdzie ten czas, wyjdź z pracy czy z domu – zobacz, co będzie dalej. Masz trzy niezaplanowane godziny, pełne  NIEZNANEGO.
Pomysł zaplanowania „spontanicznego” czasu wynika z potrzeby ominięcia rutyny spędzania dnia, rutyny, która chroni człowieka przed doświadczaniem teraźniejszości, realnej rzeczywistości i samego siebie.

 

Maria Król - Fijewska

Tekst ukazał się na łamach miesięcznika "Charaktery"  nr 10/2010

 

X