Życie bez sensu, ale z realizacją celów

Jak żyć z poczuciem, że życie nie ma sensu? Można by powiedzieć, że się nie da. Ale organizm biologiczny spełnia kryteria żywego organizmu i żyje się.

Poczucie bezsensu życia może być m.in. objawem różnych chorób, ale bywa też reakcją na bardzo trudną sytuację, wstrząsem. I człowiek wchodzi, jak to określa filozof i psychiatra Karl Jaspers – w sytuację graniczną. Znajduje się i w świecie rzeczywistym, ale i poza nim. Jest w konflikcie między tym, co dla niego stało się istotą, a wymogami społecznymi. Jak wtedy żyć? Czy da się wyobcować ze świata, ale po pewnym czasie powrócić do niego? Czy da się pogodzić transcendencję z bezwzględnymi prawami życia fizycznego?

Po raz drugi piszę o ludziach, którzy bardzo często, albo prawie stale odczuwają stany emocjonalne sprawiające, że ich życie jest cierpieniem i udręką. A piszę o tym z nadzieją, że może komuś pomogą niektóre moje sposoby poradzenia sobie ze smutkiem i z życiem bez sensu.

Poprzednio pisałam o smutku i o tym, co z nim można zrobić, gdy przeszkadza.

Pisałam też i o tym, że pięć lat temu straciłam bardzo bliską osobę.

Żałoba opisywana jest w książkach. Dla każdego człowieka żałoba ma inne znaczenie i konsekwencje. Dlaczego tak jest nie wyjaśni żaden podręcznik, bo ani psychologia, ani inne nauki empiryczne nie wiedzą, czym tak naprawdę jest człowiek ( pomijam aspekty biologiczne i fizyczne ). Nie wiadomo też, czym jest poczucie bliskości, które scala dwie osoby w jedność.

Na przebieg żałoby ( co zostało zbadane ) ma oczywiście wpływ: i osobowość, i sytuacja rodzinna, i socjalna, i więzi z innymi ludzmi, a też psycho – somatyczny stan zdrowia osoby po stracie.

W żałobie, ale też i w innych tragicznych i trudnych sytuacjach można czuć bezsens życia.

Smutek i poczucie bezsensu życia to już wystarczające powody, żeby zgłosić się do lekarza psychiatry i do psychoterapeuty. Lekarstwa i psychoterapia pomagają.

Związki chemiczne zawarte w lekach regulują procesy biochemiczne w mózgu i łagodzą, często okrutnie męczące doznania organizmu. Bo po wielkiej traumie nie tylko psychika nie wie, co się z nią dzieje, ale też nie wie mózg, który broni się przed nagłym przyjęciem zupełnie nowych i nieoczekiwanych informacji.

Natomiast psychoterapia, szczególnie na początku, daje możliwość wypowiedzenia, nawet w sposób niezborny, jakichś słów. A słowa potrzebne są, bo jak inaczej przekazać, a najważniejsze samemu zacząć rozumieć to, co pojawia się w emocjach i w myślach? Ważne jest też milczenie, ważny jest płacz. A terapeuta staje się życzliwym i uważnym towarzyszem zagubionego i cierpiącego człowieka.

No więc, jak żyć z poczuciem bezsensu życia? Ja staram się żyć, tak, żeby to życie nie było dla mnie codzienną katorgą. Staram się robić coś, żeby znajdować w życiu chwile zadowolenia i sensu. Są nawet dni, kiedy mój bezsens życia jest mniej męczący i daje i trochę spokoju.

A dla mnie sposobem na to jest „ powiedzenie „ bezsensowi życia: „ teraz nie będę się Tobą zajmowała, bo mam inne sprawy „ . I, np.. choć bardzo mi się nie chce, to umyję kawałek szafki w kuchni. Kawałek. Małe zadania, nie duże , bo dużych nie wykonam. Ale jak myję ten kawałek szafki, to jestem skupiona na szafce, a jak umyję, to czuję zadowolenie. Potem bezsens życia wraca, ale jest lżejszy do udźwignięcia.

Wychodzę też z domu. Dwa razy w tygodniu jadę do pracy, gdzie mój umysł z bezsensu życia przestawia się na sens pracy. A, jak w pracy robię coś, co lubię, umiem i jest to potrzebne innym, to gdy wrócę do domu, często czuję zadowolenie i satysfakcję.

Mój bezsens życia łagodnieje też, gdy pójdę do kościoła, choć jestem agnostyczką.

Przez wiele lat do kościoła nie chodziłam, ale po śmierci ukochanej Córki Basi, namówiona przez wierzącą koleżankę, co roku zamawiam comiesięczne msze za Zmarłych. Czemu? Przecież nie wiem, czy Bóg jest, czy nie. Ale jeśli jest, to msza za Duszę Córki może Jej pomóc.

Do kościoła czasem chodzę też i w inne dni, bo przekonałam się, że odnajduję tam wyciszenie. Ludzie w kościele nie spieszą się i są dla siebie uprzejmi, co coraz rzadziej spotykam na ulicy, w autobusach, czy sklepach. A gdy ksiądz mówi: „ Przekażcie sobie znak pokoju”, to wzrusza mnie autentyczna serdeczność między nami, tymi, którzy jesteśmy w kościele.

Jednak najgorsze są dni, kiedy nie mam obowiązków domowych, nie idę do pracy, nie pójdę do kościoła i nikt mnie nie odwiedzi.

Jestem starsza i schorowana, a największe kłopoty mam z chodzeniem, więc trudno jest mi pojechać na jakąś wystawę, czy odczyt naukowy. Ale może to tylko moje wymówki? Może po prostu mi się nie chce, bo najłatwiej jest mi leżeć na tapczanie zabalsamowana w bezsensie życia i w smutku?

Dni, tygodnie, miesiące mijają ……, a poczucie smutku i bezsens życia trwają. Czasami mniej, a czasami więcej z nimi walczę i wymyślam coś, co te bolesne  stany psychiczne minimalizuje. Ale nie zlikwiduję ich całkowicie, bo jak mogę żyć szczęśliwie w swoim ciele, gdy nie ma w nim kawałka duszy, bo jakiś kawałek duszy wyzwolił się z ciała? ( nawiązanie do filozofii Platona )

Nie chcę refleksyjnie – smutno kończyć tego tekstu, więc, w co wierzę, pewnie jeszcze TU znajdę chwile zadowolenia i poczucie sensu życia.

A Czytelników tej mojej pisaniny, proszę o podzielenie się ze mną i z innymi, własnymi doświadczeniami na temat tego, jak radzić sobie ze smutkiem i z poczuciem braku sensu życia.

 

Krystyna Poznańska - Ostrowska
Dziennikarka, socjoterapeutka oraz systemowa terapeutka rodzinna. Publikowała m.in. w "Życiu Warszawy" i "Nowinkach Psychiatrycznych". Związana z INTRĄ od kilkunastu lat. Obecnie jest odpowiedzialna przede wszystkim za organizację staży studentów naszych szkół psychoterapeutycznych.

X