Intra Młodzi

INTRA MŁODZI to idea i oferta zarazem, która powstała w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na rozwój i psychologiczną pomoc młodym ludziom w okresie dorastania i wkraczania w dorosłość.

Jesteśmy grupą psychologów z doświadczeniem w pracy z nastolatkami i młodymi dorosłymi.
Wierzymy, że im wcześniej uzyska się profesjonalne psychologiczne wsparcie, tym większa szansa, by osiągnąć satysfakcję i pełne zadowolenie z siebie i swojego życia.
Przedstawiamy Ci szeroką ofertę rozwojowo - terapeutyczną, w której znajdziesz zarówno możliwości wsparcia indywidualnego, jak i grupowego. Ośrodek terapeutyczny dla młodzieży INTRA oferuje także wsparcie i pomoc dla rodziców nastolatków.

Zapraszamy na pierwszą konsultację, na której wspólnie z Tobą zastanowimy się, jaki rodzaj pomocy będzie najlepiej odpowiadał Twoim potrzebom i aktualnej sytuacji, w której się znajdujesz.
Każda z propozycji naszej poradni ma służyć zdrowiu i rozwojowi psychicznemu oraz społecznemu.

"Głębokie zrozumienie jest najcenniejszym darem, jaki możemy dać drugiej osobie."
Carl Rogers

 

OFERTA

Jako zespół INTRA MŁODZI prowadzimy:

Poradnictwo psychologiczne jest formą pomocy, która zajmuje się bieżącymi trudnościami danej osoby. Odbywa się w formie kilku spotkań, których głównym celem jest określenie trudności i znajdowanie możliwości ich rozwiązania. Wskazane jest w chwilach, kiedy czujemy, że obecna sytuacja zaczęła lub może nas przerosnąć.

Spotkania obejmują:

  • diagnozę problemu - zidentyfikowanie trudności, z jaką dana osoba sobie nie radzi
  • określenie czynników podtrzymujących problem oraz przeciwności związanych z jego rozwiązaniem
  • poszukiwanie rozwiązań wzmocnienie w realizowanych zmianach

Poradnictwo może wesprzeć i pomóc w trudnościach związanych z:

  • nagromadzeniem się różnych spraw
  • poczuciem przewlekłego zmęczenia, zagubienia czy rozbicia
  • przeżywaniem żałoby, straty czy choroby
  • pracą konfliktami z otoczeniem i bliskimi
  • zmianami podejmowaniem ważnych decyzji usamodzielnieniem się
  • innymi kryzysami w życiu osobistym i zawodowym

Psychoterapia indywidualna – to forma wsparcia, proces, w którym z pomocą terapeuty można lepiej poznać i zrozumieć samego siebie. Poznanie swych uczuć, myśli i potrzeb oraz doświadczenie siebie w aktualnej sytuacji to początek realnych zmian w swoim życiu. W ramach terapii tworzy się między klientem i terapeutą relacja, oparta na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa.

Zadaniem terapeuty jest towarzyszenie klientowi w tym co przeżywa oraz w poszukiwaniu najlepszego rozwiązań dla jego problemów. Psychoterapia dzieci i młodzieży to również konkretne techniki, działania pomagające leczyć różnego rodzaju zaburzenia i problemy psychiczne jak np. częste u młodych osób zaburzenia impulsów i zachowania wiążące się z samookaleczaniem, agresją czy zaburzeniem odżywiania.

Terapia dla młodzieży to regularne spotkania, odbywające się najczęściej raz w tygodniu. W zależności od potrzeb, problemu i chęci klienta terapia może mieć charakter krótkoterminowy (kilka miesięcy) lub długoterminowy.

Spotkanie trwa 50 minut i jest o stałych godzinach w konkretny dzień. O odwołaniu wizyty należy informować z wyprzedzeniem.

Informacje organizacyjne

Więcej informacji oraz zapisy w Sekretariacie Ośrodka INTRA

Udział w grupie rozwojowo-terapeutycznej pozwala na przeżycie i wyrażenie trudnych
emocji, umożliwia przyjrzenie się własnym sposobom funkcjonowania w relacjach z innymi ludźmi.

Uczestnicy uzyskując wsparcie grupy, lepsze rozumienie siebie i własnych trudności mają możliwość wprowadzania konstruktywnych zmian w coraz bardziej dorosłym życiu.

Zapraszamy osoby, które chcą:

  • chcą lepiej zrozumieć siebie
  • nie rozumieją zachowań, reakcji i uczuć innych ludzi, swoich bliskich
  • chciałyby skuteczniej porozumiewać się z innymi
  • mają trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji
  • boją się bliskości
  • czują się samotne, nierozumiane
  • chciałyby zwiększyć pewność siebie
  • chcą być bardziej niezależne w myśleniu i działaniu
  • chcą lepiej radzić sobie z podejmowaniem decyzji i odpowiedzialnością

 

Forma pracy:

Cykl cotygodniowych spotkań grupowych – w czwartki w godzinach 18.00-20.00.
Przewidywany początek zajęć – październik 2017.

Koszt jednego spotkania: 50 zł (płatność za cały miesiąc z góry - 200 zł)

Przed przyjęciem do grupy odbywa się konsultacja z jednym z prowadzących.

Konsultacja jest bezpłatna, trwa 30 min.

Prowadzący:

Rafał Majewski – psycholog, psychoterapeuta
Ewa Parusińska – psycholog, trener

Więcej na temat prowadzących przeczytasz tutaj

Więcej informacji oraz zapisy w Sekretariacie Ośrodka

 

Zespół

Anna Jedlińska

Psycholog, psychoterapeuta, trener umiejętności psychospołecznych. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, ze specjalizacją: psychologia kliniczna. Pracuje z dorosłymi i młodzieżą. W pracy terapeutycznej integruje podejście humanistyczne...

WIĘCEJ

Marta Kosmala

Psycholog, trener umiejętności psychospołecznych.
Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej ze specjalizacją z psychologii międzykulturowej. W Intrze ukończyła Szkołę Treningu i Warsztatu Psychologicznego i kontynuuje Szkołę...

WIĘCEJ

Rafał Majewski

Absolwent Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 2001 – 2008 pracował w Oddziale Dziennym Szpitala Tworkowskiego i oddziałach całodobowych, zajmując się diagnozą psychologiczną, psychoterapią grupową...

WIĘCEJ

Ewa Parusińska

Psycholog, psychoterapeuta, trener umiejętności społecznych. Prowadzi psychoterapię indywidualną  i grupową dla dorosłych i młodzieży, oraz warsztaty psychologiczne. Pracuje w podejściu humanistycznym, wykorzystując elementy różnych nurtów...

WIĘCEJ

MARIANNA FIJEWSKA
Finalistka olimpiady Literatury i Języka Polskiego, aktualnie studentka II roku psychologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz początkująca dziennikarka. Odpowiedzialna za administrowanie facebooka Intra Młodzi.

 

Cennik

 

Sesja psychoterapii indywidualnej - spotkanie 50 min.   100 PLN
Porada psychologiczna - spotkanie 50 min. 100 PLN
Coaching - spotkanie 50 min. 100 PLN (w tym 23 % VAT)
Konsultacja indywidualna dla rodziców - spotkanie 50 min.   130 PLN
Grupa psychoterapeutyczna - spotkanie 120 min. 200 PLN za miesiąc (50 zł za spotkanie). Opłata za cały miesiąc z góry.

 

Czytelnia

 

Ostatnio na imprezie kolega opowiadał o swojej byłej dziewczynie: „Byliśmy ze sobą 6 lat. I wiesz co? To było zmarnowane 6 lat mojego życia!”. Myślę, że ciężko jest świadomie i w pozytywny sposób wykorzystywać doświadczenia z poprzednich związków, kiedy człowiek ma w sobie złość związaną z rozstaniem.

Mówienie o sześcioletnim związku, jako o zmarnowanym czasie może być sposobem radzenia sobie z faktem, że bliskiej osoby już nie ma. Dużo łatwiej jest mówić, że osoba, z którą się związaliśmy była beznadziejna, a związek nieudany, niż przyznać się do smutku lub złości.

Czy jednak człowiek po rozstaniu może zrobić coś, aby świadomie wykorzystać doświadczenia nabyte podczas poprzedniego związku, na przykład by relacja z inną osobą była bardziej udana?

Trzeba przyznać się przed samym sobą, do przeżywania pewnych emocji, a nie wmawiać sobie, że był to tylko zmarnowany czas. Kiedy już to zrobimy, możemy spokojnie zastanowić się nad tym, które momenty były dobre, a których chcemy uniknąć na przykład przy następnej relacji. Co było kiepskie i co warto zmienić.

Jakiego typu doświadczenia uczą nas strachu przed miłością?

Pierwszymi osobami, z którymi zawiązujemy bliską relację są nasi rodzice. Kontakt z rodzicami bywa trudny, czasem towarzyszy mu strach, przykrość, czy opuszczenie. Na przykład w rodzinach alkoholowych dzieci dostają często sprzeczne sygnały. Mają bardzo dużo pozytywnych i bardzo dużo negatywnych wspomnień związanych z rodzicami. Ten sam ojciec kiedy pije jest straszny i agresywny, natomiast kiedy jest trzeźwy, potrafi być dobry i kochający. To właśnie osobom z niepewnym i sprzecznym obrazem rodzica często bardzo trudno jest stworzyć relację opartą na prawdziwej bliskości. Wyobrażają sobie, że miłość nieodłącznie występuje w parze z cierpieniem. Dorosłe dzieci alkoholików często szukają sobie partnerów, którzy tak jak rodzice, zapewnią im ciągłą huśtawkę emocjonalną.

Bliskość nie jest czymś, co stworzone raz pozostaje na zawsze. Trzeba o nią dbać i pielęgnować ją cały czas. Jakie czynniki najbardziej wpływają na to, że ludzie zapominają o ciągłym budowaniu bliskości?

Czasami trudno pielęgnować bliskość w relacji z powodu tempa życia, nadmiaru obowiązków, sposobu organizacji czasu, czy popadania w rutynę. Dlatego warto pamiętać o zadbaniu o to, by był w tygodniu taki czas, w którym bliskie osoby mogą skupić się tylko na sobie nawzajem, kiedy np. nie muszą odbierać ciągle dzwoniącego telefonu, lub załatwiać pilnych spraw. Ludzie w trudnych sytuacjach często zamykają się w sobie. Są blisko kiedy jest dobrze, natomiast kiedy jedno z nich zaczyna przeżywać kryzys- nie mówi tego wprost i tym sposobem oddala się od swojego partnera. Może iść za tym fałszywe przekonanie, że należy radzić sobie samemu i nie martwić bez potrzeby bliskiej osoby. Chłopaka w pewnych sytuacjach może drażnić jego dziewczyna, ale nie chce jej o tym mówić, woli zachować to dla siebie i nie dzielić się czymś, co mogłoby być przykre. Często w małżeństwach dzieje się tak, że jedna osoba nie chce martwić drugiej, więc zamyka się w sobie i nie dzieli się swoimi problemami tym samym rezygnując z bliskości.

Obserwuję wiele związków rodziców moich znajomych, ale nawet wśród moich znajomych zdarzają się takie związki, które zupełnie nie są oparte na bliskości. Dwoje ludzi trwa ze sobą w relacji, która nie ma w sobie śladu zaufania, ani przyjaźni. Dlaczego tak jest?

Jednym z powodów jest na pewno lęk przed samotnością. Ludzie boją się, że po rozstaniu nie będą mieli nawet namiastki bliskości. Wielu z nich może też powtarzać wzorce wyniesione z domu, bo rodzice nie pokazali im, co znaczy, związek oparty na bliskości. Istnieje też pewna presja środowiska- żeby mieć dobrą pozycję społeczną, trzeba mieć chłopaka, albo dziewczynę. Ważne, by osoba, z którą się spotykasz była atrakcyjna fizycznie, a to jaką ma osobowość schodzi na drugi plan. Chodzi o to, żeby mieć się czym pochwalić. Niestety zdarza się też, że ludzie w naszych czasach traktują związek na zasadzie umowy biznesowej- ważne by były rozdzielone obowiązki- kto będzie pracował, kto prał, kto sprzątał. Kontrakt zostaje zerwany jeśli ktoś zawiedzie i nie będzie należycie wywiązywał się ze swoich obowiązków. To nie są relacje oparte na bliskości.

Czy masz wrażenie, że takie „umowy biznesowe” są charakterystyczne właśnie dla naszych czasów?

Mam wrażenie, że pojawiły się pewne czynniki kulturowe, które bardzo takiemu zjawisku sprzyjają.

Na przykład?

Promowanie konsumpcyjnego stylu życia ,postawa „ bardziej mieć niż być”, brak czasu. Wszystko jest szybko i łatwo dostępne, w zależności od posiadanych pieniędzy możliwy jest zakup każdego rodzaju „usługi”. Skoro brakuje czasu, a wszystko inne jest dostępne, to po co go tracić na wzajemne poznawanie się i „docieranie”. Stąd blisko do myślenia, że można wcześniej wszystko ustalić, a potem już tylko pilnować wywiązywania się z warunków umowy. Jeśli ktoś z jakiś powodów nie wywiązuje się z umowy, to wtedy zmienia się dostawcę, operatora, partnera. Kiedyś były dwa programy telewizyjne, ludzie byli w stanie nie nudząc się dłużej skupiać swoja uwagę na jednej treści, teraz częściej przeskakują po kilkudziesięciu kanałach koncentrując swoja uwagę najwyżej na parę minut. W dzisiejszych czasach od małego uczeni jesteśmy, że mamy dostęp do bardzo wielu rzeczy i w związku z tym, nie musimy długo skupiać się na jednej. To może odzwierciedlać się w sposobie, w jaki traktujemy ludzi.

Głównym źródłem nowych znajomości stał się Internet. Częściej słyszę kiedy moi znajomi pytają się siebie nawzajem, nie „Czy rozmawiałeś/ spotkałeś się z nią?” ale „Czy pisałeś z nią?”. Jak te relacje internetowe mają się do bliskości?

Badania psychologiczne wykazały, że ludzie w swoich komentarzach umieszczanych w Internecie są dużo bardziej agresywni, niż gdy wypowiadają je w rzeczywistości do drugiego człowieka. Przypomina mi się tu powieść Goldinga „Władca much”, w której młodzi bohaterowie- szkolni uczniowie znajdując się na bezludnej wyspie, zamieniają się w dzikich wojowników: malują na swoich twarzach maski (stając się bezimiennymi), po czym robią sobie nawzajem straszne rzeczy. Dzięki masce ludzie są anonimowi. Internet jest swojego rodzaju maską. Ludzie nie biorą pełnej odpowiedzialności za to, co piszą w sieci, łatwiej im jest potraktować drugą osobę instrumentalnie. Wielkie słowa i głębokie uczucia, które ludzie wyznają przez Internet, lub smsowo mogą być w gruncie rzeczy puste. Taką relację można łatwo nawiązać i równie łatwo, bez konsekwencji z niej zrezygnować.

Ludzie, którzy stwarzają relację za pomocą Internetu na pewno czują się bezpieczniej, mogą kreować swój wizerunek i nie boją się na tyle odrzucenia.

Oczywiście, w sieci jest bezpieczniej. Kiedy pojawia się realna osoba, widzimy jej twarz, słyszymy jej głos… obawa przed bliskością rośnie. Kiedy jesteśmy w realnym kontakcie pojawia się realne życie ze wszystkimi trudnościami i kryzysami. Nie chcę powiedzieć, że Internet jest zły. Mój kolega poznał przez Internet dziewczynę i dzisiaj są świetnym małżeństwem. Drogą internetową można zawiązać wspaniałe relacje. Chodzi o to, żeby na „pisaniu do siebie” nie poprzestać i umieć wyjść poza sieć, do świata rzeczywistego.
Istnieją związki, które przetrwały od liceum, czy nawet podstawówki.

Co takiego mają pewne pary, że udaje im się tyle wytrwać i po wielu latach być szczęśliwym małżeństwem?

Ważne jest żeby nie wartościować, że związki, które utrzymują się od czasów szkolnych są lepsze. Czasami naprawdę dobrym rozwiązaniem jest rozstanie, a związki zawarte w późniejszym wieku mogą okazać się wspaniałe.

Oczywiście czasami lepiej się rozstać. Mówię jednak o przypadkach, w których rozpadają się związki mające duży potencjał, bo ludzie nie potrafili czegoś zrobić.

Ważne jest, tak jak mówiłem, żeby być otwartym. Dzielić się z drugą osobą swoimi przeżyciami i uczuciami. Żeby być uważnym także na drugą osobę i jej uczucia. Istotne jest także to aby będąc z drugim człowiekiem nie zatracać własnych granic. Żeby dwie osoby nie zlewały się w jedną. Trzeba pamiętać, że jest się odrębna osobą. Jestem Ja i jesteś Ty. Druga osoba nie jest dlatego, „że ja zwariuję kiedy jej nie będzie!”, nasza relacja ma służyć naszemu wzrostowi, a nie tylko ratunkowi. Trzeba umieć wytrzymać ze sobą w pojedynkę, nie tylko dla tego, że jest to dobre dla nas samych, ale również dla drugiej osoby. Ja muszę umieć być sam, po to, by móc zaprosić Ciebie do spotkania. Umieć celebrować momenty spędzone z drugą osobą.

Rozmawiała: Marianna Fijewska

Na jakie problemy związane ze szkołą najczęściej skarży się młodzież?

Młodzież bardzo często używa sformułowania, że szkoła jest jak dżungla, w której chodzi o to, by przetrwać.

Jedni żyją, jak królowie inni muszą chować się w koronach drzew?

Właśnie. W dzisiejszych czasach młodzież silnie zaznacza hierarchię panującą w szkole, czy klasie. Są ładne dziewczyny, są imprezowicze, są kujony...i są osoby, które się w tym systemie nie wyrabiają.

Dlaczego nie każdy może czuć się w szkole swobodnie?

Agata: Role, które wymieniłam oparte są na bardzo sztywnych zasadach, każda rola ma dość szablonowy katalog cech. Oczywiście trudno jest się w tym wyrobić, bo każdy człowiek jest inny i nie można go zamknąć w określonym schemacie. Ładne dziewczyny kolegują się z fajnymi chłopakami, razem z nimi imprezują i są znane w szkole, ale za to uważa się powszechnie, że kiepsko radzą sobie z nauką. Różne osoby, chodzące na grupy młodzieżowe opowiadają, że chciałyby dołączyć do jakiejś szkolnej grupy, ale czują, że musiałyby z czegoś zrezygnować. W tym przypadku czują, że musiałyby zrezygnować z dobrej nauki, czy po prostu z opinii, że są osobami inteligentnymi, którym zależy na edukacji.

Szkolna hierarchia- gdzie ma swoje korzenie?

Hierarchizacja jest procesem nieuniknionym. Prędzej, czy później w każdej grupie rodzi się struktura, tylko że ta szkolna struktura zaprzecza możliwości bycia sobą.

Myślę jednak, że nie możemy powiedzieć, że podziały kreują tylko osoby popularne. Czy prawdą byłoby powiedzenie, że zarówno osoby z góry, jak i z dołu szkolnej drabiny, wzmacniają te hierarchę?

Prawdopodobnie tak właśnie jest, ponieważ nawet osobom, którym “szkolna dżungla” nie jest przychylna, łatwiej jest dostosować się do pewnych cech, niż walczyć o pokazanie swojej prawdziwej osobowości. Zaprezentowanie innym różnorodnego wachlarza swoich indywidualnych cech jest bardziej ryzykowne niż przyjecie pewnego schematu, który daje poczucie bezpieczeństwa. Warto tu wspomnieć o subkulturze hipsterów, którzy chcieli być oryginalni, ale nawet ta oryginalność została włączona do pewnego schematu, zamknęła się w katalogu cech i przestała być oryginalnością. Młody człowiek nie wie jeszcze, w którym zmierza kierunku, a hierarchie pomagają mu w zdefiniowaniu samego siebie. Często słyszę od młodzieży, która na pytanie o szkołę odpowiada na przykład: “w szkole beznadziejnie, jak zwykle”, “w szkole super, ciągle imprezuję ze swoją paczką i razem odwalamy na lekcjach”. Same typy odpowiedzi niosą za sobą schemat, w który wpisana jest dana osoba.

Wiele osób trzymających się na uboczu, które pamiętam ze szkoły, miało swój zupełnie odrębny świat Internetu, w którym żyli, będąc tam prawdopodobnie zupełnie innymi osobami. Czy takie 'internetowe' rozwiązanie jest szkodliwe?

Młodzi ludzie występują w Internecie często pod pseudonimami. Zyskują poczucie bezpieczeństwa i czują, że wreszcie mogą pokazać swoją prawdziwą osobowość. Choć jest to rozwiązanie bardzo ograniczające, bo tak naprawdę mogą pokazać jedynie pewną część siebie. Czasami w Internecie nawiązują trwalsze relacje, bo spotykają osoby z podobnymi do swoich problemami, osoby będące ofiarami przemocy słownej i psychicznej w szkole. Są to osoby bardzo samotne, więc rozmowy z kimś podobnym do nich mogą stanowić ogromne, a często jedyne wsparcie. Robi się to szkodliwe wtedy, kiedy młody człowiek ogranicza się tylko do takich internetowych relacji, całe dnie spędza przed komputerem i zaczyna się coraz bardziej odzwyczajać od bezpośrednich kontaktów z ludźmi.

A propos przemocy, myślę, że istnieje silny związek między tą szkolną hierarchą, a przemocą właśnie.

Istnieje niespisane prawo, które uprawnia osoby popularne do dręczenia psychicznego osób będących niżej w hierarchii szkolnej. Właściwie wyśmiewanie się z osób nieśmiałych, czy mniej popularnych jest wręcz jedną z rzeczy charakteryzujących osoby popularne, czymś wpisanych w ich społeczną rolę.

Co może zrobić osoba, która czuje się samotna, czuje, że nie wyrabia się w tym szkolnym systemie?

Tak jak mówiłam, te podziały bardzo ograniczają indywidualność i blokują naturalny potencjał społeczny oraz towarzyski. Blokują rozwój. My, jako psychologowie proponujemy takim osobom aktywne uczestniczenie w grupach poza szkolnych związanych z rozwijaniem ich zainteresowań, na przykład grupy muzyczne, teatralne, czy sportowe. Proponujemy także grupy socjoterapeutyczne, gdzie w bezpiecznych warunkach można ćwiczyć swoje umiejętności społeczne i wzmacniać pewność siebie.

Rozmawiała: Marianna Fijewska.

Autor: Ewa Parusińska

Dlaczego niektórzy ludzie, zwłaszcza młodzi, samookaleczają się, a inni robią sobie tatuaże? Czy istnieje jakieś powiązanie między okaleczaniem i tatuowaniem  się?
Co mówi o nas jedno i drugie?

Samookaleczenie  jest wyrazem rozpaczy, udręki i bólu bardziej niż jakiekolwiek inne ludzkie działanie. Komunikuje także obecność czegoś niemożliwego do zniesienia, nie dającego się wypowiedzieć. Często budzi wstyd i odrazę w osobach dokonujących ich, jak i w otoczeniu. Ofiary agresji i przemocy mają znacznie większą szansę na empatyczne zrozumienie i pomoc niż ofiary samouszkodzeń. Osoby samouszkadzające się często spotykają się z lekceważeniem, niechęcią, także poczuciem, ze strony osób pomagających, że tracą czas przeznaczony na pomoc „bardziej chorym” pacjentom. Wśród powodów lekceważenia tych osób wymienia się to, że widok ran zadawanych samemu sobie KONFRONTUJE nas z agresywnymi, gwałtownymi i destrukcyjnymi siłami, które wolimy pozostawić nieświadomymi. Autoagresja budzi w nas również uczucie BEZRADNOŚCI.

Samouszkodzenie wyraża jak niebezpiecznym i szalonym jest trwanie w ciele, które doznało  traumy. Uraz ten często spowodowany jest doświadczeniem przemocy, wykorzystania seksualnego. Ponieważ w sytuacji wykorzystania jego sprawca nakłania do milczenia i dyskrecji powstaje konflikt między mówieniem a milczeniem. Jest on  zawieszeniem pragnienia zaprzeczania straszliwym wydarzeniom a chęcią wykrzyczenia ich z siebie. Rany zadawane samemu sobie ujawniając „niewypowiedzianą tajemnice” mogą jednocześnie służyć ODWRÓCENIU od niej uwagi. Wśród źródeł samouszkodzeń często wymienia się także próbę identyfikacji i rozpoznania własnych granic fizycznych oraz wśród młodych osób, sposób wyrażenia na swoim ciele złości na rodziców. Wielu badaczy podkreśla trudności z mówieniem, zwłaszcza  o negatywnych emocjach, występujących u osób dokonujących samouszkodzeń. W powszechnym rozumieniu okaleczanie się jest komunikatem, że osoba chce coś przekazać innym, o czym nie umie, nie chce lub boi się mówić.

Jeśli chodzi o psychologiczne aspekty tatuowania - trudno o jasne rozgraniczenie kiedy tatuowanie staje się patologią. Podstawą jest zrozumienie funkcji jaką pełni dla danej osoby, oraz prawidłowe odczytanie komunikatu jaki niesie. Często mówi się o „normalnym” tatuażu, gdy jest on  kulturowo znaczący, zaakceptowany i estetyczny. Natomiast o „dewiacyjnym” tatuażu mówimy wtedy, gdy jest to akt zindywidualizowany, któremu brak jakiejkolwiek wartości estetycznej. Funkcje tatuowania się mogą pokrywać się z motywami skłaniającymi do samookaleczania się  – jednak TYLKO TATUAŻE są wybierane także z  powodów estetycznych. Odbiór tatuażu na przestrzeni lat zdecydowanie zmienił się. Kilkanaście lat temu nawet mały tatuaż był traktowany jako wyraz zaburzeń osobowości, jakiejś patologii. Dziś dużo większa wagę przywiązuje się do traktowania  go jako podążanie za modą, upiększanie swojego ciała, dodawanie mu atrakcyjności. Najczęściej tatuowanymi symbolami są przeróżne napisy, fantazyjne obrazy religijne, fragmenty szkieletu, dzikie bestie – symbole te są swoistym testamentem aktualnych relacji, a w przyszłości jedynym znakiem istnienia tych relacji. Dzisiejsze tatuaże mogą odzwierciedlać poczucie osamotnienia, pragnienie przynależności i stabilności więzi. Jest to bardziej rola ROZWOJOWA niż niszcząca, destrukcyjna. Istotny jest wybór MOTYWU tatuażu, mówi on dużo  o potrzebach psychicznych. Wśród motywów tatuowania wymienia się m.in. wspomniane wcześniej upiększenie swojego wyglądu; podkreślenie swojej indywidualności;  kontrolę nad własnym wizerunkiem; „osobiste narracje” jak np. osobiste katharsis poprzez tatuowanie potworów, maltretowanych części cała; chęć sprawdzenia siebie, swojej wytrzymałości fizycznej (autoagresywna tendencja); okazywanie przynależności do grupy i zaangażowanie np. tatuaże plemienne, subkultury; opór protest przeciw społeczeństwu, rodzicom – szczególnie u młodzieży; duchowość i tradycję; uzależnienie wynikające z odczuwania przyjemności, która towarzyszy tatuowaniu poprzez uwalniające się endomorfiny  („kolekcjonerzy tatuażów”); seksualne – uwypuklenie seksualności, podkreślenie preferencji np. pośladki u homoseksualistów. Ostatnim z motywów może być po porostu brak konkretnego powodu. Często są to tatuaże zrobione pod wpływem impulsu np. pod wpływem alkoholu.

Podsumowując chciałabym podkreślić, że zarówno samookaleczanie jak i tatuowanie się może wiele powiedzieć o danej osobie, jej przeżyciach, wnętrzu. Jak powiedział badacz Anzieu możemy traktować skórę jako kontener ciała i przeżyć, barierę między JA a światem zewnętrznym. Warto jednak być ostrożnym w zbyt pochopnym ocenianiu czy szufladkowaniu osób samookaleczejących się czy posiadających tatuaże.


Bibliografia

Bibkier, G., Arnold, L. (2002), Autoagresja. Mowa Zranionego Ciała, Gdańsk: GWP.
Mędrzycki, K. (2012), Zaburzenia osobowości a tatuowanie się, konferencja Po drugiej stronie lustra na UKSW w Warszawie.
Nowak, R. (2012), Psychologiczne aspekty tatuowania się, Roczniki Psychologiczne, nr.2.
Żechowski, C., Namysłowska, I. (2008), Kulturowe i psychologiczne koncepcje samouszkodzeń, Psychiatria Polska nr 5, s.647-657.

Autor: Anna Jedlińska

Kamil od dwóch tygodni nie rozmawiał z rodzicami. Właściwie to jak się zastanowił, to  z nikim nie rozmawiał. Poza kolegami w pracy, współlokatorką i kilkoma innymi osobami, z którymi spotkań uniknąć nie mógł. Odkąd rozstał się z dziewczyną, nie potrafił znaleźć sobie spokojnego miejsca, zebrać myśli. Wciąż przypominały mu się sceny związane z ich ostatnią kłótnią, jej wyraz twarzy, ton głosu, jak była ubrana...

Pierwszy raz zdarzyła mu się taka sytuacja, z którą tak długo nie mógł sobie poradzić. Co ze mnie za facet? - myślał. Przecież nigdy nie byłem sentymentalny, nie wzruszałem się z byle powodu, nie rozpamiętywałem starych miłości. A teraz? Niemal w każdej godzinie zdarzały mu się momenty, że czuł się na granicy łez. Dlatego też starał się unikać kontaktu ze ludźmi, a chodząc po mieście obowiązkowo miał na nosie ciemne okulary. Było mu wstyd i czuł się… No właśnie. Nie umiał tego nazwać, ubrać w sensowne słowa. Wszystko wydawało mu się jednocześnie jasne i bardzo mgliste, nie wiedział już co czuł naprawdę, co sobie wymyślił, a co podsunęli mu troskliwi znajomymi (Dobrze, że z nią skończyłeś. Wysysała tylko z Ciebie cenną energię. Takie dziewczyny potrafią tylko wykorzystywać facetów do własnych celów. - słyszał). Poczucie winy mieszało się u niego z poczuciem krzywdy, tęsknota z gniewem, bezradność z chęcią działania i odwrócenia tego wszystkiego. Nie wiedział już co robić, chciał tylko, żeby to się skończyło. Ale nie mijało. Im dłużej siedział sam w pokoju, tym więcej o tym myślał i tym mniej miał ochotę gdziekolwiek wychodzić. Czuł się z tym zupełnie sam. Porzucony, nierozumiany i nieszczęśliwy…

***

Współlokatorka Kamila – Kasia, widziała że od zerwania z Olgą, jej współlokator nie wychodzi z domu, nie rozmawia z nią, a nawet czasem przechodzi obok jakby jej nie widział, zajęty jakimiś mrocznymi myślami, spięty i rozkojarzony. Postanowiła mu pomóc. Ona także przechodziła podobne kryzysy, przy rozstaniu z długoletnim partnerem, czy w sytuacji choroby matki. Wiedziała jak trudno jest o tym mówić, nawet osobom bliskim, szczególnie jeśli ma się trudność w mówieniu o własnych emocjach, czy przyznawaniu się do swoich myśli. Dlatego za namową przyjaciółki poszła do psychologa. Nie na terapię, tylko na kilka spotkań z psychologiem, który pomógł jej w określeniu tego co się z nią dzieje i jak może sobie z tym poradzić. Pamięta jeszcze jaką poczuła ulgę po pierwszym takim spotkaniu. Jak nagle cały ciężar zmniejszył się dwukrotnie i jak poczuła, że nie wszystko jest jeszcze stracone, że może wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Te kilka spotkań dały  jej potrzebną siłę, nadzieję i narzędzia do poradzenia sobie z tymi trudnościami i uczuciami, jakie przeżywała. Czasem nawet do nich tęskniła... Żeby tak znów usiąść naprzeciw tego przyjaznego Pana Marka i po prostu poopowiadać mu o swoim życiu i pozwolić by przez pytania i rozumiejącą postawę, pomógł jej zobaczyć to wszystko szerzej, spojrzeć na siebie inaczej, wymyślić nowe rozwiązania. To było takie odświeżające i inspirujące! Teraz nie miała pieniędzy na regularne sesje, ale postanowiła sobie, że jak w końcu dostanie awans, to umówi się na kolejne spotkanie. No a teraz ktoś inny potrzebuje pomocy i wsparcia Pana Marka… I z tą myślą delikatnie zapukała do drzwi pokoju Kamila.

 

Każdy może skorzystać z poradnictwa psychologicznego. Ta forma pomocy szczególnie kierowana jest do osób zdrowych, które przeżywają kryzys sytuacyjny lub rozwojowy, z którym trudno sobie samodzielnie poradzić. To kilka spotkań w trakcie których można lepiej przyjrzeć się własnym problemom i własnym zasobom potrzebnym do poradzenia sobie z nimi. Taka pomoc pomaga wrócić do stanu równowagi i przywrócić wiarę we własne możliwości.

autor: Anna Jedlińska

Poradnictwo młodzieżowe

Poradnictwo młodzieżowe jest skierowane do młodych osób wkraczających w dorosłość, które napotykają na różnego rodzaju trudności w swoim życiu i potrzebują zewnętrznego wsparcia w znalezieniu najlepszych dla siebie rozwiązań.

 

Problemy te często mogą wiązać się z:

rodziną – z poczuciem bycia nierozumianym, odtrąconym, złością na rodziców, bądź rodzeństwo, trudnością w zaakceptowaniu rozstania lub rozwodu rodziców, poczuciu bycia przez nich kontrolowanym lub braku kontaktu z bliskimi

kontaktem z rówieśnikami – z trudnościami w zrozumieniu zachowania swoich znajomych i przyjaciół, poczuciem bycia oszukiwanym, zdradzonym, gdy młodzi borykają się z sytuacją rozstania, odrzucenia, gdy czują że ich środowisko źle na nich działa, gdy często popadają w konflikty, trudno im się dogadać, nie wiedzą jak powiedzieć o ważnych dla siebie sprawach, nie czują się swobodnie w gronie rówieśników

życiem szkolnym – gdy młodzi mają obawy związane z chodzeniem lub przebywaniem w szkole, doświadczają przemocy rówieśniczej, popadają w konflikty z nauczycielami, nie radzą sobie z nauką, nie wiedzą w jakim kierunku chcą się kształcić

kontaktem z samym sobą – gdy młode osoby nie wierzą w siebie, często są smutne lub złoszczą się, nie akceptują swojego wyglądu, nie radzą sobie z własną agresją, nie rozumieją własnych uczuć lub zachowań, nie wiedzą jak radzić sobie ze stresem, często się oceniają

 

Wpierające spotkania z psychologiem mogą posłużyć:

  • w lepszym poznaniu samego siebie
  • pełniejszym zrozumieniu swoich kontaktów z bliskimi osobami
  • poznaniu i wyrażeniu swoich uczuć i emocji
  • w zastanowieniu się nad swoimi potrzebami i celami
  • lepszym radzeniu sobie z sytuacjami trudnymi i stresowymi
  • znalezieniu dobrych sposobów rozwiązywania kłopotów
  • we wzmocnianiu samooceny i wiary w siebie
  • poznaniu swoich mocnych stron
  • w podejmowaniu ważnych dla siebie decyzji
  • poszukiwaniu odpowiedzi na ważne dla siebie pytania
  • odnajdywania swoich sensów i motywacji

Autor: Rafał Majewski

 

Bliskość emocjonalna jest niezwykle potrzebna w ważnych relacjach, w tym oczywiście w relacjach osób tworzących pary. Jest czymś naturalnym, rozwija się dzięki byciu z drugą osobą, otwartości na nią, dzięki uważnemu słuchaniu, dostrzeganiu jej emocji, potrzeb, buduje się przez wspólne doświadczanie i przeżywanie spraw tych drobnych, codziennych i tych wyjątkowych. Przy budowaniu bliskości w związkach, ważna  jest aktywność dwóch stron, potrzebna jest umiejętność nie tylko uważności na drugą osobę, ale też uważność na siebie samego, własne emocje, potrzeby, wartości oraz umiejętność nazywania tego co się właśnie przeżywa, tego co jest ważne i czasem odrobina odwagi  po to żeby móc o tym powiedzieć drugiej osobie.

 

Teoretycznie, wszystko jest proste, naturalne, potrzebne więc w czym problem i po co ta odrobina odwagi?

Żeby być z kimś emocjonalnie blisko, nie można udawać kogoś innego, trzeba być naprawdę sobą, w całości ze swoimi zaletami i wadami, z tym z czego jest się dumnym i z tym co wstydliwe, bolesne. Trzeba trochę się „odsłonić” i zaufać, że druga  osoba nie zawiedzie, nie wykorzysta tej wiedzy przeciwko mnie, nie „zrani”.

 

Kiedy już się doświadczyło, że ktoś bliski zawiódł, to zaufanie nie przychodzi łatwo i pewnie potrzeba czasu oraz więcej niż odrobiny odwagi żeby być sobą.„odsłonić się” drugiej osobie.

Czasami jest tak, że można jednocześnie bardzo chcieć tej bliskości (miłości) i bardzo się jej obawiać. Nie zawsze te obawy są świadome i pewnie są tym większe im ważniejsza była ta osoba która w jakiś sposób zawiodła. ( i nie zawsze musi mieć to związek z relacją w związku) Wiele osób od początku swojej drogi życiowej może doświadczać wielu trudności związanych z niewystarczającą opieką rodziców, może „nauczyć się”, że bliskości zawsze musi towarzyszyć jakiś rodzaj cierpienia.

 

Czasami trudno być sobą z  prostej obawy, że stracę tę bliską osobę kiedy się przekona jaki  naprawdę jestem, ponieważ nie jestem wystarczająco dobry, fajny, ciekawy, albo nie jestem takim człowiekiem z jakim ta osoba chciałaby być.  Więc czasem bez tej odwagi może być trudno wyrazić swoją złość, lub powiedzieć nie.

 

Kolejny problem z budowaniem bliskości emocjonalnej polega też na tym, że bliskość wymaga czasu, cierpliwości, uważności. Może też wymagać pójścia trochę pod prąd w środowisku gdzie wartościowe jest to, co dzieje się natychmiast i intensywnie, gdzie ważne jest to co się „ma” i co się wydaje atrakcyjne na pierwszy rzut oka,  czym można się pochwalić (pewnie trudniej budować bliskość emocjonalną z osobą, która jest bardzo atrakcyjna fizycznie, ale nie ma z nią za bardzo o czym rozmawiać).

 

Autentyczna bliska relacja może  prowadzić do lepszego zrozumienia siebie, uświadomienia czego tak naprawdę, się chce. Obecność kochanej osoby może tworzyć w życiu nowe możliwości, może wprowadzać w  świat, którego wcześniej się znało. Każda z osób może wnieść i dzielić się swoimi zdolnościami, pasjami, wiedzą, doświadczeniem życiowym. Bycie w bliskim związku dostarcza osobom mnóstwa okazji do wspierania się  i pomagania sobie w przekraczaniu własnych ograniczeń. Bliska osoba może być partnerem w procesie rozwoju, zmieniającym jakość życia.

 

Bycia w związku, budowania bliskości można się uczyć. Dobrze jest zauważać, pamiętać i korzystać z pozytywnych doświadczeń nawet jeśli dany związek, z różnych przyczyn kończy się rozstaniem. Warto dbać o siebie i o drugą osobę po to, by móc czerpać siły z pozytywnych doświadczeń. Pewnie się jest innym „sobą” w wieku dziesięciu, dwudziestu, czy trzydziestu lat, rzadkością są pary (ale się zdarzają), które przetrwały razem od podstawówki, czy liceum i założyły wspólnie rodzinę.

Przy refleksjach na temat bliskości emocjonalnej, upływu lat, wchodzenia w związki, miłości przypomina mi się serial „Cudowne lata” ( powracający co kilka lat emitowany w różnych stacjach TV.).

Główny bohater Kevin Arnold, którego losy możemy obserwować na przestrzeni wielu lat,  w pierwszych odcinkach rozpoczyna naukę w szkole podstawowej i zaczyna towarzyszyć  swojej pierwszej miłości Winnie .  Doświadcza trudów życia, na różnych jego etapach, uczy się bliskości w związku, miłości, przechodzi wspólnie z Winnie wzloty i upadki, wchodzi w dorosłe życie. W ostatnim odcinku dowiadujemy się, (dzięki narracji głównego bohatera, który z perspektywy dojrzałego mężczyzny wspomina swoje cudowne lata),  że chociaż przyrzekali sobie miłość, każde z nich wybrało najpierw studia, potem życie w różnych częściach świata. Pisali do siebie co tydzień listy, przez osiem lat. Po tych ośmiu latach znowu się spotkali – Kevin powitał Winnie z żoną i kilkumiesięcznym synem… Nie jest to jednak smutna historia. W jakiejś części,  dzięki temu czego wspólnie doświadczyli i temu co dobrego sobie podarowali, Kevin i Winnie mogą być tym kim są, mogą czuć się spełnieni, doświadczają bliskości, kochają i są kochani.

Autor: Anna Jedlińska

Szczęście nie bierze się znikąd. Jest sumą naszych myśli, uczuć i czynów. Ludzie szczęśliwi mają określone zwyczaje i rytuały, które zwrotnie sprawiają, że stają się oni bardziej szczęśliwi i zadowoleni.
Tutaj znajdziesz listę zwyczajów i rytuałów, które zwiększą szansę na to byś i ty mógł poczuć przypływ szczęścia i radości na co dzień

1. Zatrzymaj moment.
Rozejrzyj się dookoła siebie. Spróbuj zauważyć jedną rzecz, którą często postrzegasz jako Ci w życiu daną i oczywistą. Że po prostu jest i już.
A teraz spójrz na nią jeszcze raz, ale inaczej - z pełną uwagą. Spróbuj zaangażować w to wszystkie swoje zmysły. Zauważ pozytywne uczucia i skojarzenia, które masz z tą rzeczą/osobą/zjawiskiem. Postaraj się utrzymać tę uważność przez 15-20 sekund, byś naprawdę mógł poczuć jej znaczenie dla siebie. Doceń ją.

2. Praktykuj nieoceniającą postawę do siebie i innych.
Większość ludzi, także ty, robią co mogą by dobrze wykorzystać zasoby i talenty jakie mają.
Nikt raczej nie budzi się i nie myśli sobie: „No to dziś przegram swoje życie”. Bądź więc wyrozumiały tak dla siebie, jak i dla innych.

3. Uruchamiaj realistyczne myślenie.
Nie musisz koniecznie być optymistą. Czasem zdrowy sceptycyzm jest wskazany. Staraj się być jednak zrównoważony w swoim myśleniu. A więc na przykład sprawdzaj: jaki jest dowód na to (tu włącz jakieś zmartwienie, bądź obawę), że to jest prawda? Co świadczy przeciw tej tezie/myśli? Jak się czujesz z każdą z tych możliwości? Co wolisz?
A także: Jakie mogę sobie poradzić, jeśli zrealizowałby się najgorszy scenariusz?

4. Przebywaj z innymi.
Jesteśmy istotami społecznymi i naszą fundamentalną potrzebą jest ta związana z przynależnością, do jakiejś grupy, środowiska. Posiadanie społecznego wsparcia jest też dobrym zapleczem w sytuacji stresu i napięcia. Życzliwa rozmowa z bliskimi, podobnie myślącymi osobami, może także pomóc ci zobaczyć twoje problemy z innej perspektywy. Możesz też usłyszeć cenną dla siebie opinię.

5. Rozwiązuj problemy konstruktywnie.
Traktuj emocjonalne kryzysy jako tymczasowe i rozwiązywalne. Ćwicz umiejętności związane z asertywnością. Doświadcz, jak możesz być miły i stanowczy jednocześnie. Nie poddawaj się i zawsze sprawdzaj, czy masz wpływ na sytuację, w której się znalazłeś.
A jeśli nie masz – spróbuj to zaakceptować.

6. Zadbaj o czas dla siebie i rozwój zainteresowań.
Dbaj o swój rozwój fizyczny, o ruch, jedz zdrowo przez większość czasu, dbaj o odpowiednią długość snu (ok. 8 godzin), bądź dla siebie miły i wyrozumiały. Pilnuj także swoich granic psychologicznych, bo ich naruszanie kosztuje cię dużo energii i emocji. Masz prawo do prywatności i czasu tylko dla siebie bez wyrzutów sumienia.

7. Dziel się wdzięcznością i miłością.

Wyrażaj wdzięczność tym osobom, które przyczyniły się do Twojego rozwoju i wzrostu. Okaż im to wysyłając kartkę albo spędzając z nimi trochę czasu.

8. Skup się na tym, co dobrego ci się przydarza.
Wypisz codziennie trzy dobre rzeczy, które wydarzyły się danego dnia. Jeśli coś ci się spodoba albo zachwyci – zrób temu zdjęcie i podziel się nim z innymi. Prowadź pamiętnik. Te proste czynności sprawią, że Twój umysł będzie dostrzegał więcej faktów, które świadczą o tym, że naprawdę codziennie możesz odnaleźć coś dobrego i pięknego.

9. Żyj tak, jakbyś był na wakacjach.

Co sprawia, że czas wakacyjny jest lepszy od tego, który spędzamy w domu? Bo jesteśmy otwarci na nowe doświadczenie. I próbujemy nowych rzeczy.
W miejscu, w którym żyjesz jest mnóstwo rzeczy do odkrycia, poznania, które mogą dać ci dużo radości. Zaplanuj sobie czas by stać się turystą we własnym mieście.

10. Pomóż sobie uśmiechem.
Badania pokazują, że gdy twoje usta formułują się w uśmiech, neurony przesyłają do mózgu sygnał, że jesteś szczęśliwy. Wykorzystaj to. Gdy czujesz się „nie do końca” postaraj się więc bardzo zwyczajni wygiąć usta w uśmiech. Wyobraź też sobie, ze twoje oczy się śmieją. I zwyczajnie poczuj radość.

11. Śmiej się i baw.
Jest udowodnione, że szczery śmiech obniża ciśnienie, minimalizuje hormony stresu, chroni przed infekcjami, wzmacnia pamięć i umiejętność uczenia się, a także zwiększa kreatywność. Czytaj więc dowcipy, zabawne historie, oglądaj komedie! Nie szczędź sobie humoru.

12. Spraw sobie lub innym prezent.
Same pieniądze szczęścia nie dają, ale za pieniądze możesz sobie kupić odrobinę szczęścia, jeśli tylko przeznaczysz je na dobre, istotne dla ciebie rzeczy, jak wejście w jakieś ciekawe doświadczenia lub coś co wiesz, że innym sprawi radość.

13. Upraszczaj i minimalizuj.
Zbyt wiele rzeczy, aktywności, wyborów – zbyt wiele czegokolwiek – może powodować stres i obniżać poczucie szczęścia. Ogranicz zatem to, co jest ci zbędne. Nie bój się pozbywać, wyrzucać, oddawać, rezygnować.

14. Unikaj porównań.
Tak często porównujemy to jak czujemy się wewnątrz, z tym co widzimy u innych na zewnątrz. A przecież wszyscy tak samo przeżywamy i radości i porażki.
Spróbuj pamiętać, że to co widzisz na wierzchu może być tylko pozorne. Spróbuj patrzeć głębiej na innych i z życzliwością na siebie.

15. Staraj się żyć autentycznie i z sensem.
Bądź szczery wobec siebie i żyj zgodnie ze swoimi wartościami. Zapytuj siebie: czego pragnę w swoim życiu? O czym marzę? Jakie małe kroki mogą mnie przybliżyć do realizacji tych celów?

I przede wszystkim nigdy się nie poddawaj. A jak coś nie pójdzie to pamiętaj, że jutro jest nowy dzień i nowa szansa na uczynienie życia takim, jakiego pragniesz.

Źródło: Magazyn Psychology Today
Opracowała: Anna Jedlińska

Autor: Ewa Parusińska

Komunikujemy się z ludźmi praktycznie cały czas.
Jednak każdy z nas inaczej odbiera to, co słyszy i przez to też  inaczej reaguje.

Chciałam zapoznać Was z tzw. KOMUNIKACYJNYMI USZAMI prof. Friedmana Schulza von Thuna.

Każda wypowiedź niesie wiele informacji, jest jakby pakietem informacyjnym. Wyróżniamy 4 płaszczyzny wypowiedzi – można powiedzieć, że słuchamy nie dwoma, a  „czworgiem uszu” :

- RZECZOWYM – skupiamy się tutaj na faktach, odbieramy informacje wprost,  klarownie. Płaszczyzna ta jest zazwyczaj zrozumiała intelektualnie, dotyczy inf.  będących odpowiedzią  na pytania Jak?, Gdzie?, Kto?, Co? , Kiedy? Zdecydowanie bliższa mężczyznom – tzw. konkret.

- APELOWYM- poziom potrzeb, życzeń, próśb, oczekiwań, ale też płaszczyzna podatna na manipulacje, wywieranie wpływu. Często zawiera się w pytaniach nie wprost: Czego ode  mnie oczekuje? Co powinienem zrobić? Do czego chce mnie nakłonić?
Osoby, którym ta płaszczyzna jest bliska często wypowiedzi innych traktują jako powinności, coś co muszą wykonać, coś czego inni od nich oczekują. Znane są z „czynienia wszystkim dobrze”, a zaniedbywania siebie.

- UJAWNIAJĄCYM SIEBIE- poziom opinii, myśli, ocen – mówię coś o sobie, świadomie wyrażam siebie albo nieświadomie odsłaniam siebie, mówi o obecnym stanie nadawcy. Pytania: Kim on jest? Co chce mi o sobie powiedzieć? Czy jest interesujący? Ucho to często nazywa się terapeutycznym, ponieważ na jego poziomie druga osoba najwięcej mówi nam o sobie, jest autentyczna – jest sobą.

- RELACYJNYM - mówi o stosunku do odbiorcy, sposobie traktowania go - często w usłyszeniu, zrozumieniu nadawcy  pomaga ton głosu, wyrażane uczucia czy gesty.  Odpowiada na pytania  Jak się do mnie odnosisz ? Co myślisz na mój temat?  Czy czujesz się ze mną dobrze ? Inaczej ucho to jest nazywane drażliwym, bo czasem jesteśmy na tyle wrażliwi na wzajemne relacje, że nawet neutralne wypowiedzi odczytujemy jako atak czy zagrożenie -odnosimy wszystko do siebie np. Ktoś mówi : „Lubię Cię” , a ja zaczynam zastanawiać się – może ma jakiś interes, może chce mnie pocieszyć. W tej płaszczyźnie zdecydowanie przeważają kobiety.

Zwykle jedno z czterech naszych „uszu” jest lepiej rozwinięte. Na jednej, dwóch płaszczyznach słyszymy najlepiej i czujemy się najlepiej. Najbardziej wrażliwe „ucho” nadaje rozmowie specyficzny bieg. Często jesteśmy częściowo „głusi”, któreś z naszych uszów jest nieczynne i wtedy dochodzi do nieporozumień. Interpretacja tego, co słyszymy jest zupełnie różna od intencji nadawcy. Dlatego tak ważne jest uświadamianie sobie wszystkich 4 rodzajów uszu- płaszczyzn wypowiedzi i to, by je wszystkie rozwijać. Są one jednakowo ważne i mogą znacznie pomóc w bardziej zrozumiałym komunikowaniu się z bliskimi i innymi ludźmi.

Na koniec chcę podać Wam dwa przykłady, które mam nadzieję lepiej wyjaśnią przedstawiony powyżej model.

Pasażer mówi do kierowcy: „Jest zielone światło”
Co słyszy kierowca? Uszy:
-rzeczowe – światło jest zielone – ocena sytuacji na drodze
-relacyjne- pasażer uważa, że potrzebuję jego pomocy
-ujawniania siebie – spieszy mu się, jest czujny i uważny
-apelacyjne – chce abym dodał gazu

Mama mówi do dziecka: „Dzisiaj jest bardzo zimno.”
Co słyszy dziecko? Uszy:
-rzeczowe- stwierdzenie faktu – jest zimno
-relacyjne – martwi się o mnie, boi się, że zmarznę nie poradzę sobie bez niej
-ujawniania siebie – mama ma potrzebę opieki nade mną
-apelacyjne – chyba chce abym ubrał czapkę

 

Zainteresowanych dalszym pogłębianiem tematu polecam książkę „Sztuka rozmawiania” Friedemann Schulz von Thun

78% młodzieży w wieku 18-24 lata loguje się na Facebooka kilka i kilkadziesiąt razy dziennie! Mniej niż raz dziennie loguje się jedynie około 10%. W Polsce profile na Facebooku ma ponad 6 milionów osób i instytucji.*

Dlaczego kochamy Facebooka?

Odwiedziny na Facebooku poprawiają nasz nastrój. Najwięcej deklaracji dotyczących poprawy nastroju zgłaszanych jest w grupie wiekowej 18-24 lata (Sondaż Miesięcznika CHARAKTERY, 2011). Każdemu logowaniu towarzyszy przyjemne podniecenie oraz ciekawość związana z nowymi informacjami.  Poza tym kuszeni jesteśmy przez dwie główne zalety Facebooka: możliwość nawiązywania powierzchownych relacji (ulegamy złudzeniu popularności) oraz całkowitą kontrolę nad autoprezentacją (możemy pięć godzin robić sobie „takie tam” zdjęcie, które w efekcie będzie idealne).

Globalna manipulacja

Niewielu z nas wie, że w roku 2012 około 700 tysięcy użytkowników Facebooka nieświadomie wzięło udział w badaniu przeprowadzonym przez amerykańskich naukowców (A.D.I. Kramer,  J.E. Guillory,  J.T.Hancock). Badacze podzielili przypadkowych użytkowników Facebooka na dwie grupy: w pierwszej grupie badanej użyli specjalnego filtra, który przepuszczał do ich „aktualności” prawie wyłącznie posty (publikowane przez znajomych) o negatywnym zabarwieniu, to znaczy posty posiadające przeważającą liczbę słów negatywnych. W drugiej grupie badacze zrobili dokładnie to samo, lecz większość postów miała zabarwienie pozytywne. Jak się okazało badani użytkownicy, którzy otrzymywali procentowo więcej informacji  negatywnych, sami byli bardziej skłonni do zamieszczania postów o charakterze negatywnym (ich nastrój obniżał się pod wpływem informacji otrzymywanych od znajomych). To samo działo się z użytkownikami otrzymującymi pozytywne powiadomienia- byli bardziej skłonni do zamieszczania postów o charakterze pozytywnym. To bardzo niepokojący wynik dotyczący naszej podatności na manipulacje ze strony portali społecznościowych. Nie mówiąc już o ogromnej władzy ludzi zarządzających  Facebookiem. Co gorsza, najbardziej zaangażowani użytkownicy Facebooka czyli osoby do 24 roku życia, są najmniej świadomi manipulacji, jakiej mogą ulegać. Obawę przed manipulacją wyraziło jedynie 9 % użytkowników do lat 18, i 12% użytkowników w wieku 18-24 lat (Sondaż Miesięcznika CHARAKTERY, 2011).

Żyletka, woda, kran - mam doskonały plan

Według badaczy Junghyun Kim i Jong-Eun Roselyn Lee, na Facebooku istnieją dwie strategie autoprezentacji- pierwsza nazywana jest „ostentacyjnym obnażaniem się do granic”. Częściej spotykana u młodszych użytkowników Facebooka. Polega na zamieszczaniu osobistych postów, dotyczących swojego życia, humoru, przeżywanego cierpienia, czy zawodu miłosnego. Zwolennicy tej strategii stwarzają pozory zachowań autoagresywnych- posty pełne są żalu do samego siebie.  Obnażanie się ze swoim smutkiem (ekshibicjonizm emocjonalny) ma wywołać zainteresowanie społeczne- w rzeczywistości chodzi o to, by znajomi danego użytkownika zainteresowali się nim, zaczęli go pocieszać i chwalić za jego zasługi, aby poprawić mu humor.

Narcystyczne #Selfie#

Dużo bardziej popularną strategią jest jednak idealizacja swojego wizerunku. Użytkownicy będący zwolennikami tej strategii  odwołują się do idei społecznie pożądanego wizerunku, prezentując szereg aprobowanych powszechnie cech.  Badania A.L. Mendelson i Z. Papacharissi wykazały, że użytkownicy Facebooka najczęściej udostępniają zdjęcia wyrwane z kontekstu biograficznego, tożsamościowego, a nawet sytuacyjnego. Innymi słowy, zdjęcia te nie mówią kompletnie nic o tym, jakimi jesteśmy osobami, czym się interesujemy, jak żyjemy. Zdjęcia stają się czystym obrazkiem zorientowanym na uzyskanie aprobaty społecznej dotyczącej wyidealizowanego, a często nieprawdziwego wizerunku nas samych. Badaczka S. Mehdizadeh wykazała, że istnieje związek pomiędzy orientacją narcystyczną a autoprezentowaniem się na Facebooku. W przypadku mężczyzn chodzi głównie o zamieszczanie postów dostarczających pozytywnych informacji o nich samych, w przypadku kobiet chodzi udostępnianie sztucznych, wyidealizowanych zdjęć.

Gwiazda w necie, szarak w świecie

Badania L.Bonetti i M.A. Campbell i L.Gillmore przeprowadzone wśród dzieci i nastolatków wykazały, że im więcej czasu spędzają na portalach społęcznościowych,  tym większą samotność odczuwają. Podobne wyniki przyniosło badanie przeprowadzone wśród studentów amerykańskiego colleagu- osoby o największym poczuciu osamotnienia i lęku spędzały najwięcej czasu na Facebooku.  Jeszcze inne badanie (K. Karl, J. Peluchette, C.Schlaegel)  wykazało, że osoby spędzające najwięcej czasu w Internecie cechują się: samotnością, niskim poczuciem własnej wartości, niepokojem oraz odczuwanym spadkiem nastroju.

FO M O

Amerykańscy psychologowie w celu zdiagnozowania uzależnienia od Facebooka wysnuli koncepcję „lęku przed przeoczeniem”  zwanego FOMO (Fear Of Missing Out). Lęk ten pojawia się u osób uzależnionych, kiedy nie mają one dostępu do Facebooka. W konsekwencji ludzie, zamiast uczestniczyć w realnych wydarzeniach, nieustannie sprawdzają, w czym mogliby lub powinni uczestniczyć. Lęk ten w bardziej rozwiniętej formie może być przyczyną niezdolności do dokonywania wyborów oraz stanu nieustannego wahania się.  Jeśli  niemożność skorzystania z portali społecznościowych jest dla ciebie obciążająca, niesie za sobą stres i niepokój- wiedz, że powinieneś to skonsultować.

Nie  "lajki" zdobią człowieka

W celu weryfikacji osobistej hipotezy na temat ogromnego wpływu Facebooka na coraz więcej dziedzin w realnym życiu jego użytkowników, postanowiłam przeprowadzić badania własne. Większość z nas na pytanie „Czy oceniasz innych na podstawie ich profilu na Facebooku?” wykrzyknęłaby, że nie , lub zaczęła się śmiać. Staramy się nie oceniać ludzi na podstawie koloru skóry, ubrania i pieniędzy- a co dopiero w oparciu o kilka zdjęć i komentarzy na jakimś portalu… Badanie przeprowadzone przeze mnie polegało na ocenie atrakcyjności dziewczyny na podstawie zdjęcia jej twarzy,  w skali od 1 (nieatrakcyjna) do 10 (bardzo atrakcyjna). Pierwszej grupie zostało pokazane zdjęcie dziewczyny, pod którym widniał pasek (taki sam jak na Facebooku) z liczbą polubień równą 2, oraz z widocznym brakiem komentarzy ani ponownych udostępnień. Drugiej grupie zostało pokazane to samo zdjęcie, jednak na pasku pod nim widoczne było aż 514 polubień, 12 komentarzy oraz jedno udostępnienie. Osoby, którym zostało pokazane zdjęcie z mniejszą ilością polubień ,oceniły dziewczynę jako mniej atrakcyjną, niż osoby, którym zostało pokazane to samo zdjęcie z większą ilością polubień.

Konkluzja jest bardzo jasna- ilość like’ów i komentarzy stanowi dla nas kryterium oceny popularności, wartości, czy atrakcyjności danej osoby. 56% użytkowników do 24 roku życia uznaje informacje zamieszczane na Facebooku jako informacje całkowicie wiarygodne (Sondaż Miesięcznika CHARAKTERY, 2011). Podchodzimy z zaufaniem do obrazów innych ludzi prezentowanych na Facebooku, jak również chcemy, by inni uwierzyli w prawdziwość naszych profilów. Internetowy i realny świat stały się dwiema, przenikającymi się rzeczywistościami, funkcjonującymi niemal na równych prawach. Cała sztuka w tym, by zdać sobie sprawę, że jeden z tych światów nie stanowi żadnej rzeczywistości.

 

Zapraszamy do obejrzenia filmiku na temat FOMO zrealizowanego przez grupę COLLAGE HUMOR!

https://www.youtube.com/watch?v=3bErHawEbpA

*Sondaż Miesięcznika CHARAKTERY, 2011.

wywiad z psychologiem Barbarą Smolik

Po stracie bliskiej osoby cierpimy, przeżywamy żałobę. Niektórzy mówią o przeżywaniu żałoby po innych stratach: np. zdrowia, czy rozstaniu. Porozmawiajmy o żałobie związanej ze śmiercią.

- Czy u różnych osób można wyodrębnić podobne etapy przeżywania żałoby?

Żałoba przebiega w sposób bardzo indywidualny. Wpływa na to wiele czynników m.in. rodzaj śmierci bliskiej osoby, własna osobowość, rodzaj relacji, jaką tworzyliśmy ze zmarłą osobą, czy w ostatnim czasie doznaliśmy innych strat, czy mamy wsparcie w innych osobach.

Natomiast mimo tych różnic wiele osób w podobny sposób przechodzi przez kolejne etapy żałoby. Najczęściej mówi się o czterech stadiach:

Wstrząs i szok - Jest to moment, w którym dominuje niedowierzanie, że osoba zmarła. Może temu towarzyszyć poczucie oszołomienia, wewnętrzny zamęt i bezradność. Kiedy pierwszy szok minie pojawia się silna potrzeba zaprzeczenia śmierci i protest. To może być trudne dla osób towarzyszących, bo wiąże się z wybuchami gniewu, rozpaczy i bólu.

- Mówisz o gniewie, ale czy jest to tylko gniew skierowany do osób towarzyszących?

Nie tylko. Może być on również skierowany do lekarzy, którzy nie zapobiegli śmierci, do Boga albo nawet do osoby zmarłej.

- Złość na osobę zmarłą może powodować wyrzuty sumienia, poczucie winy.

Tak. Poczucie winy może się też pojawić, gdy żałobnik po śmierci bliskiego poczuje ulgę, albo np. wtedy, gdy śmierć była poprzedzona cierpieniem z powodu choroby albo z jakiś powodów relacja ze zmarłym przysparzała cierpienia.

- Co jest następnym etapem?

Dezorganizacja - często ten etap trwa najdłużej. Głównym jego celem jest zaadoptowane się żałobnika do zmienionej rzeczywistości.

Nie jest to jednak łatwe zadanie m.in. ze względu na siłę i różnorodność emocji. Wystarczy, że wymienię smutek, przygnębienie, drażliwość, apatię. A to nie wszystkie uczucia, niektóre z nich są subtelne. Reakcje, które z nich wynikają nie zawsze da się kontrolować np. płacz na dźwięk usłyszanej piosenki w radio, albo wybuch złości na przypadkową osobę. Warto wspomnieć o zmęczeniu, które jest częste w tym czasie żałoby.

- Można się spodziewać, że trudno jest wtedy odnaleźć się w rzeczywistości, w codziennych obowiązkach tj. zakupy, pranie, gotowanie.

Tak. Do tego mogą dołączyć kłopoty z apetytem, ze snem. Taki stan nie sprzyja kontaktom z ludźmi. Poza tym funkcjonuje przekonanie, że spotykając się z ludźmi trzeba być zabawnym, dyspozycyjnym, aktywnym i nie narzekać. Jednym słowem należy być w jakiś sposób atrakcyjnym. Więc i z tych powodów żałobnicy wycofują się z życia społecznego. Dodatkową trudnością jest to, że otoczenie może nie rozumieć lub być zmęczone zachowaniami żałobnika, jego płaczem, wracaniem do tematu śmierci i umierania, ciągłego mówienia o tym, co czuje.

- Osoba w żałobie może czuć się odrzucana.

Co z kolei może wzmacniać jej poczucie samotności. Tworzy się błędne koło.

Załóżmy jednak, że po tygodniach płaczu, smutku, drażliwości, niepokoju, lęku i poczucia bezradności docieramy do ostatniego etapu: reorganizacji. Jak sama nazwa wskazuje jest to: zorganizowanie czegoś na nowo. Tym czymś jest życie, codzienność. Pamiętajmy, nie oznacza to, że żałobnik zapomina o wszystkim. Nie, on uczy się z tymi zmianami żyć. Pojawiające się emocje różnią się siłą i natężeniem. Są mniej gwałtowne, mniej bolesne. Choć mogą przybierać na sile w okolicznościach ważnych rocznic: śmierci, urodzin, imienin, ślubu, poznania się

- Czyli trzeba jasno powiedzieć: to jest normalna reakcja. A jak pomóc osobie, która straciła kogoś bliskiego?

Przede wszystkim nie bójmy się zapytać, czego teraz potrzebuje, jak można jej pomóc. Nawet, jeśli spodziewamy się, że nie będzie to realne do spełnienia. Czasami ważne jest samo nazwanie pragnienia, marzenia, potrzeby.

Poza tym rodzaj pomocy zależy od etapu przeżywania żałoby. Ale to, co najważniejsze bez względu na etap to towarzyszenie tej osobie, bycie z nią, empatyczne słuchanie tego, co mówi. i powstrzymywanie się przed błahym pocieszaniem, uspokajaniem.

Pozwólmy na wyrażenie nawet tych trudnych emocji takich jak złość, smutek. Czasami taka pomoc może się sprowadzać do tego, by podać chusteczki, otulić kocem, przypomnieć o jedzeniu, piciu, odpoczynku. Zwróćmy też uwagę czy nie ma potrzeby pomocy w codziennych obowiązkach takich jak zakupy, sprzątanie.

- Kiedy możemy powiedzieć, że sposób przeżywania żałoby nie jest prawidłowy?

Mówi się, że nieprawidłowo przebiegająca żałoba jest wtedy, kiedy osoba, która ją przeżywa zachowuje się tak, jakby nic się nie zmieniło. Albo, kiedy jest nadmiernie aktywna, np. bardzo angażuje się w pracę, czynności domowe. Może się to jednocześnie wiązać z zapominaniem o podstawowych potrzebach jedzenia, picia.

To, co może również niepokoić to przedłużająca się idealizacja osoby zmarłej. Ciągłe mówienie o niej w samych superlatywach, tak jakby nie była człowiekiem, ale jakimś ideałem.

- Jeśli jest to dalekie od prawdy o zmarłym, idealizacja może wzbudzać w otoczeniu niezrozumienie, złość i raczej milczenie niż chęć podtrzymywania rozmowy.

Milczenie może wynikać jeszcze z przekonania, że „o zmarłych się źle nie mówi”. A żeby dobrze przejść przez żałobę na jakimś etapie trzeba dostrzec, że zmarły miał zalety i wady. Realne postrzeganie zmarłego może ułatwi poznawanie i budowanie relacji z nowymi ludźmi.

- Kiedy wskazana byłaby pomoc psychologa?

Żałoba to stan, kiedy przeżywamy różne uczucia najczęściej smutek, żal tęsknotę, ale i złość. Jeśli ten stan jest długotrwały, towarzyszy temu poczucie winy i myśli samobójcze, to należy zgłosić się do psychologa bądź psychiatry.

Proces żałoby służy przygotowaniu się do życia bez osoby zmarłej, służy reorganizacji dotychczasowego funkcjonowania. Tak naprawdę, to nic innego jak nowy podział ról, obowiązków w rodzinie, wśród przyjaciół. Dlatego ważne jest, by żałobę przeżywać a nie powstrzymywać się przed doświadczaniem smutku, niepokoju, tęsknoty, żalu. Zatrzymanie się na którymś z etapów żałoby utrudnia nam podjęcie nowych wyzwań.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Majewski

#emocje #EQ

Emocje w naszym życiu. Trudno uwierzyć, ale towarzyszą nam już w życiu płodowym. Naukowcy z Nowej Zelandii odkryli, że już 28-tygodniowe maluchy potrafią płakać w łonie matki w reakcji na nieprzyjemne dla dziecka dźwięki.  – Dokonaliśmy tego odkrycia przez przypadek – mówi doktor Ed Mitchell, który sprawdzał, w jaki sposób dzieci reagują na zażywanie przez matkę narkotyków czy palenie papierosów. W trakcie badania naukowcy odtwarzali przy brzuchu matki nieprzyjemne dla ucha dźwięki o mocy 90 decybeli. Słysząc to, dzieci gwałtownie odwracały głowy, stawały się zaniepokojone, a następnie zaczynały głębiej wciągać do płuc płyn owodniowy i otwierać usta, czemu towarzyszyło drżenie policzków.
– Nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że to nic innego jak tylko płacz – twierdzi doktor Mitchell. – Nawet dolna warga charakterystycznie drżała.
Jeśli więc płody umieją płakać, to zapewne potrafią się też śmiać? Owszem – przyznaje profesor Stuart Campbell, brytyjski położnik z Create Health Centre for Reproduction and Advanced Technology. Do dziś wspomina, jakie było jego zdziwienie, kiedy podczas badania metodą USG 4D (USG z opcją odtwarzania obrazu w czasie rzeczywistym) na monitorze po raz pierwszy ukazał mu się szeroki uśmiech nienarodzonego dziecka. Okazało się, że 26-tygodniowe płody, czyli takie, które mają już szansę przeżyć poza łonem matki, prowadzą bogate życie wewnętrzne. Dzieci mrugają, trą oczy, ziewają, czkają i ssą kciuk, a więc zachowują się jak typowe niemowlęta. Późniejsze badania dowiodły, że wewnątrz matczynej macicy pierwszy uśmiech może się pojawić już w 12. tygodniu życia! – U takich maluchów uśmiech to raczej nieświadomy odruch – twierdzi profesor Campbell. – Bardziej świadome zachowania tego typu pojawiają się 14 tygodni

Za: Edipresse Polska S.A.

Odpowiedz sobie najpierw na kilka pytań:
Czy jesteś zadowolony ze swojego życia? Czy sprawy szkolne/zawodowe układają się w sposób jaki planowałeś i marzyłeś? Czy liczba i jakość twoich przyjaźni budzi twoje zadowolenie? Czy twoje bliskie relacje są pełne wsparcia i wzajemnej troski? Czy czujesz się dobrze w świecie, czy też czujesz brak równowagi z nieznanych sobie do końca powodów?
Jeśli odpowiedziałeś negatywnie na chociaż część pytań, to prawdopodobnie jak wiele osób wokół ciebie, dawno temu nauczyłeś się cenić bardziej intelekt niż emocje, działać poprzez rozum, z pominięciem sfery uczuciowej. A to ma swoje konsekwencje.
Nie ulega wątpliwości, że wysoki iloraz inteligencji pomaga nam rozumieć świat i radzić sobie z nim na jednym poziomie, ale potrzebujemy też emocji, żeby rozumieć siebie i innych oraz radzić sobie sferze uczuć i relacji. Bez świadomości własnych emocji (zarówno przyjemnych, jak i przykrych), bez umiejętności rozpoznawania i doceniania własnych uczuć i działania w uczciwej z nimi zgodzie nie jesteśmy w stanie dobrze żyć z innymi ludźmi i nie umiemy efektywnie radzić sobie w świecie (bez względu na to jak jesteśmy „inteligentni”). Nie potrafimy łatwo podejmować decyzji i bywamy często zagubieni, bez kontaktu z własnym „Ja”. Dlatego tak ważne jest rozwijanie inteligencji emocjonalnej, zwanej popularnie EQ.

Oprac. na podstawie: J. Seagal, Jak pogłębić inteligencję emocjonalną.
  • dają nam dostęp do samoświadomości
  • uruchamiają instynkt samozachowawczy
  • dostarczają informacji o naszych potrzebach, wartościach i relacjach
  • budzą motywację i zapał do działania, samokontrolę i wytrwałość
  • emocjonalna świadomość pomaga w rozwoju, odzyskiwaniu zdrowia
  • osiąganie sukcesów w życiu zawodowym
  • świadomość własnych emocji pozytywnie wpływa na tworzenie bliskich, opartych na miłości więzi
Oprac. na podstawie: J. Seagal, Jak pogłębić inteligencję emocjonalną.

 

Rozmawiała: Marianna Fijewska

 

Paulina Holtz - aktorka filmowa i teatralna. Związana z Teatrem Powszechnym. Zdobywczyni nagrody „Warszawskiego Feliksa”. Odtwórczyni roli Agnieszki Lubicz w „Klanie”. Mama dwóch córeczek - Tosi i Marcysi. Autorka nieporadnika dla rodziców „Luśka na planecie Dziecko”.

Kiedy przygotowywałam się do wywiadu z Tobą przypomniał mi się taki cytat Życie nie jest ani lepsze, ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne to chyba Szekspir... Jesteś osobą, która robi tysiąc rzeczy naraz, cały czas mocno się realizując w sferze, nie tylko zawodowej. Twoje życie różni się od Twoich marzeń?

Ja nie mam marzeń.

Serio. Realizuję się codziennie od rana do wieczora. Z tygodnia na tydzień. Z roku na rok. Realizuję swoje pasje, spełniam zachcianki, walczę o potrzeby i pragnienia. Ale nie marzenia mnie napędzają, tylko codzienność. Zadania na dziś. Zadania na życie.

Czym, w takim razie, różnią się potrzeby i pragnienia od marzeń?

Marzenia kojarzą mi się z silnym pragnieniem, nieustannie pielęgnowanym, któremu podporządkowujemy wiele działań, aby w końcu nadeszło spełnienie. Niespełnione marzenia albo w nas rosną, albo frustrują.

Marzenia nie są potrzebne?

Myślę, że są bardzo potrzebne! Ja też na swój sposób marzę. Tylko może nie jestem na tyle odważna, aby mieć marzenia totalne, więc mam takie… po prostu spełnialne.

Pytanie, skąd bierzesz motywację brzmi trochę banalnie... Może, po co to wszystko? Dokąd dążysz?

Może bardziej- staram się zdążyć? Im jestem starsza, tym mniej mam czasu. Nie tylko tego dosłownego, który dzieli nas od śmierci, ale też i tego codziennego. A wszystko mnie interesuje, pasjonuje. Żałuję, że jak byłam młodsza nie nauczyłam się więcej. Mimo, że robiłam setki rzeczy to i tak teraz ciągle, co chwilę pojawia mi się w głowie myśl- dlaczego nie nauczyłam się tego kiedyś, dlaczego tego nie umiem, nie sprawdziłam, nie przeżyłam?! I w związku z tym żyję w ciągłym pędzie. Ale lubię to.

Skąd bierze się u Ciebie taki 'napęd'? Wielu ludzi chciałoby żyć w taki sposób, ale coś ich hamuje od maksymalnego realizowania się.

Lenistwo? Wygodnictwo? Fajniej jest poleżeć i poopowiadać sobie jacy byśmy byli super i jak byśmy dali czadu, gdyby tylko okoliczności sprzyjały, niż zakasać rękawy i wziąć się do roboty.  Nie ma na co czekać! Ale, z drugiej strony, na pewno nie warto się frustrować jeśli nasze życie wygląda inaczej. Akceptacja tego, czego zmienić nie możemy i praca nad tym, nad czym da się popracować to klucz do mniejszej ilości stresów, moim zdaniem.

Biegasz, uprawiasz jogę i zapewne coś jeszcze, o czym nie wiem. Co znaczy dla Ciebie uprawianie sportów? Co sport wnosi w Twoje życie i jak wpływa na Twoją sferę psychiczno- fizyczną?

Aktywność fizyczna zawsze była ważną częścią mojego życia ale, im jestem starsza tym, sport zajmuje więcej miejsca w moim życiu. Siła fizyczna przekłada się na moc psychiczną. Endorfiny się przydają. Kondycja przy dzieciach jest nie do przecenienia! Nie wyobrażam sobie życia w bezruchu.

No właśnie- sport i dzieci. To dwa tematy, które mocno Cię określają w przestrzeni publicznej. Szczególnie ten drugi. W Internecie jest mnóstwo artykułów, zdjęć i wywiadów, o Paulinie- Mamie. Co dla Ciebie oznacza ten wizerunek?

Odkąd zostałam mamą i napisałam Luśkę na planecie Dziecko, czyli nieporadnik świadomego rodzica, na większości list kontaktowych do programów śniadaniowych figuruję pod hasłem: Dziecko. Jak jest jakiś temat o dzieciach, to dzwonią do mnie. Muszę przyznać, że trochę mnie to już męczy bo tematy się powtarzają, a ja mam mnóstwo pasji, którymi chętnie bym się podzieliła. Ale, oczywiście, macierzyństwo jest moją bardzo ważną życiową rolą i wyzwaniem. Jednak bycie spełnioną mamą idzie dla mnie nieodłącznie w parze z byciem spełnioną kobietą.

Telewizja śniadaniowa proponuje Ci pogawędkę na temat X, a Ty się cieszysz i wiesz, że będziesz miała mnóstwo frajdy z tej rozmowy. Jaki to temat?

Pani role teatralne? Kobiecość spełniona? Siła jest kobietą

To może teraz o kobiecości właśnie. W roku 2004 wzięłaś udział w sesji zdjęciowej dla Playboya. Co, udział w tej sesji, oznaczał dla Ciebie, dla Twojej kobiecości?

Wówczas- niewiele. Teraz miałabym z tego znacznie więcej frajdy. Ale prawdą jest to, co mówiły mi koleżanki, kiedy rozważałam czy przyjąć tę propozycję, że będę miała genialną pamiątkę. I mam. I cieszę się, że miałam okazję, żeby zrobić sobie takie zdjęcia. Każdą kobietę namawiam na taką sexi sesję, nie do magazynu, tylko dla samej siebie.

Co się zmieniło, że teraz podeszłabyś do tego inaczej?

Nie wiem. Jedna z rzeczy, której nigdy nie robię, to nie zastanawiam się, co by było gdyby... Stało się tak jak się stało, nie ma co rozpamiętywać minionych zdarzeń, chyba, że wnioski nam się do czegoś przydadzą. A teraz podeszłabym do tego będąc bardziej świadoma swojej kobiecości.

Uważasz, że taka sesja dzisiaj oznaczałaby, w opinii publicznej, koniec wizerunku Pauliny- Mamy?

Mamą – Pauliną  będę  zawsze.

Tak samo jak Pauliną- Córką. Twoja mama jest aktorką, a ojciec filmowcem. Jak sama mówiłaś, swoją aktorską drogę wybrałaś zupełnie spontanicznie. Przypadek, przypadkiem, ale jednak poszłaś w ślady rodziców. W jakim stopniu, życiowe wybory rodziców, determinują późniejsze wybory dzieci?

Myślę, że przede wszystkim łatwiej jest się odnaleźć w zawodzie, który jest już jakoś oswojony. Wyrastamy w pewnym określonym środowisku, a szukanie nowego zajęcia zawsze wiąże się z ogromną potrzebą i wielką pasją.

Jak w filmie Billy Eliot: mały tancerz, który postanawia spełnić swoje marzenia, mimo, że nie ma początkowo wsparcia, ani w środowisku, ani w rodzinie. Ja nigdy nie miałam takiej jednej, sprecyzowanej pasji. Dorastałam w rodzinie artystycznej ale ciekawiło mnie, tak wiele tematów, że nie bardzo wiedziałam, czym zajmować się na poważnie: dziennikarstwo, historia sztuki, etnologia, reżyseria. Długo szukałam, a zawód aktorki zupełnie nie był tym wymarzonym. Ostatecznie zdecydował przypadek, a dopiero później mój zawód stał się moją pasją.

W jednym z wywiadów, na pytanie o to, jakim byłaś dzieckiem, odpowiedziałaś:Supergrzecznym i poprawnym w gościach, tak że wszyscy mojej mamie mówili: „Jaką pani ma wspaniale wychowaną córkę! Posprzątała, podziękowała, zapytała, czy może w czymś pomóc, ukłoniła się…”. A po powrocie do domu stawałam za zasłoną w dużym pokoju i tupiąc nogami, recytowałam: „Gówno! Dupa! Gówno! Dupa!”.

Tak było?

Było. Rzeczywiście. To był mój wentyl bezpieczeństwa.

Dzisiaj nie jesteś już supergrzecznym dzieckiem, ale wydajesz się być superzorganizowaną kobietą. Są momenty, w których musisz wejść za zasłonę i powiedziećGówno!Dupa!Gówno!Dupa! ?

Lubiłam i lubię nadal być grzeczna i układna. Ale jakoś trzeba tę energię wypuszczać więc wtedy tupałam a teraz...już nie jestem aż taką grzeczną dziewczynką. Wyżywam się w sporcie. Bycie matką dało mi też zupełnie inne poczucie własnej wartości. Teraz już nic nie muszę. Za to mogę wszystko. Uwielbiam ten stan. Stabilność i spokój.

Co rozumiesz przez, inne poczucie własnej wartości?

Priorytety się zmieniają. Nie gonisz już za niczym. Oddychasz swobodniej, dystansujesz się do spraw mało ważnych.

Jaka jest według Ciebie najlepsza i najzdrowsza forma odreagowania stresów i mobilizacji?

Dla każdego inna i nie ma tu złotego środka. Na pewno warto, aby to odreagowywanie nie krzywdziło nas, innych i nie rozwalało nam życia. Ale dla jednego to będzie wanna i książka, a dla innego skoki ze spadochronem. Ja odpoczywam i w wannie z książką, i uprawiając sport. Ale najbardziej lubię te chwile, kiedy zmuszam swój mózg do zwolnienia i uświadomienia sobie, że nie muszę się dziś spieszyć, że nie muszę robić 100 rzeczy na raz, mogę brać, co przyniesie dzień i niczego nie planować.

Chyba ciężko jest zejść z poziomu pełnej mobilizacji do poziomu odpoczynku. Czy masz jakiś sposób, by właśnie uświadamiać sobie , że "Dzisiaj nie muszę się spieszyć!"?

Tak, planuję to wcześniej! (śmiech). Wieczorem kładę się z myślą- JUTRO MAM DZIEŃ NICNIEMUSZENIA! I, oczywiście, robię mnóstwo rzeczy ale mam poczucie, że robię bo chcę a nie muszę! A to wiele zmienia...

Niedawno robiłam wywiad z pewnym znanym muzykiem, który powiedział mi, że najważniejsze dla niego jest osobiste poczucie bycia wolnym. Wolność daje energię do tworzenia, do działania, do życia. Wydało mi się to bardzo trafne i inspirujące. Jak Ty rozumiesz wolność i co dla Ciebie znaczy?

Tak, wolność uskrzydla ale wolność mamy w sobie. Dla mnie kluczowe jest poczucie bezpieczeństwa. Kiedy je mam- nic mnie nie ogranicza.

Wolność mamy w sobie, ale ciężko ją wydobyć i łatwo zatracić. Życie w pędzie nie odbiera nam wolności?

Dla mnie niewola to niemożność podążania za pragnieniami.

Jak w ogóle wyobrażasz sobie to, co mogłoby naszą wolność ograniczyć, na takim poziomie wewnętrznym?

Dla mnie podstawowym czynnikiem ograniczającym jest poświęcanie się. Dla kogoś innego "poświęcenie" może być wspaniałym motywatorem. Na szczęście. Nie ma łatwych porad. Nie ma łatwych rozwiązań. Jesteśmy indywidualnościami.

I każdy z nas jest inny. Na szczęście.

Autor: Anna Jedlińska

Dwie drogi zbiegły się w połowie mego życia,
Rzekł pewien mądry człowiek.
Wybrałem drogę mniej uczęszczaną
I widzę różnicę co noc i co dzień.

W. P. Young

Psychoterapię często określa się jako wiedzę tajemną i pracę z delikatną materią, jaką jest nasza psychika/dusza. Sam termin psychoterapia pochodzi od greckich słów: psyche – dusza i therapein – leczyć. Nasuwa się więc skojarzenie: lekarz dusz. Co w naszych racjonalnych czasach brzmi dosyć odważnie i trochę ezoterycznie.

Z kolei temat psychoterapii poruszany w small talkowych rozmowach często wywołuje humorystyczne skojarzenia z wujkiem Freudem, kozetką, czy pytaniem „chcesz o tym porozmawiać?” albo „wspieramy cię”. Filmy fabularne przeważnie podtrzymują te stereotypy, pokazując psychoterapię biegunowo. A co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetu i w jaki sposób to pomaga? A co ważniejsze, w jaki sposób może to pomóc właśnie mnie?

 

Psychoterapia – kiedy?

Gdy jesteś chory, boli Cię gardło, żołądek czy noga od razu wiesz gdzie masz się udać po pomoc. Zazwyczaj jest to najpierw lekarz pierwszego kontaktu lub internista, potem zaś konkretny specjalista.

Gdy zaś masz problemy psychiczne lub emocjonalne często poszukiwanie pomocy lub rozwiązania nie jest już sprawą oczywistą. Jeżeli sprawa, która Cię dręczy jest dość prosta, np. pokłóciłeś się z bliską osobą i buzują w tobie emocje, to zazwyczaj wystarczy rozmowa z przyjacielem lub rodziną i „przegadanie” problemu. Jeśli jednak czujesz, że rozmowa pomaga tylko na chwilę, sytuacje problemowe wciąż się powtarzają, a w Tobie narasta bezradność, przygnębienie, poczucie osamotnienia lub braku zrozumienia, to wiedz że coś się dzieje.

 

Uświadomienie sobie problemu

Często te emocje nie są łatwe do rozpoznania. Czemu? Bo nasza psychika działa tak, że chce jak najszybciej „pozbyć się problemu”, a co za tym idzie też trudnych emocji. I w tym celu używa różnych mechanizmów, zwanych często obronnymi, których celem jest m.in. odwrócenie uwagi, „zapomnienie o kłopocie”, wytłumaczenie sobie zdarzenia po swojemu lub zaprzeczaniu pewnym  faktom.

Trzeba się więc trochę natrudzić, by mimo to uświadomić sobie, że doświadczam jakiegoś rodzaju cierpienia, niewygody czy trudności i że mogę skorzystać z pomocy specjalisty, zamiast wciąż mieć nadzieję, że „to minie samo”.

To co może dodatkowo pomóc w podjęciu takiej decyzji, to uczciwa analiza mojej sytuacji życiowej i odpowiedzenie sobie na kilka pytań:

 

- Jak się na co dzień czuję? Czy czuję się szczęśliwy, spełniony? Czy też mam poczucie, że czegoś mi brakuje, nie jestem dość dobry, dojrzały, kompetentny?

- W jaki sposób myślę o sobie? Czy dominują u mnie negatywne myśli na swój temat, które krytykują mnie na każdym kroku? Np. mogłeś to zrobić lepiej; znowu powiedziałaś coś bez sensu; nie nadaję się; ale jestem głupia; tylko krzywdzę innych itp.

- Jakie są moje relacje z bliskimi? Czy czuję, że są harmonijne, oparte na wzajemnym dawaniu i braniu, czy też może często doświadczam w nich poczucia krzywdy lub winy?

- Czy mam poczucie wewnętrznego bałaganu, którego sam nie mogę ogarnąć?

- Czy często czuję osłabienie, napięcie, mam bóle głowy lub inne doznania z ciała, które dziwnym trafem pojawiają się wtedy, gdy doświadczam czegoś trudnego?

- A może wręcz przeciwnie wydaje mi się, że wszystko jest ok, ale na myśl że miałbym skorzystać z pomocy dostaję gęsiej skórki i moja odpowiedź brzmi nie, nie, nie?

- Istotne może być również przeanalizowanie własnej historii, szczególnie dzieciństwa pod kątem przeżywania trudnych emocji. Czy będą dzieckiem byłem szczególnie narażony na przeżywanie lęku, przykrości, niepewności, bezradności, czy złości?

Decyzja o podjęciu psychoterapii

Odpowiedź pozytywna na chociaż na jedno z tych pytań oznacza, że mam świadomość problemu i być może nie ze wszystkim radzę sobie tak dobrze jakbym chciał/a. Tym samym uznaję, że być może są obszary mojego życia lub mojej historii, które wymagają uporządkowania. I to jest pierwszy krok. Jednak by trafić z tym do gabinetu psychoterapeuty potrzebuję jeszcze:

 

1. Wiedzieć, że takie usługi w ogóle istnieją.

2. Wierzyć, że taki rodzaj leczenia/wsparcia działa i może pomóc także mnie.

3. Mieć otwartość i gotowość do współpracy i rozmowy o moim doświadczeniu i przeżywaniu.

4. Mieć świadomość nakładów ekonomicznych – czasu trwania terapii (długoterminowa terapia, prowadząca do satysfakcjonujących zmian, na głębokim poziomie trwa zazwyczaj ok. 1-2 lat.) i jej kosztów finansowych(jeśli usługi są płatne).

Wybór terapeuty – wybór nurtu, choć najważniejsza i tak jest relacja.

Ok. To mam już decyzję, że idę i wiem mniej więcej co stanowi mój problem. To teraz wystarczy wybrać osobę i miejsce.

Nie każdy wie, że nurtów w psychoterapii jest wiele. Niektóre, tak jak psychoanaliza skupiają się bardziej na przeszłości i rozwiązywaniu wewnętrznych konfliktów. Inne jak terapia poznawczo-behawioralna koncentrują się na aktualnym sposobie myślenia i działania oraz możliwości zmiany przekonań i zachowań. Jest również nurt humanistyczny (który mi osobiście jest najbliższy), który koncentruje się natu i teraz (czyli na tym czego doświadczam właśnie w tym momencie), na relacji między klientem i terapeutą (jako bazy do rozmowy o innych relacjach) oraz na osobistym doświadczaniu i eksperymentowaniu.

Najważniejsze jest jednak by samemu dokonać tego wyboru: do kogo. Ponieważ, każdy z nas ma osobiste preferencje i też wewnętrzną intuicję związaną z tym, z kim w kontakcie czuje się dobrze. A i badania pokazują, że tym, co szczególnie działa lecząco w psychoterapii jest mocna, oparta na współpracy relacja terapeutyczna, nie zaś specyficzne metody pracy. Carl Rogers, amerykański psychoterapeuta humanistyczny, zwracał dodatkowo uwagę, że by relacja terapeutyczna mogła być lecząca, ważne jest by terapeuta w kontakcie był empatyczny, autentyczny i bezwarunkowo akceptował swojego pacjenta.

Nawiązywanie kontaktu

W końcu nadszedł ten dzień. Zjawiamy się na umówioną godzinę i czekamy cierpliwie przed gabinetem, w ładnym korytarzu, z kolorowymi obrazkami na ścianach.

Czego właściwie mogę się spodziewać po pierwszym spotkaniu? Jak to będzie?

 

Ważne jest by zdawać sobie sprawę, że do psychoterapeuty idziemy między innymi dlatego, że chcemy porozmawiać o ważnych i intymnych dla nas sprawach, często takich, o których nikomu więcej nie mówimy. Stąd tak istotne jest byśmy czuli się podczas rozmowy swobodnie i bezpiecznie. I dlatego pierwsze kilka spotkań służy zazwyczaj właśnie budowaniu kontaktu. Jest to czas, w którym zarówno ja, jak i terapeuta możemy się nawzajem poznać i zobaczyć czy współpraca między nami będzie możliwa i na czym będzie polegać. Jeśli wiem dokładnie co sprawia mi trudność i co chciałbym zmienić, to prawdopodobnie terapeuta będzie przez ten czas głównie słuchał i dopytywał. Jeśli jednak sam nie do końca wiem co jest moim problemem i jak to ugryźć, to mogę się spodziewać, że terapeuta będzie bardziej aktywny w zadawaniu pytań, by lepiej zrozumieć moją sytuację.

 

Im więcej zainwestujesz w kontakt, tym więcej zyskasz

Często po pierwszym spotkaniu mogę czuć się skołowany i myśleć, że w sumie niewiele się wydarzyło, a na pewno nie czuję, żadnej zmiany w swoim życiu. I rzeczywiście zmiana nie ma szans zadziać się tak szybko J Bo podobnie jak zbieranie  negatywnych doświadczeń trwało jakiś czas, tak i zmiana schematów myślenia, przeżywania, zachowania wymaga czasu, refleksji i przepracowania. A terapia to szczególny proces – poznawania siebie i budowania relacji, i jako taki potrzebuje dużo przestrzeni czasowej, emocjonalnej i refleksyjnej. Ważne jest również to, co dzieje się między spotkaniami terapeutycznymi.

Mogę jednak liczyć na to, że im większe będzie moje zaangażowanie i otwartość na sesjach, tym więcej będę korzystać i tym szybciej zacznę wprowadzać zmiany w swoim życiu. Podobnie jak w dobrej relacji - im więcej w nią inwestuję, tym więcej zyskuję. Tak to już po prostu działa. A żeby sprawdzić jak dokładnie… To trzeba samemu spróbować i doświadczyć. Bo żad­na lek­tu­ra i in­te­ligen­tne ro­zumo­wanie nie zastąpi bez­pośred­niego doświadczenia (John Fowles).

 

Dodatkowo kilka osobistych opinii z internetowego forum, o tym jak działa psychoterapia:

Witam, piszę żeby podzielić sie z wami wrażeniem na temat psychoterapii. Choć chodzę dopiero od niedawna, to mam wrażenie że dotarcie do przyczyn lęku jest kluczowe dla jego wyleczenia. Z moją psychoterapeutką rozmawiam o rzeczach z których nie zdawałam sobie nigdy sprawy, i o których z nikim nie rozmawiałam. Po zaledwie miesiącu (a to pewnie dopiero wierzchołek góry lodowej...), poczułam że wiele mi to daje. Zaczynam oswajać swoje lęki, myślę też, że obecne problemy w kontaktach z ludźmi, poczucie niskiej wartości, ciche mówienie, lek przed ocenianiem...-wszystko to ma w czymś podłoże.

*

(…) terapia to bardzo ciężka i trudna praca nad sobą ale przynosi wspaniałe efekty.

*

Myślę, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego że cos w naszym dzieciństwie nie zagrało, wydaje nam się że mieliśmy cudownych rodziców i ze to nie tam leży przyczyna. Moi rodzice byli wspaniali, ale jednocześnie nie do końca wywiązali sie ze swoich ról. Choć ojca straciłam bardzo wcześnie, to nigdy nie zdawałam sobie sprawy z niektórych uczuć które żywię do niego do teraz. Psychoterapia pomaga je zrozumieć. Pomaga też chyba odbudować parę zapomnianych ogniw, które, jak dopiero teraz sie dowiaduję, są w stanie połączyć wszystko w lepszą całość. To ogromny wkład w budowanie poczucia własnej wartości.

*

Ja chodzę na terapię od 4 miesięcy, robię postępy, ale jest to bardzo wyczerpująca walka z samym sobą, jeśli ktoś myśli że terapia będzie lekka ,łatwa i przyjemna to się myli, dla mnie jest to najcięższe doświadczenie w życiu a zarazem też ekscytujące ,bo zmieniam samego siebie, a wierzcie mi miałem problemy kosmiczne , a objawy i lęki w czasie jej trwania przybrały rozmiary bezkresu, liczcie sie z tym, choć nie musi być aż tak źle jak u mnie. Bez terapii ciężko sobie dać radę, ona uświadamia problemy i rozładowuje emocje, dlatego tez jej częstotliwość zależy od skali problemu.

Autor: Rafał Majewski

Wśród różnych grup opierających się na pomocy psychologicznej znajdują się grupy wsparcia, grupy terapeutyczno -rozwojowe, grupy psychoterapeutyczne (psychoterapia grupowa). Grupy te mogą być skierowane do szerszego lub węższego grona odbiorców w zależności od specyfiki problemów, trudności czy objawów, z którymi zmagają się poszczególne osoby tworzące grupę. Niezależnie od różnych podejść

i szkół psychoterapeutycznych, w jakich prowadzone są dane grupy, udział w terapii grupowej może być niezwykle cennym i głębokim doświadczeniem, właśnie ze względu na specyfikę pracy grupy.

Przede wszystkim uczestnik może się przekonać, że nie jest jedyną osobą doświadczającą danych trudności, może doświadczyć zrozumienia nie tylko ze strony terapeuty, ale też innych członków grupy, doświadczyć wspólnoty, oraz zobaczyć swoją sytuację z perspektywy innych osób. Spojrzenie z zewnątrz, z innej perspektywy prowadzi do lepszego zrozumienia danego problemu i własnego funkcjonowania. Osoby z grupy mogą czerpać z własnych doświadczeń, uczyć się od siebie nawzajem i motywować do konstruktywnych zmian. Grupa terapeutyczna często jest miejscem, w którym w bezpieczny sposób można rozwijać i ćwiczyć umiejętności interpersonalne. Uczestnicy mogą udzielać sobie nawzajem informacji zwrotnych; dzięki temu mogą przekonać się, jakie emocje budzą ich zachowania w innych, jak są postrzegani i jak funkcjonują w grupie.

Psychoterapia grupowa umożliwia uzyskanie wsparcia, pozwala na konstruktywne przeżycie i wyrażenie trudnych emocji, daje możliwość przyjrzenia się własnym sposobom funkcjonowania w relacjach z innymi. Lepsze rozumienie siebie i własnych trudności, wsparcie grupy, ułatwiają wprowadzanie konstruktywnych zmian w życiu.

 

Kilka osobistych opinii zamieszczonych na różnych stronach internetowych dotyczących doświadczeń z grup terapeutycznych:

"Spotkania grupowe były dla mnie przede wszystkim możliwością do bliższego przyjrzenia się temu, jak buduję relacje z ludźmi. Były bogatym i bardzo intensywnym doświadczeniem umożliwiającym wchodzenie w bliższy kontakt niż mam okazję w życiu codziennym."

"Byłam na grupie. Wśród ludzi. Okazało się, że można mówić o rzeczach i sprawach wstydliwych, przemilczanych, zamkniętych. Że można pytać. Że inni mogą próbować szukać odpowiedzi ze mną, że niektórzy próbują odpowiadać za mnie. Odpowiadać. Opowiadać. Znowu pytać. Okazało się, że dla każdego jest miejsce z jego historią, z jego osobą. Tam doświadczyłam, mimo poczucia klęski w moimżyciu rodzinnym, że nie ma ważniejszych czy mniej ważnych ‘dramatów’… bo dramat to dramat. Grupa to było intensywne przeżycie."

"To, co ważne dla osoby będącej w grupie, wiąże się nie tylko z jej pracą własną, ale i pracą innych osób. Moje doświadczenia w tym wypadku były bardzo korzystne dla mojego rozwoju. Zdarzyło się wiele sytuacji, które ugruntowały moje poczucie własnej wartości, poczułam się potrzebna, spotkałam się zżyczliwością, zaufaniem i sympatią".

autor: Ewa Parusińska

Emocje. Towarzyszą nam codziennie, co chwilę, choć nie zawsze jesteśmy ich w pełni świadomi.
Z natury są jak najbardziej pomocne – by dobrze funkcjonować, radzić sobie w trudnych sytuacjach, reagować, gdy dzieje się coś co dla nas czy innych niedobrego. Ważne są także wtedy, gdy dzieje się coś dobrego, bo pozwalają nam to docenić i dzielić się z innymi np. naszą radością.
Sam źródłosłów mówi nam o tym, że emocja to z łac. e movere czyli być w ruchu. Emocja – to moc i jaczyli inaczej nasza moc do działania.
Emocje mówią nam, co jest ważne, wskazują co powinniśmy zrobić. Zapewniają także dostęp do pragnień i potrzeb. Należy pamiętać, że za każdą emocją stoi potrzeba, dlatego warto kontaktować się z emocjami, by móc odkryć czego tak naprawdę chcę, kim jestem.
Często oceniamy siebie za odczuwanie danych emocji . Myślimy o nich, że są złe, że nie chcemy ich przeżywać. Ważne, by pamiętać, że nie ma złych emocji. To co, przeżywamy jest nasze i niedobrze jest to zgłuszać. Od nas zależy jednak jak  z daną emocją postąpimy, jak się zachowamy, co z nią zrobimy.
Emocje, a raczej nieumiejętność ich rozpoznawania, kontaktowania się z nimi, wyrażania czy po prostu ich tłumienie bywają częstym powodem – źródłem zaburzeń zachowania i problemów psychicznych. Powodem naszego złego samopoczucia, dyskomfortu.

Ważne jest również by nie uciekać od emocji. Np. poprzez ich zagadywanie, zastępowanie emocji zachowaniami, które są nadmierne lub nałogowe -jak objadanie się, robienie częstych zakupów, nadużywanie alkoholu, sięganie po narkotyki, czy uciekanie w przygodny seks.
Co zrobić, by „zaprzyjaźnić” się ze swoimi emocjami?
Dla każdego co innego może być pomocne, dlatego przytoczę kilka pomysłów:

Pisanie dziennika, pamiętnika – uwzględnianie w nim co czuję w związku z daną sytuacją, szukanie – co we mnie wywołało daną emocję

Przyglądanie się swoim reakcjom na poziomie ciała; myśli, znaczeń; tendencji do danego zachowania, potrzeb i pragnień.
Np. sytuacja, kiedy idąc w ciemności odczuwam strach – na poziomie ciała czuję wewnątrz ucisk w brzuchu, na zewnątrz na mojej twarzy maluje się przerażenie, w głowie pojawia się myśl- „Mogę zostać zaatakowana.”, na poziomie potrzeb odczuwam większą potrzebę bezpieczeństwa, może pchać mnie to do rożnych zachowań jak np. telefon do przyjaciela, wzięcie taksówki.
Często dzięki poznaniu siebie i tego jakie emocje wywołują we mnie jakie reakcje na poziomie ciała, myśli i zachowań łatwiej jest emocję, która się pojawia poczuć, wyrazić czy zgodnie z nią zadziałać, a co za tym idzie zadbać o siebie.

Rozmowa z drugą osobą – może to być rozmowa z bliską nam osobą czy terapeutą – dzięki niej możemy opowiadając o tym co czujemy uświadomić sobie co się z nami dzieję, a druga osoba może też pomóc nam, mówiąc jak ona czuje, co widzi i zauważa, gdy opowiadamy jej o tym co w nas.

Bycie ze sobą – znajdowanie ciszy i chwili dla siebie. Na poczucie tego co we mnie. Na usłyszenie siebie. Może w tym nam pomóc wieczorowa pora, chwila samotności czy medytacja. Można wtedy zastanowić się: jakie emocje dziś przeżywałam, które były najbardziej intensywne, co z nimi zrobiłam.

Być w kontakcie ze swoimi emocjami, oznacza lepsze rozumienie siebie i ludzi wokół, a to jest droga do świadomego, harmonijnego i szczęśliwego życia.

Zatem bądź w kontakcie!

 

 

 

 

X